Oto menu, przygotuj wszystko na piątą, nie będę przecież stać w kuchni w swoje urodziny rozkazała teściowa, ale szybko pożałowała tych słów.
Barbara Wojciechowska obudziła się tego sobotniego poranka z uczuciem święta. Sześćdziesiąt lat okrągła rocznica, godna celebracji. Od dawna planowała ten dzień, sporządzała listy gości, dobierała suknię. W lustrze odbijało się zadowolone oblicze kobiety przyzwyczajonej, że wszystko idzie po jej myśli.
Mamo, wszystkiego najlepszego! Marcin pierwszy pojawił się w kuchni, trzymając w rękach małe pudełeczko. To od nas z Kasią.
Kasia milcząco skinęła głową, stojąc przy kuchence z kubkiem kawy w dłoni. Zawsze była małomówna o poranku, zwłaszcza gdy chodziło o rodzinne uroczystości teściowej.
Ach, Marcin, dziękuję! Barbara przyjęła prezent z przesadną radością. A wy już jedliście śniadanie?
Tak, mamo, wszystko w porządku odparł, spoglądając na żonę.
Kasia odstawiła kubek do zlewu, w myślach przygotowując się na to, co ją czeka. Ostatnie dni teściowa była w wyśmienitym humorze, co, paradoksalnie, tylko wzmagało jej skłonność do rozkazywania. Zdawała się uważać, że świąteczny nastrój daje jej prawo decydować o wszystkim jeszcze bardziej niż zwykle.
Kasiu, kochanie zwróciła się do niej Barbara tym szczególnym tonem, który zawsze zapowiadał prośbę-żądan



