**Dziewiętnasty dzień września**
Gdy tylko Weronika Wesołowska przekroczyła próg restauracji, poczuła, że coś jest nie tak. Było zbyt pusto jak na piątkowy wieczór, światło zbyt przyćmione, a kelner uśmiechał się zbyt nachalnie. Kamil, choć zwykle spokojny, ściskał jej dłoń mocniej niż zwykle.
Wasz stolik wskazał miejsce kelner, a Weronika weszła do małego pokoju. Setki świec migotały w półmroku, rzucając dziwne cienie na śnieżnobiały obrus. Na środku stołu stał ogromny bukit ciemnoczerwonych róż jej ulubionych. Gdzieś w tle cicho grała muzyka.
Kamilu westchnęła co się dzieje?
Zamiast odpowiedzi, Kamil uklęknął na jedno kolano, a w jego drżących dłoniach zabłysnął pierścionek.
Weroniko Kowalska powiedział uroczyście długo myślałem, jak uczynić tę chwilę wyjątkową. Ale zrozumiałem, że nie ma znaczenia gdzie i jak. Liczy się tylko jedno czy zostaniesz moją żoną?
Patrzyła na jego wzruszoną twarz, upartą grzywkę i nieśmiały uśmiech, a serce wypełniła jej niewypowiedziana czułość.
Tak szepnęła. Oczywiście, tak!
Pierścionek wsunął się na palec. Weronika przytuliła się do Kamila, wdychając znajomy zapach jego wódki kolońskiej, i pomyślała oto jest szczęście. Proste i jasne jak słoneczny dzień.
Lecz już tydzień później ich spokój się skończył.
Jak to, sami? oburzyła się Halina Kamińska, nerwowo poprawiając włosy. Tak się nie da! Ślub to poważna sprawa, potrzeba doświadczenia, kobiecej mądrości. Znalazłam już wspaniałą salę
Mamo przerwał jej łagodnie Kamil dziękujemy za pomoc, ale chcemy to zorganizować sami.
Sami? Halina Kamińska założyła ręce na piersi. Nic nie rozumiecie! Moja siostrzenica
Weronika w milczeniu obserwowała, jak przyszła teściowa krążyła po pokoju. Halina mówiła bez przerwy o tradycjach, o przyzwoitości, o tym, jak ważne jest, by nie stracić twarzy przed ludźmi. Jednocześnie szybko, oceniająco spoglądała po mieszkaniu jakby już planowała, co tu zmienić.
Mamo próbował Kamil wybraliśmy już restaurację. Biały jaśmin, słyszałaś o nim?
Halina Kamińska skrzywiła się, jakby bolały ją zęby.
Biały jaśmin? Ta nowomodna knajpa? Nie, nie, tylko Klasyka! Tam takie żyrandole, takie serwetki! A kierownik mój stary znajomy
Mamo głos Kamila zabrzmiał jak stal sami zapłacimy za wesele. I będziemy świętować tam, gdzie chcemy.
Halina Kamińska nie znalazła odpowiedzi. Uniosła podbródek:
No, jak uważacie. Tylko nie mówcie, że nie ostrzegałam.
Wyszła, zostawiając za sobą woń drogich perfum i uczucie nadciągającej burzy.
Przepraszam Kamil przytulił Weronikę, uśmiechając się przepraszająco. Ona bywa trochę emocjonalna.
Weronika milczała. Wewnętrzny głos szeptał to dopiero początek.
I tak było.
Następne tygodnie zamieniły się w pasmo kłótni, aluzji i ukrytych pretensji.
Halina Kamińska potrafiła znaleźć wady we wszystkim od kompozycji kwiatów po ustawienie stołów.
Różowe peonie? kręciła nosem. We wrześniu? Nie, tylko białe kalie! A dekoracja łuku musi być inna, bardziej wystawna. A muzycy Boże, naprawdę chcecie tej amatorszczyzny? Mam świetny kwartet z konserwatorium
Weronika trzymała się ostatkiem sił. Jedyną osobą, która ją uspokajała, była jej matka spokojna, mądra Barbara Wesołowska.
Nie przejmuj się mówiła, gdy córka, wyczerpana kolejną kłótnią o wesele, przychodziła do niej po otuchę. To twój ślub, ty decydujesz. A przyszła teściowa po prostu nie chce przyznać, że syn dorósł.
Lecz prawdziwa burza wybuchła przez tort.
Nie, tylko spójrzcie! Halina Kamińska trzęsła katalogiem cukierniczym. Trzy piętra? Gdzie cukrowe róże? Gdzie figurki pana młodego i panny młodej?
Mamo zmęczony głos Kamila chcemy prostego, eleganckiego tortu. Bez przepychu.
Prostego? Halina omal nie wybuchnęła płaczem. Chcesz zawstydzić matkę przed całym miastem? Żeby ludzie szeptali patrzcie, tort syna znanej architekt wygląda jak z jadłodajni!
Weronika nie wytrzymała:
Halino Kamińska, mówmy jasno. To nasz ślub. Nie pani.
W pokoju zapadła cisza.
Halina Kamińska zbladła, potem poczerwieniała i gwałtownie wstała:
No cóż mruknęła widzę, że jestem tu zbędna. Róbcie, jak chcecie!
Wypadła z mieszkania, trzasnąwszy drzwiami tak mocno, że zatrzęsły się szyby.
No i proszę westchnął Kamil obrażona.
Weronika milczała. W duszy czuła ciężar.
A dwa dni później wydarzyło się coś nieprawdopodobnego.
Gdy Weronika wpadła do salonu ślubnego na ostatnią przymiarkę, przypadkiem usłyszała, jak recepcjonistka mówi przez telefon:
Tak, tak, Halino Kamińska, pani suknia będzie gotowa na czas. Taki piękny odcień jasnokremowy, podobny do sukni panny młodej
Weronice pociemniało w oczach. Wybiegła z salonu, zapominając o przymiarce, i drżącymi palcami wybrała numer matki.
Mamo głos załamał się łzami ona specjalnie chce wszystko zepsuć Kupiła suknię jak moja
Spokojnie głos Barbary Wesołowskiej brzmiał twardo nie płacz, kochanie. Ja to załatwię.
Jak? Weronika była w rozterce.
Po prostu mi zaufaj i o nic się nie martw.
Rozmowa się urwała.
Weronika stała na ulicy, czując narastającą bezradność. Do ślubu zostały trzy dni, a ona już nie miała ochoty świętować.
Poranek ślubny zaczął się od deszczu. Weronika stała przy oknie, patrząc, jak krople spływają po szybie, i próbowała opanować drżenie w kolanach. Za plecami krzątały się fryzjerki, ale ich głosy brzmiały jak przez warstwę waty.
Weroniko, nie ruszaj się upomniała



