To jednak mój apartament! Mama i cała rodzina protestują, gdy chcę wyrzucić ciężarną kuzynkę!
Przecież mi go podarowaliście!
Nie rozumiesz? To sprawa rodzinna! Jak możesz tak traktować własną siostrzenicę? Jest w ciąży, nie ma gdzie się podziać!
Zosia ściskała telefon w kuchni. Głos matki, mieszanka błagania i oskarżenia, wibrował w słuchawce. Klasyczna mama nawet prosząc o przysługę, potrafiła wzbudzić poczucie winy.
Mamo, chętnie pomogę, ale zawahała się, szukając słów. Kinga mieszka u mnie już osiem miesięcy. Osiem! Pamiętasz, jak ciocia Grażyna mówiła, że to tylko dwa tygodnie, aż znajdzie pracę?
No i co? Rynek jest trudny
Ona nawet nie szuka! Fala irytacji zalała Zosię. Wczoraj cały dzień siedziała w łazience, robiąc maseczki do włosów. Potem oglądała seriale. A potem
Zosiu, ona jest w ciąży
Dowiedziała się miesiąc temu! A przedtem co?
Ciężka cisza. Zosia usłyszała teatralne westchnienie matki, to samo, które mówiło: Co za nieczuła córka, źle cię wychowałam.
Mamo, to mój apartament. Wykupiliście część cioci Grażyny dla mnie, prawda?
Technicznie głos stał się ostrzejszy należy do rodziny. My tylko pozwalamy ci w nim mieszkać.
Zosia zamknęła oczy. No proszę. Znowu to samo.
Myślałam, że to prezent. Za dyplom.
Oczywiście! Ale wiesz, że w rodzinie trzeba
Co trzeba? przerwała. Znosić, jak Kinga wyjada moje zapasy, używa moich kosmetyków i wpuszcza swojego chłopaka pod moją nieobecność? Tego samego, od którego zaszła, swoją drogą.
Zosiu! Ton się zaostrzył. Ciocia Grażyna tak wiele dla nas zrobiła! Kiedy tata chorował, kto nam pomagał? Kto się tobą zajmował, gdy ja harowałam dzień i noc?
Westchnęła. Ten refren znała na pamięć. Wieczny dług wobec cioci Grażyny.
Jestem wdzięczna, naprawdę. Ale to nie znaczy, że powinnam
Dzwoniła do mnie wczoraj przerwała matka. Płacząc. Mówi, że dręczysz Kingę o byle co.
Zosia parsknęła śmiechem.
Byle co? Wzięła moją nową bluzkę bez pytania i ubrudziła sokiem! I jeszcze powiedziała: Nie gniewasz się, jesteśmy rodziną. Nawet nie przeprosiła!
Boże, to tylko ubranie
Nie chodzi o bluzkę! Gardło jej się ścisnęło. Chodzi o szacunek. Granice. Wracać do domu i czuć się jak obca.
Znowu cisza. W końcu matka szepnęła przekonująco:
Babcia byłaby taka rozczarowana. Dla niej rodzina to
Nie przerwała Zosia. Nie przywołuj jej przy każdej kłótni.
Ale to prawda! Ten apartament pochodzi z jej spadku. Chciała, żeby
Co? Żebym do końca życia utrzymywała Kingę? Żebym znosiła jej kaprysy? Żeby
Telefon zadrżał ciocia Grażyna. Oczywiście.
Mamo, dzwoni ciocia. Pewnie po to, żeby powiedzieć, jaka jestem złą kuzynką.
Odbierz. Bądź rozsądna.
Dobra westchnęła. Oddzwonię później.
Przechodząc rozmowę, przygotowała się mentalnie na wyrzuty.
Cześć, ciociu?
Kochanie! Przesłodzony głos. Jak się masz, moje słoneczko?
Słoneczko. Zosia skrzywiła się. Ten pseudonim nigdy nie wróżył nic dobrego.
Jakoś leci.
Kinga wspomniała o nieporozumieniach między wami?
Podniosła oczy do nieba. Nieporozumienia. Jasne.
Ciociu, mówiłaś o dwóch tygodniach. Miesiąc maksimum.
Liczysz jak komornik! Wymuszony śmiech. W rodzinie się tak nie robi.
A co się robi w rodzinie? Gniew narastał. Kradnie się cudze rzeczy? Wpuszcza obcych pod nieobecność gospodarza?
No Kinga jest po prostu towarzyska, ona
Jest przyzwyczajona, że wszystko się za nią załatwia. Moi rodzice wykupili twoją część. To był prezent dla mnie.
Nie do końca głos zlodowaciał. To rodzinna spuścizna. Twoja mama i ja ustaliłyśmy
Że sprzedałaś swoją część moim rodzicom. Po rynkowej cenie.
Zawsze te pieniądze! Histeryczne tony. A dziecko Kingi? Myślałaś o nim? Gdzie ona pójdzie?
Ma chłopaka. Ojca, nawiasem mówiąc.
Nieodpowiedzialnego! Wyjechał z Krakowa, gdy dowiedział się o ciąży.
Ciekawe dlaczego pomyślała, zanim odpowiedziała:
Macie z wujkiem Jackiem trzypokojowe mieszkanie. Dlaczego Kinga nie mieszka z wami?
Wymowne milczenie.
To skomplikowane. Jacek pracuje zdalnie. Poza tym tak świetnie się dogadujecie! To byłoby dobre przygotowanie dla ciebie, zanim sama zostaniesz mamą.
Świetnie. Zosia uśmiechnęła się gorzko. Kinga wieczna lekkoducha, a ona, ta odpowiedzialna, zawsze musi ustąpić.
Nie mogę tak dalej. Musi się wyprowadzić.
Co?! Głos stał się piskliwy. Ona jest w ciąży! Chcesz doprowadzić ją do poronienia?!
Zosia powstrzymała obelgi. Ostateczna broń: poczucie winy na odległość.
Nie wyrzucam jej na bruk od razu. Ma miesiąc na
Dzwonię do twojej mamy! To skandal! Po tym, co dla ciebie zrobiliśmy!
Rozmowa się urwała. Jej dłonie drżały.
Drzwi wejściowe zatrzasnęły się. Rozległo się stukanie obcasów.
Zosia! Miodowy głos. No zgadnij, kogo spotkałam? Maję z podstawówki! Wyszła za bogatego informatyka. Ten pierścionek można umrzeć z zazdrości!
Kinga weszła, opalona, z perfekcyjnym manicure i markowymi dżinsami. Zero oznak rozpaczy.
Słuchaj, a może byśmy przemeblowały? Rzuciła się na krzesło. Kanapę pod okno? I kącik dla dziecka
Zosia spojrzała na nią, czując, jak pęka ostatnia nitka cierpliwości.
Kinga, musimy porozmawiać.
Nie teraz, co? Pomachała ręką. Ból głowy. Te hormony! Muszę się położyć.
Kinga. Podniosła głos.Zosia wzięła głęboki oddech i powiedziała stanowczo: Pakuj się, masz do piątku, a potem, patrząc przez okno na warszawskie wieżowce, poczuła, że po raz pierwszy od dawna oddycha pełną piersią.



