Pierwsze Wrażenie
Mamo, przedstawiam ci Elżbietę powiedział Krzysztof, lekko zawstydzony, wprowadzając do domu młodą kobietę o tak późnej porze.
Dobry wieczór odparła Zofia, mierząc niespodziewaną gościę niechętnym spojrzeniem. Jaka urocza pora na przedstawienia! Za pięć minut północ…
Mówiłam Kasi, że jest za późno broniła się od razu Elżbieta. Ale czy on mnie słucha? Uparciuch z niego!
Sprytna pomyślała Zofia z goryczą. Tłumaczy się i maluje go jako tyrana. Niezbyt sympatyczna ta dziewczyna.
No to proszę wejść westchnęła, po czym wycofała się do swojego pokoju bez słowa.
Co właściwie mogła zrobić? Wyrzucić jedynego syna w środku nocy? Z powodu obcej kobiety? Jeśli chcą razem mieszkać, niech będzie. Matka jest od tego, by chronić syna i otwierać mu oczy. A Zofia zajmie się tym szybko. Krzysztof odeśle tę dziewczynę, skąd przyszła, bez żalu. Nawet będzie wdzięczny!
Całą noc Zofia rozmyślała, jak pozbyć się Elżbiety z mieszkania.
Nie, nie sprzeciwiała się małżeństwu Krzysztofa. W wieku trzydziestu lat najwyższy czas, by założył rodzinę.
Ale nie z nią!
Po pierwsze, była znacznie młodsza. Dowód, że wiatr jej dmucha w głowę.
Żona? Matka? Gospodyni?
Po drugie, jej zachowanie mówiło samo za siebie zjawia się u ludzi o niewłaściwej porze, nawet nie przepraszając! A do tego ośmieliła się bez powodu oskarżyć jej ukochanego syna…
I jeszcze została na noc!
Czy to u niej norma, czy wyjątek?
W każdym razie Zofia po prostu jej nie lubiła.
Więc Krzysztof w końcu też przestanie.
Po co tracić z nią czas?
Plan stał się niepotrzebny.
Elżbieta sama dała jej wszystkie okazje, by pokazać, gdzie jej miejsce.
Pierwszy sygnał rozległ się już rano.
Zamknęła się w łazience… na godzinę.
Krzysztof, bezradny, krążył po mieszkaniu, coraz bardziej wściekły.
Kochanie, co się stało? zapytała Zofia z przesadną słodyczą. Dziewczyna się przygotowuje, chce ci się spodobać…
Ale ja muszę iść do pracy!
To zapukaj, wytłumacz, że nie jest tu sama podpowiedziała matka.
To byłoby niezręczne mruknął. Porozmawiamy o tym później. A ty, mamo, nie spóźnisz się?
Ja? Nie. Od dawna jestem gotowa. Masz, zrobiłam naleśniki. Chodź na śniadanie.
Nawet się nie umyłem!
Trudno, zrobisz to później. Na razie nie marnuj czasu zjedz porządnie, potrzebujesz sił na cały dzień.
Krzysztof usiadł do stołu.
Wtedy Elżbieta wyszła z łazienki, z ręcznikiem na głowie, promienna.
Wreszcie! zawołał Krzysztof, rzucając się do zaparowanego lustra.
Umył się na szybko, ogolił w pośpiechu, wciągnął naleśnika w trzy kęsy i już w drzwiach rzucił:
Do wieczora! Mam nadzieję, że się polubicie.
Krzysztof! przywołała go Elżbieta. Mieliśmy dziś zabrać moje rzeczy.
Zabierzemy. Wieczorem. Nie nudź się! Jego głos już rozbrzmiewał na klatce schodowej.
Zofia wstała, zamknęła drzwi za synem, odwróciła się do Elżbiety i spytała oschle:
Nie wstydzisz się?
Nie odparła dziewczyna z uśmiechem. Powinnam?
Krzysztof się przez ciebie spóźni!
Nie spóźni się. Pewnie weźmie taksówkę. Niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze.
Tak czy inaczej, zapamiętaj: nie jesteś tu sama. Jeśli chcesz zajmować łazienkę na godzinę rano, wstawaj wcześniej. Na szczęście dziś nie pracuję.
To się nie powtórzy odpowiedziała po prostu Elżbieta. Przepraszam.
Zofia oniemiała. Liczyła na kłótnię, a tu…
No dobrze burknęła, kierując się do łazienki.
Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to nowa tubka pasty do zębów, otwarta, choć poprzednia jeszcze się nie skończyła.
Elżbieto, po co otworzyłaś nową pastę?
Wolę tę.
Mam nadzieję, że przyniesiesz swoją? I swój szampon?
Oczywiście, pani Kowalska…
I swoje ręczniki!
Przyniosę…
Mimo prób wywołania awantury, Elżbieta nie dała się sprowokować. Na wszystko przytakiwała, kiwała grzecznie głową, notowała swoje przyszłe obowiązki.
Bez argumentów Zofia przeszła do frontalnego ataku.
Po co tu przyszłaś?
Krzysztof i ja się kochamy…
Oczywiście, że go kochasz, taki chłopak! Ale ja nie rozumiem: co on w tobie widzi?
Nie pytałam go…
A twoi rodzice?
Mama jest szwaczką.
A ojciec?
Nigdy go nie poznałam.
Rozumiem. Dziecko bez ojca. I jak zamierzasz być dobrą żoną dla mojego syna?
Postaram się…
Choćbyś nie wiem jak próbowała, to się nie uda. Mój syn cię nie kocha. Tylko mu się wydaje. Ja go znam! I nigdy cię nie poślubi! Po co miałby to robić? Już jesteś u jego stóp.
On mnie kocha szepnęła Elżbieta, drżącym głosem. Jestem pewna.
Łudzisz się. Myślisz, że jesteś pierwsza?
Nie… ale to nie ma znaczenia…
Nie ma znaczenia? Znudzisz mu się w tydzień! Nie jesteś jego poziomem! Rozumiesz coś w ogóle?
Tak. Ale tu słowo jest nietrafione.
Czemu?
Mam dyplom uniwersytecki.
I co z tego? Słuchaj, dziewczyno, wracaj do siebie. To nie jest twoje miejsce. Próbuję ci to wytłumaczyć od rana, ale ty nic nie chcesz słyszeć.
Dobrze, wyjdę. Ale co pani powie Krzysztofowi? Nie będzie zadowolony.
To nie twój problem! Wynoś się i nie wracaj. Nie jesteś tu mile widziana.
Zofia sama zdziwiła się swoją okrutnością. Nigdy nie przypuszczała, że zdolna jest do takich słów. Gorzkie słowa płynęły bez kontroli.
A Elżbieta?
Dziewczyna patrzyła na nią, doskonale rozumiejąc.
Jego matka była zazdrosna. Ledwo się znały, a nienawiść już wrze. I to dopiero począDrzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie Krzysztof wrócił wcześniej niż się spodziewano, trzymając w ręku pierścionek i szeroki uśmiech, a Zofia nagle zrozumiała, że walka o syna już dawno została przegrana.



