**Dzisiaj znowu miałem ten sen**
Gdy wszedłem do tej chaty, rozejrzałem się i nagle przypomniałem sobie, że już ją widziałem we śnie. I tę kobietę, tak podobną do tej, która mnie teraz witała Takie sny miewałem, gdy jako dziecko chorowałem i płakałem. Bo ta kobieta nie miała twarzy, tylko oczy świeciły się jak dwa ogniki. Bałem się jej, wydawała mi się upiorem. Wtedy krzyczałem przez sen i wołałem mamy. Mama kładła się obok, żegnała mnie znakiem krzyża i tuliła do serca
Jej chatę od lat omijają kolędnicy. Dzieciaki wolą biegać tam, gdzie dostaną złotówkę, a nie suchy opłatek. Wódka u Marcjanny też nie sklepowa samogon. Chyba tylko Felek, sąsiad, gdy już dobrze się ulul po wsi i ledwo trzyma się na nogach, zajrzy do niej:
Na szczęście, na zdrowie, na nowy rok nalej, Marcysiu! bełkocze wyuczonym tekstem.
Naleje mu, sama też wychyli z gościem kieliszek łatwiej wtedy zasnąć. Żeby tylko Felek nie zaczynał swoich głupich uwag, bo zawsze trafi w najczulsze miejsce
Ot tak, Marcysiu, i dożyjemy My z moją babą jak te dwa pniaki w lesie! Nikogo nie mamy, i już! A ty masz córkę!
Wypiłbyś i nie szczekał jak ten Burek na łańcuchu! Mam córkę, tylko gdzieś tam jest! Więc idź już do domu i nie gadaj głupot! Rozpił się i plecie! Wynoś się! warknęła na sąsiada.
Felek się nie spieszył, choć Marcjanna już go niemal wypychała za drzwi.
Wiem, czemu się złościsz Wiem I cała wieś wie, że oddałaś wnuka obcym. Zaprzeczysz? A wiesz, co baby plotą? Że ten chłopiec śni ci się po nocach! Dlatego oczy ci się świecą, bo się boisz No, boisz się? Hehe zaśmiał się szyderczo, zaglądając jej w oczy.
Słuchaj, śmierdzący pijaku! Wynoś się! Zapomnij drogę do mnie! Marcjanna chwyciła go za kołnierz wytartej marynarki i wyciągnęła za próg jak parszywego kota.
Oszalałaś, Marcysiu! Puść! nie mógł się wyrwać.
Nigdy więcej! Słyszysz?! Nigdy! krzyczała za nim.
A on tylko się rechotał Prawda, więcej nie przyszedł ani po kieliszek, ani po rozmowę. Może się wstydził, a może bał. Ona by mu wybaczyła, gdyby znów zajrzał. Bo oprócz niego nie miał kto. Nikt nie słyszał, co jej powiedział A mówił prawdę. A prawda boli
I rzeczywiście śnił jej się ten chłopiec. Nigdy nie widziała jego twarzy. Tylko oczy jak dwa ogniki. Stoi na progu i prosi o kolędę ale nie przekracza progu, nie wchodzi Tysiąc razy miała ten sen. Albo może to nie był sen
* * *
Słońce już było wysoko, gdy Marcjanna zrozumiała, że Felek tym razem nie przyjdzie. Przypomniała sobie tamtą kłótnię i niemal poczuła na dłoniach brud z jego marynarki. Sama usiadła do stołu, nalała sobie kieliszek Święta przecież!
Na podwórku zaszczekał Burek, a zaraz potem zaskrzypiały drzwi. Ktoś szedł.
Szczęść Boże! Kolęda może? w progu stał przystojny młody mężczyzna.
Marcjanna zerwała się od stołu i stanęła jak wryta:
Kolędujcie, skoro przyszliście
Na szczęście, na zdrowie sypał pszenicą.
Nie spuszczała z niego wzroku. Zauważyła, że rozgląda się po chacie. Ukradnie coś? przemknęło jej przez myśl. Żeby choć Felek zajrzał
A czegoś chcieli? Czy tylko po kolędzie? Kogoś szukacie?
Tradycja każe poczęstować kolędnika, ale ja swojego mam odparł śmiało, wyjmując z torby wino, kiełbasę i ciastka.
Zaskoczona Marcjanna wyjęła z pieca żeliwny garnek z ziemniakami i skwarkami i usiadła naprzeciw gościa, który tak sprawnie pomógł jej nakryć stół.
Pewnie od Bronki jakiś jej znajomy Ale taki młody? Po co go przysłała? myślała, nakładając jedzenie.
Tymczasem gość nalał wino do szklanek, a ona nie wiedziała, co robić dalej. Trzeba było coś powiedzieć
Widzę, że nie tutejszy. Kogoś szukacie?
Szukam Marcjanna Iwanowna?
To ja.
A mąż był Piotr Iwanowicz?
Był tylko już nie żyje
A córka wasza, Bronisława Piotrowna? Niestety, nic o niej nie wiem
Tak tak
No, jeśli tak, to ja jestem waszym wnukiem, Wiktorem mężczyzna wstał i podał jej rękę przez stół. Poznajmy się!
Świat zakręcił się przed jej oczami Nagle przypomniała sobie tego chłopca, który czasem prosił ją we śnie o kolędę. Ten nieznajomy patrzył na nią takimi samymi oczami
Marcjanna krzyknęła i zachwiała się Ale silne ręce złapały ją i posadziły na ławie.
Nie bójcie się! Nie mam do was pretensji Po prostu Chciałem zobaczyć was i ten dom, gdzie mnie nie chciano Niedawno moja prawdziwa mama umarła, ale przed śmiercią wszystko mi powiedziała. Więc przyjechałem. Zobaczyć
Wydawało jej się, że płacze na całą wieś, ale tylko łkała cicho. I po raz pierwszy w życiu opowiedziała całą prawdę. Ten mężczyzna, który nazwał się jej wnukiem, patrzył jej w oczy, a ona nie wiedziała, gdzie się schować. Gdy skończyła, Wiktor westchnął, rozejrzał się po chacie Wszedł jak obcy i wyszedł tak samo, rzucając na odchodne:
Żyjcie z Bogiem On wam osądzi Nie ja
Tylko śnieg zakurzył za jego samochodem. Nie zdążyła zapamiętać numeru, nie zapytała, gdzie mieszka. Wybiegła za nim w samej sukience Tęskniła.
* * *
Bronka była posłuszną dziewczynką.
Będziesz nauczycielką! zdecydował ojciec. O zamążpójściu nawet nie myśl, aż skończysz studia!
Ona i nie myślała, choć rodzice dawno wybrali dla niej kandydata. Matka podpowiadała:
Córciu, masz urodę. Nie patrz na wiejskich chłopaków. Ten Andrzej od Ilków oto mąż dla ciebie! Życie z nim będzie jak z bajki! I w mieście mieszkać będziesz!
I bez matczynych słów Andrzej nie sch


