Długo nosiłem w sobie słowa starego Tadeusza. Potrzebujesz kobiety w domu. Tak, wiedziałem, że ma rację. Wieczorami, gdy wracałem do pustego mieszkania, cisza zdawała się przygniatać. Chłodne ściany i zapach ubrań Zofii, wciąż wiszących w szafie, bolały bardziej niż sam cmentarz.
Po kilku miesiącach sąsiedzi zaczęli delikatnie napomykać. Adrian, na targu pojawiła się młoda wdowa, może ją znasz W kościele modli się porządna dziewczyna, mogę ci ją przedstawić Ale nic nie poruszało mnie, aż pewnego dnia Tadeusz wziął mnie pod ramię i zaprowadził do domu swojej dalekiej kuzynki, Janiny.
Janina nie była piękna według wiejskich standardów. Miała okrągłą twarz, zbyt duży nos i wyblakłe oczy, a chodziła ciężko. Kobiety we wsi szeptały: Biedny Adrian, po Zofii taką sobie znalazł. I tak przylgnęło do niej okrutne przezwisko brzydka żona.
Lecz to, czego ludzie nie widzieli, to jej łagodność. Janina cierpliwie gotowała, nosiła wodę ze studni bez narzekania, a przede wszystkim umiała słuchać. Ja, który od miesięcy nie miałem komu powierzyć swoich smutków, odkryłem w niej rzadki spokój.
Ich ślub był skromny, bez przepychu. Dwóch świadków, ksiądz i kilka świec. Nie poczułem iskry namiętności, ale coś innego kotwicę. A po latach burz, kotwica jest cenniejsza niż jakiekolwiek piękno.
Z początku ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem. Wybrał ją tylko, by nie być sam. Nie miał szczęścia do kobiet. Lecz stopniowo szepty ucichły. Dom Adriana, który wcześniej brzmiał pustką, teraz pachniał świeżym chlebem i suszonymi ziołami. W długie zimowe wieczory Janina czytała mi łagodnym głosem fragmenty starych książek Zofii, a ja zamykałem oczy i czułem, że ból już nie jest tak ostry.
Pewnego dnia Tadeusz, stary przyjaciel, zajrzał do nas. Stał w progu, patrząc, jak Janina szyje przy oknie, a ja znoszę drewno na opał. Uśmiechnął się pod siwym wąsem i szepnął:
Piękna czy brzydka, to nie ma znaczenia. Ważne, że znaleźliście siebie.
Odwróciłem się do niego i po raz pierwszy od pogrzebu naprawdę się uśmiechnąłem. Może wieś zawsze nazywała ją brzydką żoną, ale dla mnie Janina była niespodziewanym darem życia dowodem, że prawdziwe piękno nie tkwi w twarzy, lecz w spokoju, który wnosi do duszy.
I w tym spokoju poczułem, że w końcu znów żyję.



