Rodzony syn zdradził swoją matkę
Na studniówce wszystkie dziewczyny chciały z nim zrobić sobie zdjęcie. Wybrał Kingę Ani urodą nie błyszczała, ani rozumem, ani wiedzą. Ale jej ojciec był lokalnym dygnitarzem. I suknia Kingi na studniówce była najdroższa I na studia też się dostała. Tak to już poszło jak tylko wzięła go za rękę tamtego wieczoru, to nie puściła przez lata, aż doprowadziła go do ślubu.
***
ŻYCIE JAKIE JEST. Synuś
Małym zachwycali się jak obrazkiem. Nie tylko był przystojny, ale i umiał się przypodobać. Weźmie go ktoś na ręce a on tuli się jak własne dziecko. Nawet obcy dawali mu cukierki. Bożena bała się, żeby nie urokili jej dziecko. A gdy poszedł do szkoły, bywało, że dziewczyny kłóciły się między sobą wszystkie chciały się z nim przyjaźnić, a potem spotykać. Krzysiu prymus i sportowiec. Tylko bardzo biedny. Ale miejscowe elegantki nie zwracały uwagi na to, że ich idol nosił jedną parę dżinsów, aż do dziur na kolanach. Z kogoś innego może by się śmiały, ale z niego nigdy! Na studniówce wszystkie chciały z nim zrobić zdjęcie. Wybrał Kingę Ani urodą nie błyszczała, ani rozumem, ani wiedzą. Ale jej ojciec był kimś ważnym. I suknia Kingi na studniówce była najdroższa I na studia też się dostała. Tak to już poszło jak tylko wzięła go za rękę tamtego wieczoru, to nie puściła przez lata, aż doprowadziła go do ślubu.
Bożena przed ślubem sprzedała prosiaka, oddała synowi pieniądze i tyle! Wziął Krzysiu te kilka tysięcy i poszedł
* * *
Do wsi Bożena przyjechała z małym chłopcem na rękach. Czy ludzie to wymyślili, czy naprawdę tak było kto wie. Podobno dom kupił jej ojciec dziecka, żeby nie miała do niego pretensji, bo był żonaty. Nikt ze wsi nigdy nie widział jej rodziny. Żyła skromnie. Pracowała w sklepie, miała małe gospodarstwo. Bywało, że zalecali się do niej kawalerowie, ale gdzie tam! Nikogo nie przyjmowała, mawiała mam męża! Śmiech! Gdy przyjaciółki zaczynały o tym mówić, że ciężko samej Wściekała się.
Gdy zaprowadziła Krzysia do pierwszej klasy, już pierwszego dnia zobaczyła go Wiktora, nauczyciela wuefu, który zaraz po studiach przyjechał do szkoły. Spotkali się wzrokiem jakby przypadkiem. A potem oczy same szukały drugich Jakoś nie zauważyli, kiedy zaczęli się spotykać. On woził Krzysia na rowerze, uczył go naprawiać dętki, chodzili razem do lasu zimą, a wiosną sadzili warzywa. Bożena bała się powiedzieć synowi prawdę, bo widziała, jak gdy tylko przytuliła Wiktora, a nawet gdy położyła na nim rękę przy dziecku chłopak jeżył się i milknął.
Dlaczego, synku? On jest dobry! Będzie twoim tatą szeptała chłopcu, gdy tylko kochanek wychodził.
Nie chcę, żebyś go kochała! Chcę, żebyś kochała tylko mnie! burczał malec.
Pewnego dnia Krzysiu obudził się i zobaczył w łóżku matkę z Wiktorem.
Od teraz tak będzie, chłopcze! przytulił go mężczyzna, który naprawdę całym sercem go pokochał.
Nie będzie! Nie chcę, żebyś z nami mieszkał! wrzasnął na całe gardło. Nie chciał z nimi jeść śniadania i uciekł gdzieś. Dopiero wieczorem znalazła go matka i przyprowadziła do domu.
On jest w domu? zapytał przez łzy, wskazując na drzwi.
Jest
Niech idzie. Bo ja nie wejdę!
Synku! On cię nawet słowem nie uraził! Będziemy żyć jak rodzina, jak wszyscy przekonywała dziecko.
Nie chcę jak wszyscy! Chcę tylko z tobą! On nie jest moim ojcem!
Będzie twoim ojcem, zobaczysz
Wiktor wyszedł z domu z walizką, tak jak przyszedł. Przytulił Bożenę, pocałował w czoło.
Pomyśl, Krzysiu. Nie jestem waszym wrogiem powiedział, jakby zawstydzony. Zastanów się?
Nie! chłopiec pokręcił głową i odwrócił się.
Jeśli go przyjmiesz ucieknę! powiedział matce, gdy za Wiktorem zamknęła się furtka.
Bożena wybrała syna. Wiktor wyjechał ze wsi, chyba daleko, bo nikt go tu więcej nie widział. A Bożena przed Nowym Rokiem urodziła jeszcze jednego syna Jasia. Martwiła się, że starszy nie zaakceptuje młodszego, ale Krzysiu, który zawsze był ciekawy świata, nawet nie zapytał, skąd wziął się mały chłopiec. Kochał go, opiekował się nim. A Bożena wciąż czuła się winna starszemu, bała się powiedzieć mu nawet słowo na opak.
Mój Krzysiu taki dorosły chwaliła się przyjaciółkom takie złote dziecko, że to ja u niego rady szukam.
Tamte tylko prychały, bo dobrze wiedziały, że to przez radę syna Bożena została samotna
Że Krzysiu ze szkoły przyjaźnił się z Kingą, tylko się cieszyła. Ona z bogatej rodziny, jak się pobiorą, to pomogą mu stanąć na nogi pocieszała się nadzieją.
Jak zawsze, czekała w sobotę na syna-student



