**Dziennik, 15 maja**
Gdy o siódmej rano zadzwonił telefon, już wiedziałem to Krzysztof. Tylko on mógł dzwonić o takiej porze z głosem kogoś, kto uważa, że dzień zaczyna się o piątej.
Tak? burknąłem, ledwo przebudzony.
Marek, przepraszam, że budzę, ale muszę cię prosić o ogromną przysługę.
Usiadłem na łóżku. U niego ogromna przysługa zawsze oznaczała katastrofę albo szaleństwo.
Mów już, nie przeciągaj.
Muszę jechać w delegację do Gdańska. Dwa tygodnie. A Zosia jest w szóstym miesiącu, lekarz kazał jej więcej odpoczywać
I chcesz, żebym ja się zajął twoją ciężarną żoną? przerwałem.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Tylko żeby dobrze jadła, poszła do lekarza, nie denerwowała się
Zdajesz sobie sprawę, jak to brzmi, Krzysztof?
Zdaję westchnął. Ale ufam tylko tobie. A Zosia cię uwielbia. Mówi, że jesteś bratem, którego nigdy nie miała.
Świetnie, pomyślałem. Brat, który kiedyś był mężem jej męża i wciąż nie jest pewny, czy całkiem o nim zapomniał.
Odłożyłem słuchawkę, ale dwadzieścia minut później stałem już pod ich drzwiami. Zosia otworzyła w piżamie z misiami, włosy potargane, brzuch okrągły i uroczy.
Marek! Nie chciałam cię zawracać, to Krzysztof wszystko wymyślił uśmiechnęła się zakłopotana.
Spokojnie, nie gryzę. Gdzie twój podróżnik?
W sypialni, szuka skarpet. Niebieskich. Bezskutecznie, jak zawsze.
O, te poszukiwania znałem aż za dobrze.
Naprawdę przyszedłeś? wyjrzał Krzysztof.
Tak, ale mam warunki.
Zmarszczył brwi:
Jakie?
Nie dzwoń co pięć minut. Po powrocie kolacja w najdroższej restauracji. I kup Zosi belgijskie czekoladki, bo od wczoraj o nich marzy.
Skąd wiesz? zdziwiła się Zosia.
Po oczach widzę odparłem, uśmiechając się. Doświadczenie z ciążą nie bierze się znikąd.
Gdy w końcu wyjechał, zostaliśmy we dwoje były mąż i obecna żona, oboje trochę zagubieni.
Dziwne, co? powiedziała Zosia, nalewając mi herbatę.
Bardzo. Ale do dziwnych rzeczy w życiu już przywykłem.
Zaczęliśmy spędzać razem dni. Przychodziłem rano, robiłem śniadanie, pomagałem w domu. Oglądaliśmy seriale, śmialiśmy się, gadaliśmy o wszystkim.
Powiedz szczerze, nadal go kochasz? zapytała kiedyś cicho.
Mogłem skłamać. Ale nie przed nią.
Tak. Ale nie tak jak kiedyś. To jak miłość do wspomnienia. Boli, ale nie rani.
Skinęła głową.
Bałam się, że mnie nienawidzisz.
Uwierz, próbowałem zaśmiałem się. Ale jesteś za dobra, żeby cię nienawidzić.
Następnego dnia poszliśmy do lekarza. Gdy na ekranie pojawiło się małe serduszko, Zosia chwyciła mnie za rękę.
Widzisz? To on.
I rzeczywiście zobaczyłem malutkie życie, zrodzone z przeszłości, którą kiedyś dzieliłem z tym człowiekiem. Zabolało ale jednocześnie było spokojnie.
Śliczny powiedziałem szczerze.
Myślisz, że Krzysztof się rozklei, gdy zobaczy zdjęcie?
Nie ma mowy. Płakał nawet, gdy film dobrze się kończył.
Śmialiśmy się. Płakaliśmy. Zostaliśmy przyjaciółmi.
Pewnego wieczoru, gdy gotowaliśmy kolację, Zosia spytała:
Dlaczego naprawdę się rozstaliście?
Odłożyłem nóż.
Byliśmy przeciwieństwami. Ja kontrola, on chaos. Ja cisza, on burza. Kochaliśmy się, ale nie umieliśmy razem żyć.
A ze mną?
Z tobą znalazł równowagę. Ty go uspokajasz. Ja tylko rozniecałem ogień.
Uśmiechnęła się przez łzy.
Jesteś niesamowity, Marku.
Nie, po prostu nauczyłem się odpuszczać.
Gdy Krzysztof wrócił, Zosia ledwo mogła się doczekać, by rzucić mu się na szyję. Rozsypał się w podziękowaniach.
Marku, jesteś aniołem.
Tak, aniołem, który chce kolację w trzygwiazdkowej restauracji przypomniałem.
Śmiali się, a ja patrzyłem na nich i nagle poczułem tak, nadal kocham tego człowieka. Ale teraz to miłość bez żądań. Miłość, która potrafi cieszyć się cudzym szczęściem.
Ten maluch będzie miał najlepszego wujka na świecie powiedział Krzysztof, patrząc na zdjęcie USG.
Wujka? zdziwiła się Zosia.
No jasne uśmiechnąłem się. Po dwóch tygodniach oficjalnie uważam się za część tej dziwnej, ale szczęśliwej rodziny.
Na pewno chcesz być w tym bałaganie? zażartował.
Za późno się wycofywać odparłem. Ktoś musi pilnować, żebyście nie nazwali dziecka Bonifacym.
A co jest złego w Bonifacym?! oburzyła się Zosia.
Wybuchnęliśmy śmiechem we troje.
Tak zostałem wujkiem dla dziecka mojego byłego męża i jego cudownej żony. I wiesz co? Już nie czułem się samotny.
Moja historia może brzmieć jak scenariusz dziwnej telenoweli, ale było w niej wszystko śmiech, ból, czułość i wybaczenie.
A gdy kilka miesięcy później Zosia zadzwoniła i powiedziała:
Marku, chcę, żebyś był chrzestnym naszego syna,
tylko się roześmiałem i odparłem:
No to teraz już oficjalnie utknąłem z wami na zawsze.
**Lekcja?** Czasem najdziwniejsze drogi prowadzą do miejsc, w których w końcu przestajesz się czuć obco. Nawet jeśli to miejsce jest tam, gdzie nigdy się nie spodziewałeś być.



