Córko, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Michał Sierociński. Przyjechałem do córki. To trudno opowiedzieć
Do Nowego Roku zostało kilka godzin. Wszyscy pracownicy dawno rozbiegli się do domów, ale Magdy nikt nie oczekiwał
Żeby nie wychodzić do pracy drugiego stycznia, postanowiła zrobić wszystko zawczasu.
W domu czekały na nią przygotowane wcześniej sałatki, owoce i butelka wina musującego.
Nie miała dla kogo się stroić. Marzyło jej się tylko zdjąć buty na obcasach i włożyć miękką piżamę.
Tak się złożyło, że z Bartkiem rozstali się kilka miesięcy temu, a rozwód był tak bolesny, że Magda nie śpieszyła się z nowymi związkami.
Teraz czuła się dobrze sama
Bartek próbował ją odzyskać, dzwonił kilka razy, ale Magda nie chciała zaczynać od nowa nic dobrego z tego by nie wyszło, nie byli dla siebie, zbyt skomplikowane to było.
Nie chciała nawet o nim myśleć, to przeszłość, po co psuć sobie święto.
Magda wysiadła z autobusu. Jeszcze kilka kroków i była w domu.
Przy klatce, na ławce, nagle zauważyła starszego mężczyznę. Obok niego stała mała choinka.
Pewnie do kogoś w gości! pomyślała.
Magda przywitała się, a mężczyzna skinął głową, nie podnosząc wzroku.
Wydawało jej się, że w jego oczach błysnęły łzy, a może to tylko odblask świateł, ale nie przywiązała do tego wagi i wbiegła do klatki.
Pod wieczór zrobiło się mroźno, a Magda wzdrygnęła się.
Po kąpieli włożyła ulubioną puszystą piżamę, nalała kawę i podeszła do okna.
Dziwne, ale mężczyzna wciąż siedział na ławce.
Minęła już ponad godzina, odkąd Magda wróciła, do Nowego Roku dwie godziny, jeśli przyszedł w gości, to czego siedzi na ulicy? I ten błysk w oczach! myślała.
Magda nakryła stół, włączyła lampki na swojej choince, ale myśli wciąż wracały do samotnego staruszka.
Po pół godzinie wyjrzała znów przez okno mężczyzna siedział nieruchomo.
Może źle się czuje? Może zamarznie.
Magda szybko narzuciła płaszcz i wyszła przed dom.
Podeszła do ławki i usiadła obok niego.
Spojrzał na nią i odwrócił wzrok.
Przepraszam, wszystko w porządku? Zauważyłam, że pan tu długo siedzi sam. Na dworze zimno. Może mogę jakoś pomóc?
Starzec westchnął:
Nic, córeczko! Wszystko w porządku, posiedzę chwilę i pójdę.
Dokąd?
Na dworzec. Wrócę do domu.
To nie tak. Nie chcę pana jutro rano znaleźć na tej ławce. Proszę wstać! Wstań pan, proszę! Chodźmy do mnie. Ogrzeje się pan, a potem pojedzie tam, gdzie trzeba.
Ale
Żadnych ale! Chodźmy!
Magda wiedziała, że gdyby widziała ją teraz Ania, jej przyjaciółka, to zrobiłaby wielkie oczy i Ale jej tu nie było, a zostawić starszego człowieka sama nie mogła.
Dziadek wstał z ławki i wziął choinkę.
Mogę zabrać?
Oczywiście, dlaczego nie.
Weszli do mieszkania, staruszek skromnie postawił choinkę w przedpokoju i rozebrał się.
Każdy krok przychodził mu z trudem, widać było, że rzeczywiście zmarzł.
Usiadł w kuchni, Magda nalała herbaty, a on długo ogrzewał dłonie, trzymając kubek. Wziął kilka łyków i podniósł wzrok.
Córko, nie myśl źle! Nie jestem bezdomny. Nazywam się Michał Sierociński. Przyj



