Krystyna kochała swojego męża całym sercem. Uważała, że ma ogromne szczęście, że go znalazła. Marek był troskliwym i czułym mężczyzną, zawsze gotowym dać z siebie wszystko dla ukochanej.
Ale z rodziną męża nie miała już tyle szczęścia. Mówi się, że w każdej rodzinie jest czarna owca. W przypadku rodziny Marka było dokładnie na odwrót wydawało się, że tylko on był normalny, a reszta stanowiła zbiór osobliwych charakterów.
Na przykład teść za każdym razem, gdy widział Krystynę, twierdził, że przytyła i pewnie ukrywa kogoś pod sercem. Choć Krystyna była w doskonałej formie i nie przybrała ani grama od poznania jego rodziców, to nie przeszkadzało Wojciechowi. Ta uwaga zdawała się być stałym elementem jego repertuaru nawet gdyby schudła dziesięć kilo, i tak by to powiedział.
Miał też zwyczaj robić niestosowne żarty, przez co Krystyna czuła się nieswojo. Jego obecność zawsze wprowadzała zakłopotanie. Do tego dochodziła jego irytująca mania chodzenia po domu bez koszulki.
Teściowa, Bożena, uwielbiała pouczać wszystkich, nawet w dziedzinach, o których nie miała pojęcia. Uczyła Krystynę, jak się ubierać modnie, jaką fryzurę nosić, jaki wybrać kolor szminki. Gdy para wprowadziła się do nowego mieszkania, Bożena dała upust swoim krytykom. Wścibiała nos w każdy kąt, komentując i tłumacząc, jak wszystko powinno być urządzone.
A potem była siostra Marka młoda, beztroska kobieta z dwójką dzieci od różnych ojców, z którymi Weronika nigdy nie była w poważnym związku. Ciągnęła swoje pociechy wszędzie ze sobą i jako matka oczekiwała, że świat będzie się przed nią uginał. Trzeba było ustąpić jej miejsca w autobusie, przepuścić w kolejce, obsłużyć przed innymi.
Mimo że dostawała alimenty od ojców dzieci, korzystała z zasiłków i mieszkała na garnuszku rodziców, Weronika wciąż szukała czegoś za darmo. Zabierała nawet rzeczy, których nie potrzebowała, ciesząc się jak dziecko na widok darmowych przedmiotów. Dlatego pół mieszkania było zawalone paczkami pieluch, których dzieci już nie używały (a Krystyna marzyła, by je sprzedać), stosami niepotrzebnych ubrań i zabawkami. Większość tych rzeczy była jej zbędna, ale twierdziła, że buduje biznes zbierała gratisy, udając biedną i potrzebującą, by potem to odsprzedać.
Jej dzieci były niegrzeczne i bezczelne, ale cóż przy takiej matce nie mogło być inaczej. Gdziekolwiek przyszły, od razu szukały słodyczy, zabierały wszystko, co leżało w zasięgu ręki, i brały cudze rzeczy bez pytania. Weronika nigdy ich nie upominała.
Krystyna z przerażeniem wspominała jedyny raz, gdy siostra męża zjawiła się u nich z dziećmi na wieczorze powitalnym. Podarowała zestaw do herbaty, ewidentnie zdobyty za darmo, a po ich wyjściu nie zostało ani słodyczy, świeża waza była stłuczona, a na firance widniały ślady czekolady. Przynajmniej Krystyna wmawiała sobie, że to czekolada.
Nic więc dziwnego, że gdy zbliżały się jej urodziny, postanowiła nie zapraszać rodziny męża. W przeciwnym razie impreza byłaby zepsuta bezpowrotnie. Teść robiłby niestosowne uwagi, teściowa uczyłaby ją życia, a Weronika żebrałaby o niepotrzebne gratisy dla dzieci, które tymczasem zamieniłyby mieszkanie Krystyny i Marka w pobojowisko.
Oczywiście, Krystyna czuła pewien dyskomfort wobec męża, ale bardzo liczyła, że zrozumie.
Marku, chciałabym świętować urodziny w domu. Zaproszę moich rodziców i kilku przyjaciół.
Świetnie, zgoda. W końcu nie urządziliśmy mieszkania tak ładnie dla samego patrzenia, co? uśmiechnął się.
Właśnie. Teraz wygląda jak studio fotograficzne. Ale
Co? zaniepokoił się.
Proszę, nie gniewaj się. Ale nie chcę zapraszać twoich rodziców.
Marek westchnął głęboko i skinął głową.
Przepraszam, ale naprawdę jest mi z nimi ciężko. A na moje urodziny chciałabym się zrelaksować, zamiast cały czas być na baczności powiedziała z przepraszającym spojrzeniem.
Zupełnie rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. Nie są łatwi.
Nie jesteś zły?
Wcale. To twój dzień, ma być tak, jak chcesz.
Krystyna po raz kolejny utwierdziła się w przekonaniu, że jej mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie. Czasem myślała, że musiał być adoptowany to by wszystko wyjaśniało.
Nie powiedziała teściom o przyjęciu, tłumacząc, że tym razem będą sami. Nawet poprosiła Marka, żeby im nic nie mówił.
Ale i tak się dowiedzieli. Bożena zadzwoniła do matki Krystyny, żeby omówić sprawę zawodową, ale przez przypadek się wygadała.
Więc tak twoja żona nas traktuje! krzyczała Bożena. Nie jesteśmy godni, tak?!
Mamo próbował ją uspokoić Marek Krystyna po prostu chciała spędzić urodziny z rodzicami i przyjaciółmi. To jej dzień, to ona decyduje. Gdyby to była duża impreza, na pewno byście byli zaproszeni.
Dobrze, już rozumiem. I powiedz swojej żonie, że jesteśmy śmiertelnie obrażeni!
Matka rzuciła słuchawkę, a Marek tylko pokiwał głową. Doskonale rozumiał Krystynę. Może nie wypadało tego mówić, ale zawsze wstydził się swoich bliskich. Nie chciał, by i ona się nimi stresowała.
Postanowił więc nic nie mówić, by nie psuć święta. Opowie jej o słowach matki po przyjęciu.
Rankiem, gdy Krystyna skończyła dwadzieścia sześć lat, Marek wręczył jej buPodał jej bukiet róż oraz bon do spa, wiedząc, jak bardzo była zmęczona po ślubie, remoncie i ciągłej pracy, a gdy po południu pojawili się nieproszeni goście, stanął po jej stronie bez wahania, bo prawdziwa miłość to nie tylko czułe słowa, ale też odwaga, by chronić ukochaną osobę przed światem nawet przed własną rodziną.



