Czuł, że nikt tu nie cieszy się z jego odejścia, kolejnego poszukiwania nowego schronienia i jedzenia – ale jego łapki nie były w stanie utrzymać wycieńczonego, chorego ciała…

Znasz to uczucie, że nikt nie cieszy się, że znowu musisz wyruszyć w poszukiwaniu nowego schronienia i jedzenia, a twoje łapki nie wytrzymują już wyczerpanego, chorego ciała? Doskonale rozumiesz, że nikt tu nie czeka. Musisz dalej pełzać, szukać azylu, znaleźć pożywienie ale kończyny nie utrzymują już słabego, chorego organizmu

Zuzanna Kowalska od zawsze była osobą niezwykle odpowiedzialną.

W przedszkolu pilnowała, by dzieci odkładały zabawki na miejsce. W szkole powierzono jej dyżury przy stołówce. Na uczelni prowadziła koło studenckie, a w pracy samodzielnie zbierała fundusze na firmowe imprezy i upominki dla kolegów. Odpowiedzialność zdawała się być wpleciona w jej charakter niczym sznur w rękawiczki.

Dlatego, kiedy mieszkańcy jednogłośnie wybrali ją na zarządcę ich kamienicy, Zuzanna nie była zaskoczona. Pomimo młodego wieku z zapałem podjęła sięcz.

Zuzanko, na czwartym piętrze Królewscy huczą aż do późnej nocy, nie da się odpocząć narzekała starsza sąsiadka, pani Stanisława Borkowska.

Zuzanna zabrała się do porządkowania; przemówiła do zakłócających tak przekonująco, że nawet najgłośniejsi lokatorzy przyznali się do winy i obiecali zmiany.

Zuzanko, ktoś po prostu wyrzuca śmieci na podłogę, nie wnosząc ich do pojemnika! jęknęli mieszkańcy.

Zuzanna stanęła w środku, od razu wyczuła nieporządek i bezlitośnie go upokorzyła. Korytarz lśnił czystością, a przy wejściu rozkwitał rabat pełen barwnych kwiatów. Zuzanna była dumna z porządku i od czasu do czasu zatrzymywała się przed budynkiem, by podziwiać efekty swojej pracy. Wszystko było tak, jak powinno. Poradziła sobie z tym. Mądra dziewczyna.

Aż pewnego dnia przed kamienicą pojawił się pies

Brudny, kudłaty, szczupły, rudo-biały mieszaniec, który wpadł pod balkon, by tam przetrwać noc.

Zauważyły go najpierw dzieci. Podbiegły, a matki, dostrzegając niebezpieczeństwo, wykrzyknęły przerażone:

Natychmiast z powrotem! To może być niebezpieczne!

Złapały dzieci i odgarnęły nieszczęśliwego zwierzaka:

Znikaj stąd! Biegnij! Znikaj!

Pies próbował wstać, ale nie udało mu się. Potem podjął się pełzania, co okazało się jeszcze ponad jego możliwości. Zaczął cicho płakać, spoglądając na krzyczących ludzi. Wielkie łzy spływały mu po pysku.

Matki były zakłopotane. Sytuacja wymagała zdecydowanego działania, ale wezwanie służb ochrony zwierząt czy policji wydawało się przesadą. Wtedy na scenę wkroczyła Zuzanna jedyna nadzieja.

Tam jest pies! krzyknęły jednocześnie. Zuzanko, ogarnij to! Niebezpieczny!

Zuzanna podeszła i zerknęła pod balkon. Spojrzenia się spotkały jej surowe, jego zdezorientowane.

Pies westchnął i jeszcze raz bezskutecznie próbował się podnieść. Zrozumiał, że nie ma tu nic dla niego. Nie miał siły ani chodzić, ani wspinać się. Z jego pyska wydobył się jedynie cichy jęk.

Serce Zuzanny zadrżało.

Wygląda na to, że ma kontuzję łapki powiedziała głośno. Trzeba go zabrać do weterynarza.

Matki spojrzały na siebie, myśląc: Tylko nie my będziemy tu włóczyć! i z pośpiechem wciągnęły dzieci do domu:

No, chodźmy już! Dzieci też muszą iść spać! Zuzanko, ogarnij to!

I zostawiły dziewczynę samą z porzuconym zwierzakiem.

Zuzanna westchnęła, sięgnęła po portfel i przeliczyła, czy wystarczy złotówek na wizytę u weterynarza. Nie mogła go podnieść nie tylko był brudny, ale i ciężki.

Szukając pomocy, rozejrzała się i zauważyła pod blokiem wjeżdżającego starego Fiata 126p tego samego, którym jeździła rodzina Królewska.

Z samochodu wyskoczył Michał Nowak.

No proszę, strażak całego bloku! Co tu się stało? mrugnął rozbawiony.

Potrzebuję pomocy odpowiedziała poważnie Zuzanna i skinęła w stronę balkonu.

Michał się pochylił, zauważył psa.

Twój?

Oczywiście, że nie! wykrzyknęła Zuzanna, zakłupiona. Trzeba pomóc. Weterynarz jest blisko, ale nie mamy środka, by go przewieźć.

Michał przyjrzał się psu, potem swojemu autu i westchnął ciężko:

Znam mojego szefa rozumie, że trzeba zrobić coś dobrego.

Wyciągnął z bagażnika przepasaną szmatę i położył ją na siedzeniach.

Ruszamy ratować! Jeśli będzie kłopot, ty mnie pokryjesz!

Jasne! obiecała Zuzanna i ostrożnie zwróciła się do psa: No, kochanie, jedziemy do lekarza. Wytrzymaj.

