Nie masz sumienia! Nie widzisz, jak ciężko jest Dawidowi? To twój brat, mogłaś mu pomóc. Zawsze myślisz tylko o sobie.
Ostatnio zadzwoniła do mnie mama i kazała zabrać wszystkie moje rzeczy z jej mieszkania.
Ledwo się tu poruszamy przez twoje graty powiedziała.
Ta rozmowa odbyła się po tym, jak odmówiłam bratu, Dawidowi, pieniędzy na wkład własny do mieszkania. Tak, dać, a nie pożyczyć, bo doskonale wiem, że nigdy by mi ich nie oddał.
Gdy odmówiłam, Dawid wściekły wybiegł z mojego mieszkania. Był przekonany, że po prostu oddam mu wszystkie oszczędności, tylko dlatego, że on ma rodzinę i dzieci, a ja nie.
Muszę to z siebie wyrzucić, bo czuję, że moi bliscy są wobec mnie niesprawiedliwi, zwłaszcza teraz, przed świętami.
Kiedy wyjechałam do Londynu na studia, od razu zaczęłam dorabiać.
Najpierw mieszkałam w akademiku, potem wynajmowałam mieszkanie z koleżanką. Nie chciałam być zależna od rodziców, więc ciężko pracowałam, żeby nie tylko się utrzymać, ale też pomóc mamie.
Ona nigdy nie brała ode mnie pieniędzy wprost, ale zawsze prosiła, żebym przywiozła coś przydatnego: ubrania, buty, rzeczy do domu.
A jeśli chodzi o jedzenie zawsze przyjeżdżałam z torbami pełnymi zakupów.
Mama mieszka w trzypokojowym mieszkaniu z Dawidem. Nasz tata zmarł trzy lata temu.
Dawid nigdy nie interesował się nauką. Po skończeniu szkoły wyjechał do pracy w Irlandii, ale jedyne, co tam kupił, to stary samochód. Gdy wrócił, zaczął pracować jako taksówkarz.
Później ożenił się i przyprowadził swoją żonę, Kasię, do mieszkania naszej mamy.
Zawsze brakowało im pieniędzy, bo Dawid żył z dnia na dzień. Jak tylko on i Kasia dostawali wypłatę, wydawali wszystko niemal natychmiast.
Zarówno mama, jak i rodzice Kasi regularnie pomagali im finansowo. Dawid wiedział, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mu pomoże, więc nigdy nie starał się zwiększyć swoich dochodów ani poprawić swojej sytuacji.
Teraz Dawid i Kasia mają dwójkę dzieci, a trzecie jest w drodze.
Uznali, że mieszkanie mamy jest już za małe, i zaczęli myśleć o kupnie własnego.
Tymczasem ja mieszkam w wynajętym mieszkaniu z moim chłopakiem, Krzysztofem. Planujemy ślub, ale postanowiliśmy poczekać na lepsze czasy. Nasze dochody są stabilne Krzysztof pracuje jako programista, a ja prowadzę kilka sklepów internetowych.
Nie wydajemy pieniędzy na zbędne rzeczy, zamiast tego oszczędzamy na własne mieszkanie, żeby po ślubie mieć gdzie żyć niezależnie.
Mama wiedziała o naszych planach, ale i tak dała Dawidowi do zrozumienia, że może mnie poprosić o pomoc.
Chcą kupić mieszkanie, ale nie mają pieniędzy na wkład własny powiedziała mi.
Gdy Dawid przyszedł do mnie i bez ogródek oznajmił, że potrzebuje pieniędzy, odmówiłam.
Wściekł się. Uważał, że jestem mu to winna tylko dlatego, że on ma rodzinę, a ja nie.
Później mama do mnie zadzwoniła i powiedziała:
Nie masz sumienia! Nie widzisz, jak ciężko jest Dawidowi? To twój brat, mogłaś mu pomóc. Zawsze myślisz tylko o sobie.
Potem dodała:
Przyjedź i zabierz swoje rzeczy z naszego mieszkania. Nie możemy się tu ruszać przez twój szmelc. I nawet się nie waż przyjeżdżać na święta. Dawid jest na ciebie zły, a ja też nie mam ochoty cię widzieć.
Nie kłóciłam się. Zabiorę swoje rzeczy i znajdę dla nich miejsce w moim wynajmowanym mieszkaniu. A gdy ja i Krzysztof kupimy własne, przeniosę je tam.
Mogłabym pożyczyć bratu pieniądze, ale wiem, że nigdy by ich nie oddał. A on nawet nie prosił o pożyczkę po prostu oczekiwał, że mu oddam oszczędności.
Tylko dlatego, że on ma dzieci
Jak byście postąpili na moim miejscu?



