Rano zaczęło się jak zwykle. Za oknem jeszcze nie świtało, ale już słychać było stłumiony gwar miasta budzącego się ze snu. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się, spojrzałam na śpiącego obok męża Jakuba. Leżał na plecach, ręka zwisała z łóżka, twarz rozluźniona jak u dziecka. W takich chwilach starałam się nie myśleć o ostatnich kłótniach, o jego dziwnym dystansie, o tym, jak zaczynał przychodzić późno z pracy, mówiąc, że wszystko w porządku, tylko dużo roboty. Chciałam mu wierzyć. Chciałam, żeby wszystko było dobrze.
Dzień dobry szepnęłam, dotykając jego ramienia.
Wzdrygnął się, otworzył oczy.
Już? zamruczał, ziewając. Wstałaś wcześnie.
Chcę kawy uśmiechnęłam się. Może zjemy razem śniadanie?
Jasne skinął głową, wstając. Ja zaparzę.
Uśmiechnęłam się. To był rzadki przejaw troski z jego strony. Ostatnio prawie nie angażował się w domowe sprawy, a ja zaczynałam myśleć, że po prostu jest zmęczony. Ale dziś wyglądał inaczej. Zbyt uważny. Zbyt staranny.
Poszłam pod prysznic, a gdy wróciłam, w kuchni unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy. Jakub stał przy stole, nalewając ciemny płyn do filiżanek. Do jednej mojej ulubionej porcelanowej, z niebieskimi kwiatami nalał kawę, a drugą, z pękniętym uchwytem (z której zawsze korzystała teściowa), zostawił pustą.
Zaparzyłem ci specjalnie powiedział, podając mi filiżankę. Tak jak lubisz: z odrobiną mleka i cynamonem.
Dzięki uśmiechnęłam się, ale w tym momencie mój nos wyczuł dziwny zapach. Nie kawy. Coś ostrego, chemicznego z nutą gorzkich migdałów.
Zmarszczyłam brwi.
A co to za zapach? Od kawy?
Jakub szybko spojrzał na filiżankę.
Nie wiem. Może nowe ziarno? Albo mleko nieświeże?
Ponownie powąchałam. Gorzkie migdały. Ten zapach znałam. W dzieciństwie babcia mówiła: jeśli pachnie gorzkimi migdałami to cyjanek. Wtedy nie wierzyłam, ale potem przeczytałam o tym w podręczniku chemii. Cyjanek ma charakterystyczny zapach gorzkich migdałów. I ta substancja jest śmiertelna.
Serce zabiło mocniej.
Kubuś, na pewno niczego nie pomyliłeś? zapytałam tak spokojnie, jak tylko mogłam. Mam alergię na niektóre dodatki. Może lepiej wezmę inną filiżankę?
Zamarł na sekundę. Potem się uśmiechnął.
Daj spokój, to tylko kawa. Wypij, póki gorąca.
Skinęłam głową, ale w tym momencie w korytarzu rozległy się kroki. Z swojego pokoju wyszła teściowa Janina Kowalska. Była surową kobietą, o chłodnym spojrzeniu i nawyku zauważania wszystkiego. Nigdy nie dogadywałyśmy się. Uważała, że jestem niegodna jej syna, że jestem zbyt prosta, że w jej rodzinie takie jak ja nie mają miejsca.
Dzień dobry powiedziała sucho, podchodząc do stołu.
Mamo, dzień dobry Jakub pocałował ją w policzek. Zaparzyłem kawę. O, twoja filiżanka.
Podsunął jej pustą filiżankę z pęknięciem.
A gdzie moja kawa? zapytała, marszcząc brwi.
Zaraz naleję odparł Jakub, sięgając po dzbanek.
Wtedy zrobiła coś, co uratowało mi życie.
Szybko wstała, wzięła moją filiżankę z kawą i powiedziała:
Poczekasz.
Spojrzała na mnie z nienawiścią.
Jakub zastygł. Jego oczy na moment się rozszerzyły. Spojrzał na mnie i w tym spojrzeniu zobaczyłam coś przerażającego. Nie strach. Nie irytację. Tylko rozczarowanie.
No co się tak gapisz? rzuciła teściowa i zaczęła pić z mojej filiżanki. Nalej kawę, nie stój jak słup soli.
Jakub powoli nalał mi kawę do pustej filiżanki.
Usiadłam. Serce waliło. Nie mogłam oderwać wzroku od filiżanki, z której piła teściowa. Tej samej, z zapachem gorzkich migdałów.
Mocna mruknęła. Ale da się pić.
Patrzyłam na Jakuba. Siedział ze spuszczonym wzrokiem, bawiąc się widelcem w jajecznicy. Ani słowa. Ani spojrzenia. Ani uśmiechu.
Dziesięć minut później teściowa nagle się skrzywiła.
Coś mi nie tak z żołądkiem zamruczała. Głowa się kręci.
Źle się pani czuje? zapytałam, starając się nie okazać paniki.
Tak, trochę odstawiła filiżankę. Jakbym jakbym się dusiła.
Wstała, ale zaraz się zachwiała. Jakub zerwał się.
Mamo! Co się dzieje?
Ty ty spojrzała na niego, oczy jej się rozszerzyły. Ty chciałeś mnie
I upadła.
Krzyknęłam. Jakub rzucił się do niej, zaczął wołać karetkę, potrząsał nią za ramiona. Stałam jak w transie. Wszystko działo się za szybko. Ale jedno zrozumiałam na pewno: on chciał mnie zabić. A ona ona zginęła zamiast mnie.
Dwadzieścia minut później przyjechała karetka. Lekarze wbiegli, obejrzeli Janinę Kowalską. Jeden z nich powąchał filiżankę.
Zatrucie cyjankiem potasu powiedział. Bardzo wysokie stężenie. Jest w śpiączce. Szanse niewielkie.
Jakub stał blady, drżący.
Nie wiem, jak to się stało Po prostu zaparzyłem kawę
Gdzie trzymacie kawę? zapytał lekarz.
W szafce ale to nowa, kupiłem wczoraj
Pokażcie.
Poszliśmy do kuchni. Lekarz otworzył słoik. Powąchał.
Tu na pewno nie ma cyjanku. Więc ktoś dosypał go do filiżanki albo do wody.
Policja przyjechała po pół godzinie. Rozpoczęło się przesłuchanie.
Pan ostatni dotykał filiżanki powiedział śledczy, patrząc na Jakuba. I pan nalewał kawę.
Nie zrobiłem nic złego! krzyknął. Kocham moją matkę!
A żonę? zap



