**Dziennik, 15 maja 2024**
Zobaczyłem siniak pod okiem córki i sięgnąłem po telefon życie zięcia właśnie legło w gruzach.
Kinga stała w progu, witała się z nami jak zawsze, z tym swoim ciepłym uśmiechem. Tylko ten sino-fioletowy ślad pod okiem zdradzał temat, którego nie chciała poruszać.
Mamo, wszystko w porządku, nie przejmuj się, powiedziała szybko, widząc uważne spojrzenie matki.
Helena westchnęła ciężko. Twoja sprawa, córeczko. Musisz żyć po swojemu
Ojciec nawet nie kiwnął głową zięciowi. Powoli podszedł do okna i wpatrywał się w dal, jakby nie słyszał, jak córka mamrocze coś o szafie i ciemności.
Wczoraj po prostu się potknęłam. No daj spokój, mamo, wszystko gra, u mnie i u Darka!
Gra? Kinga doskonale pamiętała, co się stało. Dariusz, jak zwykle wściekły, nie tylko na nią krzyczał. Kiedy ośmieliła się powiedzieć, że ma dość, złapał ją za kołnierz szlafroka tak mocno, że aż poczuła, jak pęka szew.
Co, kurwo, zapomniałaś, komu zawdzięczasz, że jeszcze żyjesz?!, ryczał, potrząsając nią. Zapomniałaś, jak cię odbierałem z knajp, gdy uciekałaś do tego Krzysia? Kto cię kochał, głupia? Nosiłem cię na rękach!
A potem mocny cios. Jak równy równemu. Gwiazdy przed oczami, potem fala bólu A Dariusz dalej wrzeszczał jakieś wulgaryzmy.
Tak, córeczko, rozumiem. Szafa ciemność, mruknęła matka, choć doskonale wiedziała, co się stało.
Czuła się winna. To ona zmusiła Kingę do ślubu z Darkiem! To ona odsunęła Krzysia od córki, uważając go za zły wpływ.
A ta twoja garderoba, córeczko, widzę, że ma pięści, powiedziała Helena wymownie, rzucając okiem na zięcia.
Jan nigdy nie odwrócił się od okna. Wyszedł na balkon zapalić. W przeciwieństwie do żony, nigdy nie popierał Darka. Wydawał się przejściowy. Egoistą i pustakiem. Tak, pochodził z zamożnej rodziny, miał mieszkanie, auto, znajomości. Ale w środku był zgnity.
I teraz ta zgnilizna wyszła na jaw siniak pod okiem mojej córki.
Oczywiście, Jan mógł złapać zięcia za klapy i przywalić mu porządnie. Ale to tylko skończyłoby się awanturą. A on nawet nie chciał. Ledwo się powstrzymał Wyszedł na balkon.
Wiedział, że rozwiąże to inaczej. I już wiedział jak.
Długo rozmawiał przez telefon na tym balkonie
Tymczasem Kinga kupiła mamie kawę i gadali o niczym. Po pół godzinie rodzice wyszli.
Dariusz, który spodziewał się wyrzutów, w końcu się odprężył. Wrócił na kanapę, otworzył piwo i nawet się uśmiechnął. W jego głowie milczenie teściów oznaczało przyzwolenie. Rodzina to rodzina, a siniaki to życie. Nikt ci nie podskoczy. Pewnie!
Widzisz, Kinga, mówiłem, że wszystko się ułoży!, powiedział, zadowolony. Twoi rodzice są normalni, nie to co ty Wczoraj zaczęłaś się czepiać! Poszedłem się napić i co z tego?
Wziął łyk piwa i sięgnął po chipsy.
Radość nie trwała długo.
Nie minęła nawet godzina, gdy ktoś zapukał do drzwi. Nie zadzwonił zapukał. Mocno i stanowczo. To pukanie sprawiło, że Dariusz odstawił butelkę i zesztywniał.
Podszedł do drzwi, zajrzał w judasza i zbladł.
W progu stał Krzyś. Jego rywal. Były chłopak Kingi. Ten sam, który prawie ją poślubił, ale pozwolił jej odejść. Przystojny, wysoki, pewny siebie. W drogiej kurtce i z tym spojrzeniem, od którego kobiety drżały, a faceci chcieli go uderzyć.
Czego chcesz?, warknął Dariusz, otwierając drzwi tylko na tyle, by pokazać irytację.
Odsuń się, powiedział Krzyś spokojnie i po prostu przepchnął go ramieniem.
Dariusz cofnął się jak szmaciana lalka.
Kinga zerwała się z kanapy, szeroko otwierając oczy.
Krzyś
No, no, pakuj się, rzucił krótko. Jeśli chcesz, jedziemy do mnie. Jeśli chcesz, do rodziców. Ale po co ci ten bankrut?
Kogo ty nazywasz bankrutem, dziadu?, warknął Dariusz, ale stał w kącie jak przyklejony.
Miał powód, by bać się Krzysia.
Dzwoniłem, Darku. Do ciebie, uśmiechnął się Krzyś. Nie chciałem się wtrącać, naprawdę. Ale gdy ojciec Kingi porządny facet, przy okazji zadzwonił i powiedział, że ją bijesz Wtedy przejąłem pałeczkę.
O czym o czym ty bredzisz?!, zachrypiał Dariusz.
Nie, no, nie aż tak dosłownie, zaśmiał się Krzyś. Po prostu lokal, który wynajmujesz na swój klub, należy do mojego kumpla. Bardzo dobrego kumpla. W każdym razie, dostaniesz wypowiedzenie umowy. Kapujesz? Już leci do biura.
Dariusz osunął się na krzesło jak wyciśnięta cytryna.
No i policzyliśmy zaległy czynsz za pół roku. Pamiętasz, mówili ci, że czynsz może wzrosnąć, gdy klub zacznie zarabiać? No to wzrósł pół roku temu. A ty nawet nie przeczytałeś pisma. A ja z Michałem czekaliśmy, aż dług urośnie. Plus kary, odsetki Rozumiesz? Teraz masz oficjalny dług. Duży i brzydki. Mam podać kwotę?
Krzyś pochylił się nad Darkiem:
I wiem, że nie masz ani grosza, żeby to spłacić. Może mniej czasu spędzałbyś w knajpach z laskami?
Dariusz opadł na fotel jak worek z piaskiem.
To to pułapka!, wybełkotał. Ty ty podrzuciłeś te papiery!
Myśl, co chcesz, wzruszył ramionami Krzyś. Możesz nawet iść do sądu. Ale twój prawnik, jak widzisz, właśnie zrezygnował. Albo go zwolniłeś? Kto cię teraz obroni? Twój barman z kolczykiem w nosie?
Dariusz chciał coś powiedzieć, ale tylko otworzył usta.
Kinga, chodź. Nie bierz nic. Wszystko ci kupię nowe. A to, co tu masz nie zasługujesz. Same tandety.
Krzyś, zaczekaj, pow



