Córko, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Michał Szymański. Przyjechałem do córki. To trudno opowiedzieć…
Do Nowego Roku zostało zaledwie kilka godzin. Wszyscy współpracownicy dawno rozbiegli się do domów, ale Jagny nikt nie czekał…
Aby nie wychodzić do pracy drugiego stycznia, postanowiła zrobić wszystko zawczasu.
W domu czekały na nią dwa sałatki, owoce i butelka wina, przygotowane wcześniej.
Nie miała dla kogo się stroić. Marzyła tylko o zdjęciu szpilek i włożeniu miękkiej piżamy.
Tak się złożyło, że z Arturem rozwiodła się kilka miesięcy temu, a rozstanie było tak bolesne, że Jagna nie spieszyła się z nowym związkiem.
Teraz było jej wygodnie samej…
Artur próbował ją odzyskać, dzwonił kilka razy, ale Jagna nie chciała zaczynać wszystkiego od nowa. Nic dobrego z tego nie wyjdzie nie pasowali do siebie, było zbyt trudno.
Nie chciała nawet o nim myśleć to przeszłość, po co psuć sobie święta?
Jagna wysiadła z autobusu. Jeszcze kilka kroków i będzie w domu.
Przed klatką, na ławce, zauważyła starszego mężczyznę. Obok niego stała mała choinka.
Pewnie czeka na kogoś w gości! pomyślała.
Przywitała się, a mężczyzna skinął głową, nie podnosząc wzroku.
Wydawało jej się, że w jego oczach błysnęły łzy albo to tylko odblask świateł? Nie poświęciła temu uwagi i wbiegła do klatki.
Wieczór był mroźny, a Jagna wzdrygnęła się z zimna.
Po kąpieli włożyła ulubioną puchatą piżamę, nalała kawę i podeszła do okna.
Dziwne, ale staruszek wciąż siedział na ławce.
Minęła już godzina, od kiedy jestem w domu. Do Nowego Roku dwie godziny… Jeśli przyszedł w gości, to czego siedzi na zewnątrz? I ten błysk w oczach! rozmyślała.
Nakryła stół, zapaliła lampki na swojej choince, ale myśli wciąż wracały do samotnego staruszka.
Po pół godzinie znów wyjrzała mężczyzna wciąż tam był, nieruchomy.
Może mu niedobrze? Może się przeziębi?
Szybko narzuciła płaszcz i wyszła na zewnątrz.
Podeszła do ławki i usiadła obok niego.
Mężczyzna spojrzał na nią i odwrócił wzrok.
Przepraszam, wszystko w porządku? Zauważyłam, że długo pan tu siedzi. Jest zimno. Mogę jakoś pomóc?
Starzec westchnął:
Nic, córeczko. Wszystko w porządku, posiedzę jeszcze trochę i pójdę.
Dokąd?
Na dworzec. Wrócę do domu.
To nie ma sensu. Nie chcę pana tu rano znaleźć. Proszę wstać! Chodźmy do mnie. Ogrzeje się pan, a potem pojedzie, dokąd trzeba.
Ale…
Żadnych ale! Chodźmy!
Jagna wiedziała, że gdyby widziała ją teraz jej przyjaciółka Kinga, zrobiłaby wielkie oczy… Ale jej tu nie było, a zostawić staruszka Jagna nie mogła.
Dziadek podniósł się z ławki i sięgnął po choinkę.
Mogę zabrać?
Oczywiście, nie ma sprawy.
W mieszkaniu staruszek skromnie postawił choinkę w korytarzu i rozebrał się.
Każdy ruch sprawiał mu trudność widać było, że zmarzł.
Usiadł w kuchni, Jagna nalała herbaty, a on długo grzał dłonie na kubku. Wziął kilka łyków i podniósł wzrok.
Córko, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Michał Szymański. Przyjechałem do córki. To trudno opowiedzieć…
Z jej matką rozstali się dawno temu. To moja wina poznałem inną kobietę.
Zakochałem się jak chłopak, niczego nie widziałem…
Najpierw się ukrywałem, aż żona dowiedziała się o mnie i Marysi. W domu zaczęły się kłótnie, aż pewnego dnia zatrzasnąłem drzwi i poszedłem do tej… do ukochanej.
Córce było wtedy pięć lat.
Z początku przychodziłem, próbowałem pomagać, ale Lidia, moja była żona, była bardzo dumna. Nie przyjęła ode mnie niczego, nawet alimentów. Postanowiła pokazać, że sama wychowa córkę.
Próbowałem pomagać przez moich rodziców, przez nią, ale odrzucała wszystko! Absolutnie wszystko!
Zaczęła nastawiać córkę przeciwko mnie.
Pewnego razu, gdy przyszedłem do przedszkola, chciałem dać córce zabawki, ale uciekła. Nie chciała ze mną rozmawiać, powiedziała, że jestem dla niej obcy.
Wtedy się poddałem. Przestałem się pojawiać w jej życiu. Z Marysią wyjechaliśmy z miasta. Próbowałem przesyłać Lidii pieniądze dla córki, ale zawsze je odsyłała.
W końcu przestałem. Zrozumiałem, że Lidia niczego ode mnie nie przyjmie.
Dziesięć lat temu wróciliśmy z Marysią do tego miasta. Moich rodziców już nie było, więc zamieszkaliśmy w ich mieszkaniu.
Potem je sprzedaliśmy, kupiliśmy domek na wsi, niedaleko miasta, i tam żyliśmy.
Z dziećmi nam nie wyszło…
Dwa lata temu odeszła Marysia, a ja zostałem sam.
Nie wiem po co, ale dziś poszedłem do córki… Nie liczyłem na przebaczenie.
Nie widziałem jej od lat. Mieszka w tym samym mieszkaniu, w którym żyliśmy.
Kupiłem choinkę, przyszedłem do córki, a ona nie wpuściła mnie za próg…
Wszystko rozumiem…
Po co przyszedłem? Co chciałem zobaczyć? Jestem dla niej obcy. Na co liczyłem?
Przecież niczego nie potrzebuję mam dom, dobrą emeryturę, mógłbym nawet pomóc córce. Jest jedyną bliską mi osobą!
Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Lidia pozwoliła mi widywać się z córką…
Wyszedłem z klatki i długo chodziłem bez celu. Tak trafiłem tutaj. Usiadłem na ławce i jakby zastygłem. Nawet nie chciało mi się ruszać. Pewnie tak bym został…
Ale los zadecydował inaczej. Może jeszcze jestem tu potrzebny? Dziękuję, córeczko. Już się rozgrzałem, pójdę, poczekam na autobus i wrócę do domu.”
Gdzie pan pójdzie w środku nocy? Autobus będzie dopiero rano, a za pół godziny Nowy Rok. Niech pan zostanie. Pościelę panu na kanapie, a rano pojedzie.
Michał Szymański spojrzał na Jagnę.
Bardzo mi nie po drodze, córeczko. Mało kto wpuściłby tak obcą



