Myślisz tylko o sobie! A Weronika nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! wykrzyknęła Kasia, desperacko próbując zmusić męża, by zrozumiał jej uczucia przed wyjazdem.
Jutro wyjeżdżam do mamy na działkę. Na tydzień, a może dłużej. A kto będzie prał i prasował twoje koszule to już nie mój problem.
Jak to wyjeżdżasz? Myślałem, że zostaniesz w domu. W końcu się tu porządnie posprząta.
Nie, zdecydowałam, że lepiej odpocznę u mamy.
Arek siedział przy kuchennym stole z kubkiem kawy, udając, że czyta wiadomości w telefonie. W rzeczywistości śledził każdy ruch żony, wyczuwając napięcie w każdym jej kroku.
Myślisz tylko o sobie! A Weronika nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! powtórzyła Kasia, boleśnie świadoma, że mąż nawet nie próbuje jej zrozumieć.
Kasia milczała już trzeci dzień, co było gorsze niż jakakolwiek kłótnia. Wszystko zaczęło się od kolejnej dyskusji o wakacjach. A właściwie od odmowy Arka, by jechać nad morze.
W tym roku mieli wreszcie czas i oszczędności. Kasia od dawna marzyła o wyjeździe nad Bałtyk. Ostatni raz byli w Sopocie dziesięć lat temu, jeszcze przed ślubem. Od tamtej pory urodziła się ich córka Weronika, która nigdy nie widziała morskich fal, rozbijających się o brzeg z białą pianą.
Kasia też marzyła o słońcu i ciepłym piasku. Nie przeszkadzał jej zapach kremu do opalania, skrzypiące leżaki ani nawet te niekończące się krzyki dzieci na plaży.
Ale Arek znowu się uparł:
Mówiłem ci, że nie znoszę takiego wypoczynku! Te tłumy, upał, piasek w butach Wolę wyjechać na wieś. Tam jest spokój, chłód pod wentylatorem i zero zamieszania.
Myślisz tylko o sobie! A Weronika nigdy w życiu nie widziała prawdziwego morza! powiedziała Kasia, mając nadzieję, że choć to poruszy męża.
Po co jej morze? Przecież kupiliśmy jej świetny basen w zeszłym roku! machnął ręką, nie odrywając wzroku od telefonu.
Kasia nerwowo poprawiła córce bluzkę, zapięła zamek w plecaku i odsunęła na bok worek z zabawkami. Na stole leżała lista: kostium kąpielowy, klapki, kapelusz, książka z bajkami, piłka Wszystko było gotowe, ale w sercu Kasi nie było spokoju.
Arek wciąż siedział przy stole, leniwie przewijając wiadomości. Przez ostatnie pół godziny ani razu nie zapytał, czy potrzebuje pomocy. Nie o drogę, nie o bagaż, nie o Weronikę. I to właśnie sprawiało, że Kasia chciała zarówno krzyczeć, jak i płakać.
Mamo, a zabrałyśmy okularki do pływania? dziewczynka szarpnęła matkę za rękę.
Tak, włożyłam je do twojego plecaka, kochanie Kasia wymusiła uśmiech, choć w środku czuła niepokój.
Słuchaj, może jednak was podwiozę? mruknął Arek, nie odrywając wzroku od ekranu.
Kasia spojrzała na niego ze zmęczeniem, złością i odrobiną żalu.
Nie trzeba. Poradzimy sobie same rzuciła krótko.
Z tymi słowami złapała kluczyki do samochodu i wyszła z córką na ulicę.
Helena Stanisławówna stała przy furtce w kwiecistym fartuchu, z pęczkiem koperku w dłoni. Zauważyła samochód z daleka i podeszła szybko.
Moje kochane przyjechały! zawołała radośnie, pomagając wyciągnąć z bagażnika torbę z zakupami.
Weronika od razu pobiegła do domu, wiedząc, że babcia jak każdą wizytę zacznie od jej ulubionych naleśników. A Kasia weszła za nią, postawiła walizkę i powoli opadła na ławeczkę przy werandzie.
Helena podała wnuczce talerz z naleśnikami i dżemem truskawkowym, a sama wyszła na zewnątrz.
Coś się stało? zapytała łagodnie.
Kasia milczała długo. W końcu odgarnęła włosy za ucho, westchnęła i opowiedziała wszystko. O odmowie męża, o jego obojętności, o tym przeklętym basenie, który według Arka miał zastąpić cały świat. O tym, jak raz za razem ustępuje, by zachować pozory szczęśliwej rodziny.
Helena słuchała uważnie, nie przerywając. Potem mocno ścisnęła dłoń córki i cicho powiedziała:
Córeczko, masz prawo do szczęścia, odpoczynku i wsparcia. Chcesz, zostańcie na noc. Spędźcie ze mną weekend.
Nawet nie zabrałam ze sobą ubrań
Nic nie szkodzi. Znajdziemy coś ze starych rzeczy. Przez dziesięć lat nawet grama nie przytyłaś, więc wszystko będzie pasować.
Tak też zrobiły. Kasia z przyjemnością zajęła się ogrodem podlewała grządki, pielęgnowała kwiaty i jadła maliny prosto z krzaka. Wieczorem pluskały się z córką w basenie, a potem piły kompot i słuchały świerszczy.
Arek dopiero wieczorem przypomniał sobie, że żona miała wrócić. I to tylko dlatego, że potrzebował samochodu, a kluczyków nie było na swoim miejscu.
Kiedy wracasz? w słuchawce zabra


