– Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż.

Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mężczyzna to szczęśliwe życie powtarzała matka.

Wanda była jedyną córką w rodzinie. Ojciec pilnował jej jak oka w głowie, matka rozpieszczała i nieustannie powtarzała swoje:

Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż. Zamożny mężczyzna to szczęśliwe życie pouczała Wandę, a ta tylko kiwała głową.

Ale gdzie znaleźć tego zamożnego? Na uczelni byli porządni chłopcy, oczywiście. I nawet narzeczony miał się dobrze, pochodził z dobrego domu.

Lecz ojciec trzymał córkę krótko żadnych nocnych wyjść, studenckich spotkań, wyjazdów za miasto. Wszystko było pod kontrolą.

Wkrótce jej wymarzony narzeczony znalazł sobie inną, bardziej swobodną i ciekawą niż Wanda.

Ale nadszedł obrony dyplomu, nie było czasu na miłosne rozterki.

Potem praca załatwiona dzięki tatusiowi i układanie życia osobistego z pomocą mamy.

Mama wiedziała, co robi. Jedyna córka musi dobrze wyjść za mąż, a tu i kandydat się znalazł siostrzeniec jej dobrej znajomej.

Wando, przyjrzyj się temu mężczyźnie uważniej. Jest od ciebie starszy, ale to zaleta, a nie wada. Po co ci chłopczyna? Sam się zastanów. A Andrzej Piotrowicz to człowiek poważny. Ma własną firmę. Nie musisz nawet pracować.

Ale on był żonaty, mamo! Ma córkę, więc alimenty.

Niech cię to nie martwi. Żona była niedorajdą, a córka od dawna mieszka w innym mieście. To nie problem.

I tak doszło do znajomości. Ojciec Wandy milczał wymownie. W sprawy kobiece nie wtrącał się od czasu, gdy córka skończyła studia.

Niech same decydują.

Ku zaskoczeniu wszystkich, Wandzie Andrzej Piotrowicz się spodobał.

Dziesięć lat różnicy jej nie przeszkadzały. Z taką urodą jak jego, za dziesięć lat będzie wyglądał równie świetnie.

Przystojny, z manierami, ubrany jak z pudełka.

Wanda też zrobiła na nim wrażenie i wkrótce się pobrali.

Matka Wandy odetchnęła z ulgą, spełniwszy swój macierzyński obowiązek, i zaczęła żyć dla siebie. Salony, sklepy, wyjazdy z mężem do ciepłych krajów już bez córki

A ta, mając przed oczami dobry przykład, nie pozostawała w tyle.

Mąż zachęcał jej zachcianki i potrzeby. Wanda żyła więc dla własnej przyjemności.

Do jej obowiązków domowych należało tylko wydawanie poleceń gosposi, która i tak radziła sobie całkiem nieźle bez jej wskazówek.

Grom z jasnego nieba uderzył tak niespodziewanie, że Wanda nie zdążyła się nawet opamiętać.

Andrzej Piotrowicz stracił swoją byłą żonę. W jakich okolicznościach Wanda nie pytała.

I teraz musiał zabrać do siebie córkę!

To było niewyobrażalne. I co teraz z tym zrobić? Ona sama odkładała myśl o dziecku na bliżej nieokreśloną przyszłość, a tu w jej domu miał pojawić się dziewięcioletni intruz, któremu miała być drugą mamą, jak to nazywał Andrzej.

Ale wyboru nie było.

Mąż nie pytał jej o zdanie, po prostu postawił przed faktem i poprosił o odrobinę litości.

Dziewczynka przecież nie była winna!

Wkrótce sam pojechał po córkę i przywiózł ją wraz z małą walizką i szkolnym plecakiem.

Marysia była w trzeciej klasie, wysoka, cicha i niemal milcząca, jak zauważyła Wanda.

Słowa od niej nie usłyszysz, wszystko w ciszy, wszystko po cichu.

Jedyną pociechą było to, że dziewczynka była podobna do ojca. Na pewno jego córka, a nie jakieś tam dziecko byłej niedorajdy

Życie w dużym domu z ojcem, macochą i gosposią przygniatało Marysię.

Do tego nie była przyzwyczajona!

Po każdym obiedzie rzucała się do zmywania naczyń, pytała, gdzie jest miotła, by zamieść podłogę, sama próbowała prasować swoje rzeczy a Wandę to wszystko irytowało

Ojciec dziewczynki, pochłonięty pracą i biznesem, wracał do domu późno i nie miał czasu na okazywanie troski.

Żonie nie żałował uczuć, ale Marysia w najlepszym razie dostawała tylko poklepanie po głowie i pytanie:

Jak w szkole?

Mimo wszystko Wanda poczuła, że jest teraz ograniczona czasowo: nie mogła wyjść, kiedy chciała, odwiedzić ulubionych miejsc, zadbać o siebie.

Przecież nie pójdzie na siłownię o świcie!

Musiała się wyspać, posiedzieć przy komputerze, przeglądać media.

A potem wracała Marysia i też nie było ucieczki: mąż prosił, by pilnowała jej nauki i pomagała z lekcjami.

Więc Wanda zaczęła myśleć: może warto zaproponować mężowi, by oddał dziewczynkę do dobrej szkoły z internatem?

Ale nie odważyła się, zamiast tego zaproponowała przedłużoną świetlicę:

Rozumiesz, trudno mi pilnować jej lekcji i pomagać. Nie jestem nauczycielką. A tu już tró

Rate article
Fajna Tajna
– Najważniejsze to dobrze wyjść za mąż.