Jak to zasłab? W jakim jest stanie? wykrzyknęła teściowa. Śpi. Ale nic poważnego, lekka gorączka, normalna sprawa, zima się zaczęła. To nie tylko zima! To przez twoją pracę, przynosisz do domu różne zarazki z tej swojej kasy! Ile razy mam ci mówić zmień pracę!
Kinga spała, gdy nagle rozległ się głośny dźwięk ktoś otworzył drzwi wejściowe! Przetarła oczy i spojrzała na budzik była dopiero ósma rano!
Darku, kochanie, to ty? zapytała zdziwiona, nasłuchując odgłosów w mieszkaniu.
Nie było odpowiedzi. W zamian usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi do łazienki i milknie
Kinga narzuciła w pośpiechu szlafrok i pobiegła boso do łazienki.
Otworzyła drzwi i zamarła z zaskoczenia.
Jej Dariusz stał przed lustrem, rozciągając usta w dziwnym grymasie, i wpatrywał się w swój wysunięty język.
Kinga, czy to prawda, że jak człowiek jest chory, to ma biały język? zapytał.
A ty co, zasłabłeś? wyjąkała, jeszcze senna.
Chyba tak odparł, dotykając zatroskanym gestem czoła. Potrzebuję termometru. Gdzie go trzymamy? Daj, się położę. Nawet z pracy mnie odesłali. Pewnie trzeba wezwać lekarza.
Kinga wyjęła termometr. I rzeczywiście 37,2. No tak, zima przyszła, Dariusz się rozchorował. Lekarka przyszła po godzinie, podpisała zwolnienie.
Kinga zadzwoniła do swojej mamy:
Mogłabyś odebrać Krzysia z przedszkola? Nie może dziś do domu Dariusz jest chory.
Mama nawet się ucieszyła uwielbiała wnuka, mieszkała sama, a Krzysio był dla niej radością.
A co z Darkiem? Coś poważnego?
Nie, nic takiego. Była lekarka, podpisała zwolnienie, przepisała leki, będziemy odpoczywać.
A ty jak się czujesz? zaniepokoiła się mama.
Wszystko w porządku! Idę do pracy w drugiej zmianie, poproszę teściową, żeby zajrzała wieczorem do Darka. No i tak cały tygodzień druga zmiana. Dobrze, dziękuję, mamo, ustalone.
Co teraz? Trzeba ugotować lekki rosół na kurczaku, ale najpierw trzeba jeszcze skoczyć do sklepu, poza apteką. Wyciągnęła z zamrażarki udka, kupiła marchewkę i ziemniaki.
W aptece wzięła wszystko, co potrzebne. W południe obudziła męża.
Darku, wstawaj, zjedz trochę rosołu potrząsnęła nim za ramię.
Zaspany Dariusz usiadł na łóżku.
Oj, coś mnie mdli! Możesz przynieść rosół do łóżka? Nie mam siły iść do kuchni.
Naprawdę tak źle? No dobrze, przyniosę. Potem zmierzysz temperaturę
Po jedzeniu zmierzył wciąż 37,2. Kinga podała tabletki. Dariusz odwrócił się do ściany i znowu zasnął. No dzięki Bogu. Tylko żeby sama nie zachorowała mężowi płacą pełne zwolnienie, ale w sklepie Kingi nie jest to takie proste. A w domu kredyty, nie może sobie pozwolić na chorobę. Zadzwoniła do teściowej:
Irenko, Dariusz zachorował. Jeśli coś przyjdź wieczorem, żeby go sprawdzić. Wieczorem w sklepie dużo klientów, nie będę mogła do niego zadzwonić.
Jak to zasłabł? W jakim jest stanie? wykrzyknęła teściowa.
Śpi. Nic poważnego, lekka gorączka, normalna sprawa, zima przyszła.
To nie tylko zima! To przez twoją pracę, przynosisz do domu zarazki! Ile razy ci mówiłam zmień tę robotę!
Irenko, nie jestem chora! Sami mówiliście, że Darek w dzieciństwie często chorował. Mrozy przyszły, więc to nie moja wina
Żeby nie przedłużać rozmowy, Kinga szybko się pożegnała. Irena miała talent do robienia z igły widły i mogła za godzinę być na miejscu. No cóż, niech przyjdzie, tym bardziej że Kinga musi już zbierać się do pracy.
I rzeczywiście teściowa przypędziła z pudełkami igliwia i ziół na wzmocnienie dla syna. Ech, cóż, niech będzie. Wzdychała i jęczała, zmieniając mu koszulkę:
No jak można tak leżeć w przepoconej koszulce, jeszcze bardziej się rozchoruje! Jak ty mogłaś tego nie zauważyć?
Irenko, przed chwilą spał, co ja mogłam zrobić?
Kinga wyszła do pracy. Po kilku godzinach poczuła osłabienie. No i po niej też się rozchorowała! Ale nie może dać po sobie poznać, musi jakoś dotrwać do końca zmiany. Wieczorem zmierzyła temperaturę wyższą niż mąż. Chciała poskarżyć się Darkowi, ale ten był zajęty sobą.
Coś mnie trzęsie i boli. Mama dała mi herbatę z malinami i miodem, niby lepiej, ale pod wieczór znowu źle. Co powinnam wziąć?
Wiesz, ja też jakoś nie najlepiej
No to weź coś mruknął Dariusz, znów przyglądając się swojemu językowi w lustrze. No proszę, wciąż biały.
Tak, nie może teraz chorować! I nie ma komu narzekać: jeśli powie mamie, ta będzie dzwonić co pięć minut z jej dobrymi radami, jeśli teściowej będzie ją obwiniać, a mąż i tak jest zajęty sobą.
Postanowiła żadnych narzekań, po cichu brać tabletki i chodzić do pracy. Kredyty przecież same się nie spłacą
Cały tydzień Dariusz rozkoszował się swoją ciężką chorobą, jakby był najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie nawet gdy termometr pokazywał 37,0, wciąż twierdził, że jest bardzo źle.
Teściowa zaglądała coraz częściej ze swoimi ziołami i naparami. Kinga najmniej miała ochotę się z nią widywać, bo sama wyglądała marnie.
M



