Jesteś potworem, mamo! Takie osoby jak ty nie powinny mieć dzieci! myślałam, zagubiona w książkach. Pewnego dnia wybrałam się z koleżankami do klubu, gdzie poznałam Krzysztofa. Warszawiak, przystojny, rodzice wyjechali za granicę na roczny kontrakt. Zakochałam się bez pamięci i szybko zamieszkałam z nim.
Żyliśmy na wysokiej stopie, rodzice przysyłali pieniądze. Każdego dnia albo wychodziliśmy na imprezy, albo urządzaliśmy je u nas. Na początku podobało mi się to życie. Zanim się zorientowałam, miałam długi i zaległości, obiegły mnie zimowe egzaminy. Groziło mi wyrzucenie z uczelni.
Obiecałam sobie zmianę i poprawę zaliczeń. Wkuwałam dniami i nocami. Gdy przychodzili koledzi Krzysztofa, zamykałam się w łazience. Udało mi się zaliczyć rok, ale próbowałam namówić Krzysztofa, by zwolnił. Był na ostatnim roku, tuż przed dyplomem.
Nie dramatyzuj, Kinga. Żyje się tylko raz. Młodość szybko miernie. Kiedy mamy się bawić, jeśli nie teraz? odparł, beztrocznie uśmiechnięty.
Wstydziłam się przyznać mamie, że mieszkamy razem bez ślubu. Gdy dzwoniłam do domu, kłamałam, że już się pobraliśmy, a wesele odbędzie się, gdy wrócę jego rodzice.
Pewnego dnia na wykładach zrobiło mi się słabo. Zawroty głowy, mdłości. Z przerażeniem zrozumiałam, że jestem w ciąży. Test potwierdził moje obawy.
Jeszcze wczesna ciąża, więc Krzysztof nalągał na aborcję. Pokryciowaliśmy jak nigdy, po czym zniknął na dwa dni. Czekałam, zrozpaczona. Gdy wrócił, nie był sam. Przyniósł ze sobą pijaną blondynkę, ledwie trzymającą się na nogi. Wykrzyczałam mu wszystko i próbowałam wyrzucić dziewczynę.
Ona nigdzie nie idzie. Jak ci się nie podoba, to ty możesz się wypraszyć, histeryczko! wytknął i uderzyłem mnie z całej siły.
Wzięłam kurtkę i uciekłam. Dotarłam pieszo do akademika. Z opuchniętą twarzą, rozmazanym tuszem i łzami w oczach zapukałam do drzwi. Portierka ulitowała się i wpuściła mnie.
Następnego dnia Krzysztof przyszedł, błagał o przebaczenie, przysięgał, że nigdy więcej mnie nie tknie. Uwierzyłam. Dla dziecka.
Ledwo skończyłam pierwszy rok. Bałam się wracać do domu. Co mam powiedzieć mamie? Ale zostanie w Warszawie też mnie przerażało. Rodzice Krzysztofa mieli wrócić lada dzień, a ja, w ciąży, wyglądałam nie do poznania.
Gdy przyjechali i zobaczyli, że jestem z prowincji, a do tego ledwo zaliczyłam rok, ojciec Krzysztofa wziął mnie do rozmowy. Zaoferował pieniądze, żebym zostanawiła jego syna w spokoju.
Pomyślaj, jakim on byłby ojcem? Tylko imprezy go obchodzą. A kto powiedział, że to jego dziecko? Weź te pieniądze i wracaj do siebie. Uwierz mi, to dla ciebie najlepsze.
Czulam się upokorzona. Krzysztof nawet słowicie mnie nie bronił, siedział w milczeniu. Odmówiłam pieniędzy, choć potem żałowałam. Spakowałam walizkę i wróciłam do mamy.
Gdy zobaczyla mój brzuch w drzwi, od razu zrozumiała.
Więc wróciła z sama? Jak widzę, nie wyszłaś za mąż. Ten mazowiecczykarz się zabawił i wyrzucił cię na bruk? Dał chociaż jakieś pieniądze? zapytała, nie pozwalając mi wejść dalej.
Mamo, jak możesz? Nie chcę jego pieniędzy.
To po co tu przyszłaś? Ledwo mieśmy się we dwie w tym mieszkaniu. Myślałam, że masz szczęście, zamąż za warszawiaka, żyjesz w luksusie. A tu wracasz w ciąży. Gdzie myślisz, że tutaj wszyscy się pomieśćimy? I jeszcze z dzieckiem?
Wszyscy? zdenerwowałam się.
Gdy byłaś w Warszawie, znalazł sobie chłopaka. Jeszcze jestem młoda, też mam prawo do szczęścia. Wychowałam cię sama, nigdy nie myślałam o sobie. Teraz chcę żyć. On jest młodszy. Nie chcę, żeby się na ciebie gapił.
To dokąd mam pójść, mamo? Niedługo urodzę. szepnęłam, tłumiąc łzy.
Wracaj do ojca tego dziecka. Niech cię utrzymuje.
Mama była nieugięta. Nie widziałam w jej oc



