Wkrótce wrócę…
Przy wyjściu z metra zrobił się zator. Na zewnątrz lał solidny deszcz. Szczęśliwi posiadacze parasoli zatrzymywali się w drzwiach, wyciągając je z toreb. Ci, którzy nie mieli, nie spieszyli się, by wyjść na deszcz. Ale z tyłu napierali ludzie, wypychając tych, którzy utknęli w drzwiach, prosto pod strugi wody.
Wyciągnij parasol powiedział Jakub tuż przy wyjściu.
Nie mam parasola odparła zmieszana Bogna, nie mogąc oprzeć się naciskającemu tłumowi.
Przecież mówiłem rano, że będzie padać zirytował się Jakub, stojąc pod deszczem i z tęsknotą spoglądając na drzwi metra.
Spóźniałam się, wpadłam w wir spraw Mógłbyś sam wziąć. Zresztą, twój parasol jest większy, zmieścilibyśmy się pod nim we dwoje odcięła się Bogna.
No dobra, nie jesteśmy z cukru, nie rozpuścimy się Jakub ruszył zdecydowanie naprzód, a Bogna ledwie nadążała.
Właśnie, że duży. Wczoraj taszczyłem go cały dzień, a deszczu ani śladu. Ty masz składany. Po co w ogóle wyciągałaś go z torebki? mamrotał po drodze.
Suszyłam
Szli i kłócili się, przekrzykując szum deszczu.
Sobie zawsze znajdziesz wymówkę, a mnie od razu stawiasz pod ścianą oburzyła się Bogna, zmęczona tą wymianą zdań.
Nie stawiam cię pod ścianą, po prostu powiedziałem
Powiedziałeś tak, że znowu poczułam się winna. Nie można było powiedzieć tego inaczej, bez wyrzutów? Albo w ogóle się nie odzywać? Mam już dość twoich docinek. Potrafisz z igły zrobić widły powiedziała urażonym tonem.
Deszcz nazywasz igłą? nie odwracając się, zapytał mąż. Po prostu powiedziałem
Och, nie zaczynaj znowu. Dość! Mam dość przerwała mu Bogna.
Łapała powietrze z powodu szybkiego marszu, a jej głos drżał.
Jakub jeszcze burczał pod nosem, ale ona już nie odpowiadała, więc i on w końcu umilkł. Bogna wiedziała, że nie miała racji, a ten deszcz Ubranie szybko nasiąkło, przyklejając się do ciała. Z włosów spływała woda.
Kiedy to się zaczęło? Te drobne sprzeczki, docinki. A może zawsze tak było? Pewnie tak. Tyle że wcześniej starała się ustępować, gasić iskry pretensji, zanim rozgorzeje kłótnia.
Naprzeciw nich szedł mężczyzna. On też nie miał parasola, ale wyglądał, jakby czerpał przyjemność z deszczu. Szedł powoli, z rękami w kieszeniach dżinsów. Serce Bogny zabiło szybciej, wyprzedzając oczy i rozum. Krzysztof!
Bogna nie mogła oderwać wzroku od jego twarzy. On też na nią patrzył, ale mijając ją, nagle odwrócił wzrok. Jak to rozumieć? To przecież on! Nie mogła się pomylić. A jednak przeszedł obok, nawet nie przywitał się. A może jednak się myliła? Ludzi podobnych do siebie jest mnóstwo. Bogna zrobiła gwałtowny wdech. Okazało się, że cały czas wstrzymywała oddech. Z żalu i dezorientacji w oczach pojawiły się łzy, na szczęście twarz była mokra od deszczu.
Znasz go? Dlaczego tak się na ciebie gapił? mąż pochylił się lekko do przodu, próbując zajrzeć żonie w twarz.
Nie. Chyba mi się wydawało po chwili milczenia wykrztusiła Bogna.
Ale dlaczego udawał, że mnie nie poznaje? pytanie rozdzierało jej duszę.
Kłamiesz. Tak na siebie patrzyliście Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
Bo tak właśnie było pomyślała Bogna, ale głośno powiedziała:
Wygląda jak mój kolega z roku. Pomyliłam się. Sam widziałeś, nawet się nie przywitał starała się mówić spokojnie, ale w środku wszystko w niej wrzeło. Zazdrościsz mi? Próbowała obrócić wszystko w żart.
Jesteś jakaś roztrzęsiona nie dawał za wygraną Jakub.
Przestań mnie przesłuchiwać. Nie. Znam. Go! krzyknęła Bogna, nie wytrzymując.
Ma rację, zobaczyłam ducha. Tak bardzo starałam się o nim zapomnieć! Ale skoro on udawał, że mnie nie poznaje, to ja też nie chcę go znać. Zdradził mnie
Przyznaj się, że coś między wami było, skoro tak gwałtownie reagujesz z udawanym spokojem zapytał Jakub.
Czego ty ode mnie chcesz? Dość już błagała Bogna.
W końcu dotarli do domu.
Zaklepane, pierwsza do łazienki powiedziała Bogna, ledwie przekroczyli próg, i wślizgnęła się do środka.
Mąż coś zamruczał w odpowiedzi, ale ona odkręciła wodę, żeby go nie słyszeć. No i wygląd! I on mnie taką zobaczył. Nic dziwnego, że przeszedł obok. Wszystko przez ten deszcz myślała, przyglądając się sobie w lustrze.
Zdjęła mokre ubranie, wrzuciła je do pralki i znów spojrzała w lustro. Sylwetka smukła jak dawniej, biust niewielki, ale jędrny, na twarzy ani jednej zmarszczki. Bogna ucieszyła się, że natura obdarzyła ją gęstymi, czarnymi rzęsami. Rzadko używała makijażu. Gdyby jeszcze tusz się rozmył, wyglądałabym jak grzechotnik. Ale nie, wyglądam całkiem nieźle oceniła z zadowoleniem. A on się zmienił, dojrzał, rysy twarzy stały się ostrzejsze
Weszła pod prysznic. Gorące strumienie wody rozgrzewały, zmywając zmęczenie i napięcie. Stała tak, nie mogąc uwolnić się od wspomnień
***
Bogna podeszła do tablicy. Przed listami przyjętych stał gęsty tłum abiturientów. Wysocy chłopacy zasłaniali jej widok.
Przepuśćcie! straciwszy cierpliwość, zaczęła przepychać się do przodu.
Proszę bardzo jakiś chłopak ustąpił jej miejsca.
Bogna odnalazła swoje nazwisko, ale ciągle przepychana, kilka razy traciła je z oczu i musiała zaczynać od nowa. Nie było pomyłki, wszystko się zgadzało. Z trudem wydostała się z tłumu.
Gratulacje usłyszała obok siebie.
Odwróciła się i zobaczyła nieznajomego.
Dzięki. Też się dostałeś? zapytała radośnie.
Dostałem. Więc będziemy razem studiować



