“Ewa, a te twoje dodatkowe kilogramy? Czy to nie problem?” matka Marka nie ustępowała.
“Według mnie nie mam niczego nadprogramowego, zwłaszcza że mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdy musi być chucherkiem i patyczakiem.” Ewa szyderczo obrzuciła wzrokiem Alinę i matkę Marka. Taka bezczelność doprowadziła Alinę do białej gorączki.
“Mamo! Kupiłaś herbatkę odchudzającą? Nasiona chia? Dlaczego dałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież zbędne kalorie! Marek, znowu kupiłeś chleb drożdżowy? To szkodliwe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie moja woda?!” mniej więcej takie monologi Marek słyszał od dzieciństwa.
Jego matka i starsza siostra wiecznie martwiły się swoją figurą. Teraz siostra miała już trzydzieści osiem lat, nigdy nie była zamężna i przypominała Markowi wychudzonego, zgarbionego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Matka zaś wyglądała jak prosta, chuda drutowa szpilka.
Tak go to wkurzało, że zawsze ciągnęło go do ludzi pełnych radości życia i apetytu. I zawsze marzył, by jego przyszła żona była inna niż matka i siostra. I taką znalazł!
Nazywała się Ewa. Ewcia Już samo jej imię było miękkie, przyjemne i słodkie jak puszyste ciastko. Nie, Ewa nie była gruba. Ale przy wzroście sto siedemdziesiąt trzy centymetry ważyła osiemdziesiąt pięć kilogramów.
I każdy z tych kilogramów promieniował zdrowiem i dobrym humorem. Pełne piersi, smukła talia, kobiece kształty i dołeczki w pulchnych policzkach, które aż się prosiły, żeby je uszczypnąć. To wszystko wprawiło Marka w niewysłowiony zachwyt, gdy tylko ją ujrzał.
Pewnego wieczoru podwiózł siostrę do banku załatwić sprawy. Wzięła numer i usiadła w poczekalni. On zaś przechadzał się po holu, czekając.
Nagle dobiegł go srebrzysty, dzwoniący śmiech. Był cichy, ale tak zaraźliwy, że Marek mimowolnie się uśmiechnął. Tak bardzo zapragnął zobaczyć właścicielkę tego śmiechu, że nie wytrzymał i podążył za dźwiękiem.
Śmiała się dziewczyna za okienkiem, obsługując starszego klienta. Powiedział coś zabawnego, przez co znów wybuchnęła śmiechem. A Marek nie mógł od niej oderwać wzroku
Od falowanych włosów po usta jak kokardka. Do tego miała całkiem przyjemne krągłości, co było widać gołym okiem
Jechał w samochodzie z siostrą, słuchając jej monotonnego gadania, ale myślami był gdzie indziej tam, w banku, z tą dziewczyną.
“Marek, słuchasz mnie?” zirytowana spytała siostra.
“Oczywiście, Alu, słucham.” intensywnie zastanawiał się, o czym właściwie mówiła.
“No więc mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka” narzekała siostra na kolejnego adoratora. Marek skinął ze współczuciem, cmoknął językiem, jakby mówił: “Co za drań”
Następnego dnia, pod wieczór, pognał do banku. Obiekt jego westchnień był na miejscu, i Marek odetchnął z ulgą. Gdy tylko zamknięto drzwi, wyciągnął z samochodu bu



