Nie mogę cię zrozumieć, córeczko, w końcu jesteś kobietą, cóż winna jest ta biedna dziewczynka? No cóż, od innej kobiety, i co z tego? Będziesz ją wychowywać, a ona kiedyś nazwie cię mamą. Tak się stało, ale powinnaś być mądrzejsza, kochasz męża pokochaj też jego córkę.
Mężowi zadzwoniono z opieki społecznej i powiedziano, by zabrał swoją rodzimą córkę, o której istnieniu nigdy nie wiedział
Zosiu, usiądź proszę, muszę ci coś ważnego powiedzieć westchnął Wojciech.
Dzwonili dziś z opieki, moja córka jest w domu dziecka Zofia aż podskoczyła ze zdziwienia i zapytała:
Jaka córka? Od kogo? Żartujesz? nie mogła uwierzyć Zofia.
Wojciech opuścił głowę:
Nie, Zosiu, nie żartuję. Sześć lat temu, gdy my dopiero się poznaliśmy, spotykałem się z Kasią, ale gdy nasz związek stał się poważny, odszedłem od niej.
Kasia odnalazła mnie po roku i powiedziała, że urodziła od mnie córkę, Olę. Nie uwierzyłem, poszedłem zobaczyć, a tam nawet bez badań widać, że moja. Co się stało z Kasią, nie wiem, tylko zadzwonili i zapytali, czy zabiorę Olę, czy nie.
Pierwsza reakcja Zofii była krzyknąć:
Nie, nie potrzebuję cudzej córki! ale spojrzenie męża sprawiło, że powiedziała coś zupełnie innego:
Dobrze, najpierw ją odwiedźmy, razem ostrożnie odparła żona.
Wojciech ucieszył się z jej reakcji i po krótkim namyśle postanowili jechać jeszcze dziś. Zofia patrzyła na dziewczynkę i nie widziała w niej podobieństwa do męża. Ola, pięć lat, wyglądała na bardzo drobną i wychudzoną.
Trzymała w rękach wytartego misia, a gdy ją o coś pytano, chowała twarz w jego futerku. Szczerze mówiąc, Zofii się nie spodobała, choć żal jej było dziecka. Gdyby była całkiem obca, może serce by jej zmiękło, ale zazdrość o inną kobietę przeniosła się teraz na dziecko.
Okazało się, że Olę zabrano Kasi, bo prowadziła życie pełne chaosu częste picie, nocne imprezy, a o córce nawet nie myślała. Jednak zdążyła powiedzieć, kto jest ojcem, i nic już nie dało się zmienić.
Zofia widziała determinację męża, by zabrać dziewczynkę. Długo próbowała go odwieźć od tego pomysłu, aż Wojciech pewnego dnia wybuchnął:
Sama urodzić nie możesz, więc lepiej milcz, a ja swojej córki do domu dziecka nie oddam. Nie podoba ci się idź, sam sobie poradzę
Bolesne to było dla Zofii, ale z każdej strony miał rację. Wojciech pragnął dzieci, a ona nie mogła ich mieć. W młodości miała problemy zdrowotne, lekarze powiedzieli, że nigdy nie zostanie matką. A do tego kochała Wojciecha i nie chciała go stracić.
Był pracowity, każdy grosz do domu, prawie nie pił za takiego mężczyznę wiele kobiet by się złapało, a ona nie była pewna, czy znajdzie lepszego.
Gdy Wojciech przywiózł córkę do domu, od razu ostrzegł żonę:
Jeśli zobaczę, że ją krzywdzisz nie licz na łaskę. Zofia zmusiła się, by opiekować się dziewczynką. Zaprowadziła ją do łaźni, wymyła starannie, choć trudno było patrzeć bez łez na jej chudą plecina. Ubrała ją w sukienkę, zaplotła warkoczyki jakby kamień spadł jej z serca.
Dziewczynka była cicha, niech ją nikt nie dotyka, a i tak nie odpowie, siedzi w kącie i szepce coś do misia.
Jakaś dzika skarżyła się Zofia sąsiadkom. Nawet męża nie uznaje, odpowiada tylko tak lub nie. Czasem patrzę na nią i myślę a nuż coś z głową? Taka cicha, aż strach, co może zrobić.
Sąsiadki kiwały ze współczuciem. Wojciech też się zmienił dawniej wracał z pocałunkami i uściskami dla Zofii, teraz od razu szukał córki. Ola z początku uciekała, ale z czasem przywykła i chodziła za nim jak cień.
Zofia oczywiście zazdrościła mężowi jego córki, a on zaczął narzekać. Pewnego dnia, gdy Ola była na podwórku, powiedział:
Traktujesz Olę jak jakąś lalkę, nigdy się do niej nie uśmiechasz. A ona potrzebuje kochającej matki, nie obcej ciotki
Wtedy Zofię poniosło:
Jaką ja jej matką? Nikt mi ona, i nigdy nią nie będzie! Rozumiesz? Nie zamierzam przed nią tańczyć. W ogóle odchodzę, do mamy. Żyjcie sobie sami! nie wytrzymała Zofia
I poszła. Myślała, że Wojciech przybiegnie i będzie błagał, by wróciła. Ale nie. Minął tydzień, drugi, a jego wciąż nie było. Zofia płakała, mama początkowo ją pocieszała, ale nie mogła pozwolić na rozpad rodziny.
Nie rozumiem cię, córeczko, jesteś kobietą, cóż winna ta biedna dziewczynka? Od innej kobiety, i co z tego? Będziesz ją wychowywać, nazwie cię mamą. Tak się stało, ale bądź mądrzejsza kochasz męża, pokochaj i jego córkę.
Zofia weszła na podwórko. Wojciech coś naprawiał w garażu, obok siedziała Ola i radośnie bawiła się misiem. Wojciech ją zauważył i spojrzał spod oka. Zofia drgnęła i stanęła w miejscu. Wtedy wstała Ola, wzięła tatę za rękę i podeszła z nim do Zofii.
Pogódźcie się powiedziała Ola i połączyła ich dłonie.
Wybaczcie mi rozpłakała się Zofia.
Wojciech objął ją jedną ręką, drugą przyciągnął Olę. Zofia też ją przytuliła. Długo stali w uścisku, aż Oli się znudziło i oznajmiła:
My z Misiem chcemy jeść!
Wojciech i Zofia spojrzeli na siebie i wszyscy weszli do domu. Wreszcie stali się prawdziwą rodziną.