Pies nie protestował, pozwolił się podnieść. Zuzanna głaskała go po całej drodze, szepcząc kojące słowa.

W przychodni czekał młody lekarz z kręconymi włosami i poważnym wyrazem twarzy. Skrupulatnie zbadał pacjenta, założył szynę na złamaną łapę i odnotował leki.

Trzeba dużo leżeć, ma pęknięcie wyjaśnił weterynarz.

A czy jest w ciąży? zapytała Zuzanna, zakręcając się w sobie.

Wygląda tak, tak właśnie potwierdziło się niedawno skinął.

Co z nią zrobić? dopytała, ledwo łapiąc oddech.

Nie mogę jej zabrać do domu odparł Michał. Lubię ją zostawić w budynku.

Nie mam możliwości dodała cicho Zuzanna.

Potrzeba była natychmiastowa.

Zbierzmy wszystkich mieszkańców! Razem wymyślimy coś! zaproponował zdecydowanie Michał.

Mam nadzieję, że tak przytaknęła lekarz. Za tydzień przyjdą z powrotem, by pokazać postępy. Jak się nazywacie?

Zuzanna odpowiedziała podając imię.

A jak nazywa się pies? dopytał lekarz.

Michała wymiana spojrzeń nie było obroży, nie było biletu.

Agata! pierwsze, co przyszło Zuzannie do głowy.

Pies podniósł uszy i spojrzał na Zuzannę.

Podoba ci się imię? Będziesz Agatą? zapytała delikatnie.

Pies tylko zamruczał.

Zgoda odnotował lekarz z uśmiechem. Możecie zabrać Agatę. Jestem pewny, że będziecie się nią dobrze opiekować.

Gdy trójka wróciła na korytarz, czekał ich surowy patrzący na nich Michał Nowak, rękę na biodrze.

Gdzie się podziewałeś? wykrzyknął, ale gdy zobaczył Michała z psem w ramionach, zamilkł i szeroko otworzył oczy.

Michał, to pies wpadł do budynku i jeszcze jest w ciąży Zabraliśmy go do weterynarza tłumaczył pospiesznie Michałotny.

W taką pogodę pod balkon? wybuchła Milena potrzebuje ciepła i przytulnego miejsca!

Dlatego chcemy porozmawiać z sąsiadami kontynuował Michał. Może wspólnie znajdziemy rozwiązanie.

Zaskakująco Milena nie sprzeciwiła się. Matka instynkt wzięła górę. Razem z Zuzanną ruszyli po mieszkaniu, zbierając mieszkańców na nadzwyczajny zjazd.

Nikt nie chciał przyjąć psa, ale pojawił się pomysł: zbierać pieniądze na budkę dla psa pod balkon, a także założyć mały fundusz na karmę.

Tak powstał własny domek Agaty.

Mały, przytulny domik zamieszkał pod dużym budynkiem, jak miniaturowa replika. Wnętrze wypełnili miękkimi szmatkami, ułożyli wygodne legowisko. Agata ostrożnie wchodziła, nie obciążając bolącej łapki.

Powinniąłbym też napisać oświadczenie do starosty zasugerowała Zuzanna. Niech to będzie formalne.

Mieszkańcy szybko podpisali dokument, a Zuzanna z własnych sił dostarczyła go na komisariat. Na szczęście przyjęli go z wyrozumiałością i oficjalnie zezwolili, by pies pozostawał na terenie kamienicy.

Gdy Zuzanna wróciła do swojego schludnego mieszkania, poczuła satysfakcję z wypełnionego obowiązku, ale sen nie przychodził.

Po kilku nieudanych próbach ubrała się i poszła zobaczyć Agatę.

Jak się trzymasz? zapytała, siadając na ławce.

Pies cicho wyciał. Było mu już ciepło, ból ustąpił, a najważniejsze obok stał człowiek, któremu powoli zaczynał ufać.

Do zobaczenia obiecała Zuzanna. Może wymyślimy coś jeszcze lepszego

Nie wiedzia, co los jeszcze przygotuje.

Zuzanna będzie jeszcze niejednokrotnie wozić Agatę do weterynarza, aż w końcu wyzdrowieje. Młody lekarz, Paweł, nie tylko będzie dbał o rudego psa, ale i o odpowiedzialną, szczerego Zuzannę.

Pewnego dnia zaproponował jej rękę, a Agata zamieszka razem z nimi w domku na wsi, gdzie zmieści się cała rodzina ludzie i zwierzęta.

W międzyczasie Michał Nowak dowiedział się, że spodziewa się dziecka, a w ich okolicy zmienia się przyroda. Ich mieszkanie przestanie być najgłośniejsze w bloku, a gdy przyjdzie na świat mała Zuzanna, nawet surowa Milena tylko się uśmiechnie, nie narzekając.

Czwarta kamienica w całym bloku odczuje pozytywne zmiany, choć nikt nie pomyślał, że wszystko zaczęło się w dniu, gdy pod balkon pojawił się rudawy pies.

A Zuzie, która teraz mieszka w innym miejscu, ale zachowała niepohamowaną dobroć, pewnego popołudnia, bawiąc się z Agatą i jej małym szczeniakiem, uśmiecha się i myśli:

Jestem tak szczęśliwa Dziękuję Ci, Wszechświacie! A wszystko to zaczęło się od naszej Agaty, psa z czwartej kamienicy.

Rate article
Fajna Tajna
Czuł, że nikt tu nie cieszy się z jego odejścia, kolejnego poszukiwania nowego schronienia i jedzenia – ale jego łapki nie były w stanie utrzymać wycieńczonego, chorego ciała…