Spałam z moim chłopakiem, nie wiedząc, że zmarł dwa dni wcześniej – teraz jestem w ciąży z dzieckiem jego ducha

**Przysięgam, że go widziałam. Dotykałam go. Całowałam. Czułam go. Jego oddech był ciepły, a usta smakowały miętą jak zawsze. Miał na sobie tę szarą bluzę, którą tak lubił, choć była za duża i sprawiała, że wyglądał jak miś z ulicy. Był prawdziwy. Trzymał mnie całą noc. Szepnął mi do ucha kocham cię. Obiecał, że pobierzemy się w przyszłym roku. Pamiętam każdą sekundę. Jak przesuwał palcami po moim ramieniu. Jak płakał, gdy ja płakałam. Jak kochał mnie z taką namiętnością, że myślałam, iż moja dusza rozpadnie się na pół. A potem zniknął.**
Obudziłam się sama. Ale nie spanikowałam. Pomyślałam, że wyszedł pobiegać, jak to czasem robił. Jego zapach wciąż unosił się na pościeli. Moja skóra jeszcze płonęła w miejscach, gdzie mnie dotykał. Ale coś było nie tak.
Dzwoniłam.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Wtedy moja najlepsza przyjaciółka, Kinga, wpadła do pokoju blada jak ściana. Nie rozumiałam, dlaczego płacze.
Agata szepnęła Ty nie wiesz?
Roześmiałam się nerwowo. Wiedzieć co?
Marek nie żyje.
Mrugnęłam. Co jak to?
Zginął dwa dni temu. Wypadek samochodowy. Tej nocy, gdy była burza.
Nie. Nie. Nie.
Krzyknęłam. Odsunęłam ją. Powiedziałam, że jest okrutna. Pokazałam jej SMS-a, który Marek wysłał mi wieczorem. Nagranie głosowe: Jadę do ciebie. Tęsknię za twoim ciałem przy moim. Ona spojrzała na telefon, drżąc.
Agata to niemożliwe. On już wtedy był w kostnicy.
Świat się przechylił.
Kolana mi się ugięły.
Pobiegłam do łazienki, wyciągnęłam ręcznik, którego użył jeszcze mokry. Bluza na podłodze. Ślady zębów na mojej szyi.
On tu był.
Musiał być.
Ale prawda była taka że Marka pochowano wczoraj.
A ja tej nocy uprawiałam z nim miłość.
Minęły dni. Noce stały się nie do zniesienia. Nie mogłam spać. Gdy zamykałam oczy, widziałam go. Czasem stał przy łóżku. Czasem szeptał mi do ucha. Pewnej nocy usłyszałam: Nie płacz, kochanie. Nadal jestem z tobą. Próbowałam to nagrać, ale słychać było tylko szum i mój przerażony oddech.
A potem spóźnił mi się okres.
Dwa razy.
Myślałam, że to przez stres. Żałobę. Trauma.
Aż zwymiotowałam piąty raz tego dnia.
Test ciążowy.
Dwie kreski.
Pozytywny.
Osiadłam na podłodze.
Jedyną osobą, z którą byłam był Marek.
Ale on nie żył.
Leżał w grobie. Rozkładał się. Odchodził.
A jednak coś we mnie rosło.
Coś kopie w nocy.
Coś świeci pod moją skórą, gdy gaszę światło.
I za każdym razem, gdy płaczę i mówię, że nie dam rady
Słyszę jego głos z ciemności:
Nie jesteś sama. Nasz syn nadchodzi.
**Część 2**
Nie pamiętam, jak zasnęłam. Obudziłam się w wannie, z testem ciążowym wciąż zaciśniętym w dłoni, te dwie różowe kreski drwiące z mojego rozsądku. Od dni nie mówiłam z nikim nawet z Kingą. Telefon dzwonił dziesiątki razy. Jej nazwisko migało na ekranie. Ignorowałam.
Jak wytłumaczyć, że niosę w sobie dziecko mężczyzny, który od tygodni leży pod ziemią? Kto by mi uwierzył? Nawet ja nie wierzyłam do końca. Aż do tej nocy.
Ledwo zasnęłam, gdy coś nacisnęło mnie od środka. To nie było zwykłe kopnięcie. To było celowe. Prawie jakby próbowało zwrócić moją uwagę. Zerwałam się, łapiąc powietrze, dłonie na brzuchu. I wtedy znowu je usłyszałam.
Głos Marka. W mojej głowie.
Nie bój się, kochanie. Wybrałem cię.
Krzyknęłam i wyskoczyłam z łóżka. W lustrze uniosłam koszulkę. Przysięgam, że zobaczyłam pulsujące niebieskie światło pod skórą. Mrugnęło i zniknęło. Nogi pode mną się ugięły. Osiadłam na podłodze, szlochając.
Następnego dnia zmusiłam się do wizyty u lekarza. Powiedziałam, że zaszłam w ciążę po tym, jak odwiedził mnie mój chłopak. Kłamałam co do dat. Kłamałam we wszystkim poza objawami.
Dziwne sny. Świecąca skóra. Głosy kogoś, kogo nie ma.
Wyraz twarzy doktor powoli zmieniał się z zatroskanego w podejrzliwy.
Zrobimy badania powiedziała ostrożnie. Stres może wiele zrobić z umysłem, zwłaszcza przy huśtawce hormonów.
Przyłożyła stetoskop do mojego brzucha. Jej twarz zesztywniała.
Nie słyszę bicia serca. Ale coś się porusza.
Kazała zrobić USG. Gdy leżałam na zimnym stole, twarz techniczki zrobiła się blada. Przesuwała głowicę, milcząc. W końcu spytałam, co się dzieje.
Jest płód szepnęła. Ale świeci.
Wyszłam ze szpitala bez czekania na wyniki. Tej nocy znów miałam sen. Marek stał nad naszym jeziorem, wiatr poruszał jego bluzą.
Nasz syn nie jest jak inni powiedział głosem cichszym niż wiatr. On to ja i coś więcej.
Czego chcesz? spytałam.
Tylko smutno się uśmiechnął. Zrozumiesz wkrótce. Ale musisz go chronić.
Obudziłam się, a zasłony były szeroko otwarte, choć zamknęłam je na klucz. Bluza Marka leżała starannie złożona na krawędzi łóżka. Dotknęłam jej. Była ciepła.
Wtedy zrozumiałam to, co rosło we mnie, było prawdziwe. Było jego. I zmieniało mnie.
Nazajutrz w końcu zadzwoniłam do Kingi. Potrzebowałam pomocy. Przyleciała, ściskając mnie mocno. Powiedziałam jej wszystko. Pokazałam świecącą plamę na brzuchu. Opowiedziałam o snach, głosie, dziecku.
Nie śmiała się.
Nie krzyczała.
Szepnęła: Muszę cię zabrać w jedno miejsce.
Zawiodła mnie do starego domu ukrytego za kościołem, gdzie mieszkała jej babcia. W środku siedziała starsza kobieta o siwych warkoczach i bladej źrenicy. Spojrzała na

Rate article
Fajna Tajna
Spałam z moim chłopakiem, nie wiedząc, że zmarł dwa dni wcześniej – teraz jestem w ciąży z dzieckiem jego ducha