Ty nam nie rodzina powiedziała teściowa i przełożyła mięso z talerza synowej z powrotem do garnka.
Kasia zastygła przy kuchence, trzymając w rękach talerz. Na nim wciąż pozostawał sos od gulaszu, który właśnie gotowała Regina Januszowa. Kawałki mięsa znikały w garnku jeden po drugim, jakby teściowa liczyła je po kolei.
Przepraszam? odezwała się Kasia, nie wierząc własnym uszom.
Co tu jest niejasne? Regina Januszowa wytarła ręce w fartuch i odwróciła się do synowej. Nie przyjmowaliśmy cię do rodziny. To ty się do nas przyczepiłaś.
W kuchni zrobiło się tak cicho, że słychać było bulgotanie zupy na kuchence. Kasia postawiła talerz na stole i odgarnęła kosmyk włosów z czoła. Dłonie jej drżały.
Regino Januszowo, nie rozumiem. Przecież z Witkiem jesteśmy małżeństwem od pięciu lat! Mamy córkę
I co z tego? przerwała teściowa. Lila to nasza krew, to fakt. Ale ty wciąż pozostaniesz obca.
Drzwi do kuchni się otworzyły i wszedł Witek. Włosy potargane, koszula rozpięta widać, że drzemał na kanapie po pracy.
Co się tu dzieje? zapytał, spoglądając na żonę i matkę. Dlaczego krzyczycie?
Nie krzyczymy spokojnie odparła Regina Januszowa. Tylko rozmawiamy. Wyjaśniam twojej żonie, jak się zachowywać w naszym domu.
Witek zmarszczył brwi i spojrzał na Kasię. Ta stała blada, zaciśniętymi wargami.
Mamo, co ty powiedziałaś?
Prawdę. Że mięso nie dla wszystkich. Rodzina duża, a kawałków mało.
Kasia poczuła, jak do gardła podchodzi jej gula. Więc to wszystko. Pięć lat myślała, że stała się częścią rodziny. Pięć lat starała się przypodobać teściowej, znosiła jej docinki i zaczepki, wierząc, że z czasem relacje się poprawią.
Wituś, pojadę do domu cicho powiedziała do męża. Do mamy.
Jaki jeszcze dom? oburzyła się Regina Januszowa. Twój dom jest teraz tutaj. Czy myślisz, że możesz przychodzić i wychodzić, kiedy chcesz?
Mamo, przestań Witek zrobił krok w stronę Kasi. Co się stało?
Kasia milczała. Jak wytłumaczyć mężowi, że jego matka właśnie dała jej do zrozumienia że jest tu nikim? Że nawet talerz gulaszu to dla niej za dużo?
Zabiorę Lilę powiedziała w końcu. I pojadę z nią do mamy na weekend.
Po co to? poderwała się teściowa. Babcia jest przecież pod ręką, po co ciągnąć dziecko gdzieś daleko?
Babcia uważa, że jej mama nie jest rodziną cicho odparła Kasia. Może i wnuczka znajdzie sobie gdzieś lepsze miejsce.
Odwróciła się i wyszła z kuchni. Witek złapał ją za rękę.
Kasieńko, zaczekaj! Wytłumacz mi, co się stało.
Kasia spojrzała na niego. Mąż patrzył na nią ze zdziwieniem, a teściowa stała przy kuchence, udając, że miesza zupę.
Zapytaj mamy powiedziała Kasia. Ona ci lepiej wyjaśni.
W pokoju dziecięcym trzyletnia Lila bawiła się lalkami. Zobaczywszy mamę, dziewczynka podbiegła do niej radośnie.
Mamusiu! Patrz, jak karmię Kasię!
Świetnie, córeczko Kasia uklękła i przytuliła dziecko. A ty jesteś głodna?
Tak! Babcia mówiła, że dziś będzie gulasz.
Będzie, słoneczko. Tylko pojedziemy go zjeść do babci Ewy.
Do twojej mamy? ucieszyła się Lila. Hurra! A tata pojedzie?
Nie, tata zostanie w domu.
Kasia zaczęła zbierać dziecięce rzeczy do torby. Sukienki, skarpetki, zabawki wszystko, co będzie potrzebne na kilka dni. Gdy pakowała ubrania, do pokoju zajrzał Witek.
Kasieńko, co za dzieciństwo? Po jakiejś głupocie wyjeżdżać?
Dzieciństwo? Kasia wyprostowała się i spojrzała na męża. Twoja matka powiedziała mi, że nie jestem rodziną! Zabrała mi jedzenie! To głupota?
Ależ co tam matka powiedziała! Wiesz, że jest porywcza. Jutro zapomni.
Ja nie zapomnę, Wituś! To nie pierwszy raz.
No daj spokój! Matka jest po prostu zmęczona. Ma problemy w pracy, więc się wyżyła.
Kasia zaśmiała się, ale śmiech był gorzki.
Zmęczona. Pięć lat jest zmęczona?! I zawsze na mnie się wyżywa.
No to nie zwracaj uwagi!
Nie zwracać uwagi na to, że w moim własnym domu nazywają mnie obcą? Wituś, ty słyszysz, co mówisz?
Witek przeszedł się po pokoju, pocierając kark. Gest znajomy zawsze tak robił, gdy nie wiedział, co powiedzieć.
Kasieńko, no gdzie ty pójdziesz? Przecież jesteśmy rodziną. Mamy dziecko.
Właśnie dlatego jadę. Nie chcę, żeby Lila słyszała, jak poniżają jej mamę!
Kto cię poniża? Matka wyraziła swoją opinię.
Swoją opinię? Kasia przerwała pakowanie i spojrzała na męża. Wituś, ona zabrała mi jedzenie! Powiedziała, że jestem obca! To opinia?
No może powiedziała ostro. Ale przecież rozumiesz, matka całe życie ciągnęła naszą rodzinę. Ojciec odszedł wcześnie, ona nas z bratem wychowała. Przyzwyczaiła się kontrolować wszystko.
I co, mam do końca życia znosić jej kontrolę?
Witek usiadł na krawędzi łóżka i wziął żonę za ręce.
Kasieńko, nie kłóćmy się. Porozmawiam z matką, wytłumaczę.
Co wytłumaczysz? Że ja też jestem człowiekiem? Że mam uczucia?
No tak. Powiem, żeby nie była niemiła.
Kasia pokręciła głową.
Wituś, nie chodzi o niemiłość. Chodzi o to, że twoja matka mnie nie akceptuje! I ty o tym wiesz.
Matka potrzebuje czasu
Pięć lat to za mało?! Ile jeszcze czekać?
Z kuchni dobiegł głos Reginy Januszowej:
Wituś! Chodź na kolację! Wszystko stygnie!
Witek wstał.
Chodźmy, zjemy normalnie. Potem porozmawiamy.
Nie, dziękuję. Straciłam apetyt.
Mąż postał chwilę, po czym wyszedł. Kasia słyszała, jak rozmawia z matką w kuchni, ale słów nie mogła rozróżnić.



