Odeszła, a on zrozumiał zbyt późno, że była jego jedyną prawdziwą miłością.
Jan siedział w samochodzie, wpatrując się w wejście do restauracji. Dłonie mu drżały, ale tego nie zauważał. W uszach dudnił mu stłumiony świst, znak ogromnego napięcia. Tego wieczoru miało miejsce spotkanie po latach. Dwadzieścia lat minęło od ukończenia liceum. Dwadzieścia lat, odkąd sam zniszczył to, co mogło być jego szczęściem.
Wtedy podejrzewał, że Jadwiga go zdradza. Zdjęcie z nowym adoratorem, jak sądził, wywołało w nim falę gniewu. Nie tłumaczyła się. Milczała. On krzyczał, oskarżał, wyrzucał z siebie wszystko, co w nim wrzeło. A ona odeszła. Bez słów. Bez wyjaśnień.
Pół roku później ożenił się z Katarzyną. Z rozpaczy. Był przekonany, że udowodni Jadwidze, iż może być szczęśliwy bez niej. Lecz szczęście nie nadeszło. Małżeństwo było płaskie, napięte jak struna. Wszystko wydawało się na miejscu: żona, dziecko, praca. Ale serce pozostawało głuche.
A tego wieczoru miał ją znów zobaczyć. Jadwigę. Jedyną. Tę, którą naprawdę kochał.
Wszedł do sali i natychmiast ją wyczuł. Nie, najpierw nie zobaczy



