Wnuczko, posłałabyś dziadkowi w łazience! Nie chcę się ośmieszać przed przyjaciółmi! oznajmiła teściowa.
Jadziu, już niedługo przyjadą moi przyjaciele z Czech. Pamiętasz, mówiłam, że zostaną u nas kilka dni? Teściowa podeszła do Jagody pochylonej nad laptopem.
Młoda kobieta oderwała zmęczone oczy od ekranu, uśmiechnęła się łagodnie i skinęła głową. Była wykończona, a jeszcze nawet nie skończyła projektów nowej kolekcji ubrań, nad którą pracowała od podstaw. Roboty było mnóstwo, więc nawet w domu każdą wolną chwilę poświęcała pracy. Oczy ją piekły, a obraz czasem się rozmazywał. Powinna zrobić sobie przerwę, wyjść na podwórko, posiedzieć na huśtawce i złapać oddech. Tak też postanowiła, ale nie wiedziała jeszcze, że za chwilę humor jej się całkiem zepsuje.
Oczywiście, pamiętam. Mówiłaś. Przyjeżdżają jutro, tak?
Właściwie to dzisiaj odparła niechętnie Danuta Nowak i uniosła podbródek.
Ojej! W pracy się zakopałam, nawet nie pamiętam, jaki dziś dzień. Mogę ci w czymś pomóc? Coś przygotować? Posprzątać?
Już wszystko zrobiłam. Nie doczekałam się pomocy. Ale to nic, przyszłam z inną sprawą. Wiesz co? Posłaj dziadkowi w łazience. Niech tam sobie pobędzie parę dni. Ubikacja jest na dworze, blisko, jedzenie mu zaniesiesz, nic mu nie będzie. Niech się za bardzo nie pokazuje. Powiemy, że to nasz ogrodnik, przygarnęliśmy go. Rozumiesz, przyjeżdżają ważni dla mnie ludzie, nie chcę się ośmieszać.
Słowa Danuty nie brzmiały jak prośba. Mówiła z irytacją, sugerując, że synowa ma zrobić tak, a nie inaczej. A jeśli się nie posłucha, to nic dobrego jej nie grozi.
Danuto, co ty wygadujesz? Jak mój dziadek miałby cię ośmieszyć? Jagoda zaczerwieniła się z oburzenia.
Teściowa i dziadek, Stanisław Kowalski, nie przepadali za sobą. Dziadek starał się nie kłócić z zrzędliwą babą, jak ją nazywał, ale napięcie między nimi było wyczuwalne.
Słyszysz, co mówię. Czy to takie trudne? Nie chcę się ośmieszać! Ten staruszek to niechluj. Przy stole ani razu nie zje, żeby się nie zakrztusić albo czegoś nie rozlać.
Bo ma problemy z przełykiem twarde jedzenie go dusi. A ręce mu się trzęsą po latach pracy w hucie. Wiesz o tym doskonale. I mimo to jest wspaniałym człowiekiem. Nie rozumiem twoich pretensji. Jak niby miałby cię ośmieszyć? Co on ma w ogóle do ciebie?
Jagódko, ty podnosisz na mnie głos? Czy ja ci coś złego zrobiłam? Prosiłam o drobiazg, ale jeśli nawet to jest dla ciebie za trudne, to zapamiętam. Wychowałam ci takiego męża, powierzyłam go w twoje ręce, a ty na mnie krzyczysz!
O żadnym krzyku mowy nie było, ale Danuta widziała to po swojemu.
Uniosła podbródek jeszcze wyżej (choć wydawało się to niemożliwe) i wyszła z pokoju synowej, trzaskając drzwiami. I skąd u niej ten nawyk? Zadzieranie nosa i trzaskanie drzwiami?
Jagoda była wściekła. Jak Danucie język się nie zawinął, by prosić o coś takiego? Właściwie nawet nie prosiła żądała. Widać było, z jaką pogardą mówiła o dziadku, więc Jagoda postanowiła porozmawiać o jej zachowaniu z mężem. Tym bardziej że Krzysztof miał lada chwila wpaść na obiad.
Zajrzała do dziadka, upewniła się, że wszystko w porządku, włączyła mu lampkę i zwymyślała, że znowu majsterkuje przy swoich drewnianych szkatułkach bez dodatkowego światła.
Wnuczko, to tylko chwila. Dokończę ten wzorek i się położę. Zmęczyłem się dziś uśmiechnął się dobrodusznie Stanisław.
Kiedyś to ja tak mówiłam, że tylko stronę doczytam, a ty się gniewałeś. Pamiętasz?
Dziadek się roześmiał. Na sercu zrobiło się trochę lżej.
Krzysztof wrócił na obiad, ale nie udało się z nim porozmawiać na osobności, bo Danuta kręciła się wokół syna, nalegając, by wcześniej wyszedł z pracy i pojechał po jej przyjaciół na lotnisko.
Mamo, Jagoda ma prawo jazdy. Dogadajcie się. Nie mogę. Dzisiaj mamy ważne zamówienie. Żadnego wcześniejszego wyjścia. Może nawet się spóźnię.
Obiecałeś! Rzadko cię o coś proszę. Dla mnie ważne, żeby to syn mnie zawiózł! wyrecytowała Danuta.
Nadąsana wyszła, a Jagoda ciężko westchnęła. Krzysztof po minie żony domyślił się, że rośnie napięcie, które może przerodzić się w konflikt.
Co się stało, kochanie? Martwisz się czymś?
Twoja mama ostatnio zachowuje się dziwnie, jakby chodziło o życie i śmierć. Dzisiaj zażądała, żebym posłała dziadkowi w łazience, bo boi się, że ją ośmieszy przed gośćmi. Krzysztof, rozumiem wiele, ale to już przesada, nie uważasz?
Krzysztof głośno westchnął, podrapał się po głowie i zamyślił. Zachowanie matki go zastanowiło wiedział, że często przekracza granice. A ostatnio bezczelność była jej ulubioną rozrywką. Może zawsze taka była? Czasem Krzysztofowi przychodziło do głowy, że ojciec nie bez powodu odszedł. Matka nieustannie mu wmawiała, jaki to ojciec był zły A może po prostu nie wytrzymał jej charakteru?
A co jej odpowiedziałaś?
Oczywiście, że nie. Nie zamierzam tak traktować dziadka. To nienormalne.
Masz rację. Pogadam z mamą, jeśli znowu coś takiego spróbuje. Obiecuję.
Krzysztof wstał od stołu, pocałował żonę w policzek i pospieszył do samochodu w pracy rzeczywiście miał po uszy roboty.
Ponieważ mężczyzna nie zdążył wcześniej wyjść, to Jagoda zawiozła teściową na lotnisko. Po ich rozmowie napięcie nie zniknęło rosło jak śnieżna kula. Pytanie tylko, kiedy lawina runie i ich przysypie. Jagoda czuła się winna, choć wiedziała, że ma rację. Nie lubiła kłótni, zwłaszcza z bliskimi. Marzyła, by ułożyć sobie relacje z teściową, ale jak? Kobieta wymyślała sobie dziwne urazy, dąsała się, a Jagoda czuła się bez winy winną. Bo nie znosi


