Dawno temu, w małym miasteczku pod Krakowem, żyła sobie para Michał i jego żona, Bronisława. Pewnego jesiennego poranka, gdy deszcz mżył nad ulicami, Bronisława szykowała się do pracy w miejscowej jarcie.
“Chcę zrobić test jeśli Danusia jest naprawdę moja, zabiorę ją” myślała w duchu.
“Bierz ją choćby teraz, bo tylko pod nogami się plącze zmęczyło mnie to, karmić trzeba, ubierać, a ja sobie nawet czasem nie kupię niczego, byle jej coś do jedzenia dać. Takie życie Daj pieniędzy, Michał, co?”
Bronisława szybko przygotowała mężowi kanapki, zawinęła je w papier i położyła na stole. Michał pracował w warsztacie samochodowym, nie mając czasu na obiady, więc zawsze brał jedzenie ze sobą.
Gdy wychodziła z domu, parasol wyślizgnął jej się z dłoni i z hukiem upadł na podłogę. Kobieta zastygła, spojrzała do sypialni mąż nie obudził się.
“Jaka ja nieuważna!” pomyślała, cicho zamykając drzwi.
Autobus przyjechał szybciej niż zwykle. Bronisława usiadła przy oknie, patrząc na mokre ulice, i zamyśliła się nad swoim życiem. Mimo że nie byli bogaci, uważała, że żyją szczęśliwie. Tylko jedno ją martwiło nie mieli dzieci, a tak bardzo pragnęła maleństwa.
Trzy lata małżeństwa, badania, a lekarze tylko rozkładali ręce wszystko było w porządku.
Gdy wysiadła z autobusu, musiała przejść przez park, gdzie zauważyła małą dziewczynkę siedzącą na mokrej ławce. Dziecko drżało z zimna, a po policzkach spływały jej łzy.
“Witaj! Dlaczego tu siedzisz sama?” zapytała delikatnie.
“Mama mnie wyrzuciła” szepnęła dziewczynka.
Bronisława nie mogła w to uwierzyć.
“Jak to wyrzuciła?”
“Była śpiąca, a ja byłam głodna. Obudziłam ją, a ona krzyczała. I teraz jestem tu.”
“Jak się nazywasz?”
“Danusia.”
Bronisława westchnęła.
“Gdzie mieszkasz?”
“Tutaj niedaleko.”
Poszły wskazaną drogą i wkrótce stanęły przed blokiem. Nacisnęła dzwonek, ale nikt długo nie otwierał. W końcu drzwi uchyliła zaspana kobieta w brudnym szlafroku.
“Proszę wejść” mruknęła, patrząc na dziewczynkę z obojętnością.
W mieszkaniu unosił się stęchły zapach, a kurz pokrywał meble. Bronisława dostrzegła na półce zdjęcie takie samo, jakie widziała w albumie męża, tylko tam było przycięte, a tu stał Michał z kobietą, która teraz przed nią stała.
“Twoja córka płakała w parku, a ciebie to nie obchodzi? Jaka z ciebie matka?” wybuchnęła.
“A ty mnie będziesz uczyć? Swoje wychowuj! A do mojej się nie wtrącaj!” odparła tamta, po czym odwróciła się do Danusi. “Gdzie się włóczyłaś?”
Dziewczynka zniknęła w drugim pokoju, a Bronisława wyszła, czując, że coś tu jest nie tak.
Wieczorem pokazała Michałowi zdjęcie.
“Kochanie, kto to jest z tobą?”
“To była Ewa spotykaliśmy się długo, nawet chcieliśmy się pobrać, ale zostawiła mnie dla innego.”
“A dlaczego przyciąłeś zdjęcie?”
“Nie mogłem znieść, że nie zostawiła mojego dziecka Gdy się rozstaliśmy, była w ciąży, ale powiedziała, że je usunęła. Wyjechałem z miasta, poznałem ciebie Ale dlaczego pytasz?”
Opowiedziała mu o Danusi i Ewie.
Michał zbladł.
“Ile ma lat?”
Gdy usłyszał odpowiedź, wstał.
“Gdzie one mieszkają?”
Następnego dnia zapukał do drzwi Ewy.
“Ty? Czego chcesz?” zapytała, nie poznając go od razu.
“Danusia może być moją córką. Chcę to sprawdzić.”
“Pożycz pieniędzy, co? Alimentów mi nie płaciłeś. Daj chociaż stówę.”
“Oszukałaś mnie. Mówiłaś, że nie masz dziecka.”
“Chciałam, ale Waldek obiecał, że je wychowa Potem nas zostawił, gdy Danusia miała trzy miesiące. Chciałam wrócić do ciebie, ale już wyjechałeś.”
“Zrobię test. Jeśli jest moja, zabiorę ją.”
“Bierz, ile chcesz! Męczy mnie to karmić, ubierać Takie życie. Daj pieniędzy, Michał.”
Danusia podeszła nieśmiało.
“Ty jesteś moim tatą?”
Michał pochylił się.
“Tak, Danusiu. Chcę, żebyś zamieszkała ze mną. Zgadzasz się?”
Dziewczynka spojrzała na matkę, potem na niego.
“A nie będziesz mnie krzywdził?”
“Nigdy.”
Danusia skinęła głową.
“To zgadzam się.”
Gdy wychodzili, Ewa dogoniła ich na klatce.
“Pieniądze masz? Pożycz.”
Michał wsunął jej kilka banknotów, ale wrócił po Danusię. W jego głowie była jedna myśl:
“To moja córka. Nie mogę jej tu zostawić.”
Wieczorem Danusia przekroczyła próg ich domu. Bronisława patrzyła na nią, nie wierząc w to, co się stało. Gdy dziewczynka baw



