**Dziennik osobisty**
Stałam przy kuchence, trzymając w rękach talerz. Na dnie pozostawał sos od gulaszu, który właśnie przygotowywała moja teściowa, Elżbieta. Kawałki mięsa znikały jeden po drugim w garnku, jakby liczyła je po sztuce.
Przepraszam? Wybełkotałam, nie wierząc własnym uszom.
Co tu jest niejasnego? Elżbieta otarła ręce o fartuch. Nie przyjmowaliśmy cię do rodziny. To ty się do nas wprosiłaś.
W kuchni zrobiło się tak cicho, że słychać było bulgotanie zupy na gazie. Postawiłam talerz na stole, odgarniając kosmyk włosów z czoła. Dłonie drżały.
Elżbieto, nie rozumiem. Jestem z Tomkiem pięć lat w związku! Mamy córkę…
I co z tego? przerwała teściowa. Zosia to nasza krew, to fakt. A ty zawsze będziesz obca.
Drzwi się otworzyły, wszedł Tomek. Rozczochrane włosy, rozpięta koszula widocznie drzemał po pracy.
O co chodzi? Spojrzał na mnie, potem na matkę. Dlaczego krzyczycie?
Nie krzyczymy odparła spokojnie Elżbieta. Tłumaczę twojej żonie, jak się zachowywać w naszym domu.
Tomek zmarszczył brwi. Ja stałam blada, zaciskając usta.
Mamo, co ty powiedziałaś?
Prawdę. Że mięso nie dla każdego. Rodzina duża, porcje małe.
Pocz



