Podzieliłem się, jak mogłem
– Cześć, mamo. Jadzia starała się mówić tak, jakby nic się nie stało, ale i tak wyszło trochę sucho i szorstko.
– Ojej, Jadziu! A ty czego? Nie spodziewałam się ciebie dziś! odparła Bożena.
Jadzia uważnie spojrzała na matkę. Nie spodziewałam się to słowo wbiło się jak kolec najpierw w serce, a potem kilka razy głośno odezwało się w jej głowie. Nie spodziewałam się! Wydawało jej się, że ostatnio nikt nigdzie na nią nie czekał.
– No i co stoisz jak słup soli? Wchodź, ogórki kiszę. Tak sobie przyszłaś, czy coś się stało? Z Krzysiem wszystko w porządku?
– Wszystko gra, mamo, z Krzysiem. Wynajęliśmy im mieszkanie na początek. Marek zapłacił od razu za trzy miesiące, a potem niech sami…
Jadzia spojrzała na matkę. Jak zwykle była zajęta domowymi sprawami. Tak było od zawsze. Od dzieciństwa Jadzia przywykła, że mama zawsze gdzieś się śpieszy i wszędzie się spóźnia.
Trzeba szybciej, skoczę do sklepu, bo akurat coś przywieźli, ty zostań, a ja pójdę, Jadziu, nie przeszkadzaj, pracuję. Bożena zawsze interesowała się sprawami materialnymi, a córce najczęściej mówiła poczekaj.
– Jadziu, nalej sobie herbaty, bo nie mam czasu, jeszcze słoiki nie wysterylizowane. Dobrze?
– Dobrze, mamo. Jadzia nalała herbatę, choć wcale nie miała na nią ochoty.
– No to po co przyszłaś?
– Mamo, słuchaj… a ty nigdy nie myślałaś o rozwodzie z tatą? zaczęła niepewnie.
– Eee… no nie, a po co? Zamiana stempla na pieczęć. Wszyscy faceci tacy sami! A co?
– Mamo, wiesz… ja chcę się rozwieść…
– Co?! A co się u was stało?! Znalazł sobie inną?!
Bożena wyraźnie nie spodziewała się takiego zwrotu akcji, więc na chwilę nawet przestała wycierać słoik.
– Mamo, czuję, że jesteśmy całkiem inni. Krzyś już dorosły, sam z dziewczyną mieszka. Myślę, że z Markiem powinniśmy się rozwieść…
– O mój Boże, co się wam stało?!
– Dziś dwadzieścia pięć lat naszego ślubu. Rano nawet o tym nie wspomniał. Pytał tylko, gdzie są jego skarpetki i za ile minut będzie śniadanie. I tyle… Jadzia łzawo westchnęła.
– I tyle?! Jadzia, no głupia jesteś, jak but! Rok ślubu! Wielkie rzeczy! Twój ojciec nigdy mi nic nie dawał, a ja jemu też nie. Po co pieniądze na głupoty wyrzucać?! rozkręciła się Bożena.
Jadzia patrzyła na matkę i myślała, że szkoda, iż przyszła się zwierzyć. Mama nigdy jej nie rozumiała. Po policzku potoczyła się łza.
– No i jeszcze mi tu płacz urządzisz! Wiesz, ile z tym rozwodem będzie zachodu? Mieszkanie do podziału, działka, macie jeszcze auto… A oszczędności? Ja swoje zawsze gotówką trzymam, schowane w domu. I teraz to wszystko rozdzielać? Taka dobra trzypokojówka, a ile w remont włożyliście…
Jadzia patrzyła na matkę. Bożena mówiła coś o mieszkaniu, o zamianie. Wyglądało na to, że z całych sił stara się przypomnieć, co komu się należy. Na sercu zrobiło się jeszcze ciężej…
– Słuchaj, córko idź do domu i wybij to sobie z głowy. A jak chcesz kwiatków, to narwę ci piwonii, i tak już przekwitają…
– Dzięki, nie trzeba. Jadzia wytarła nos.
– No jak chcesz. To idziesz już? W sklepie piasek tanio wczoraj przywieźli, potrzebujesz?
Jadzia przecząco pokręciła głową i postarała się szybko wyjść. W rodzinnym domu było po prostu nie do wytrzymania.
Poszła w stronę przystanku, ale po chwili zmieniła zdanie i postanowiła przejść się pieszo. Skręciła na chodnik, potem na bulwar.
W torebce zadzwonił telefon. Od razu pomyślała, że to Marek, bo przypomniał sobie o rocznicy. Na ekranie wyświetliło się imię jedynego syna.
– Tak, Krzysiu.
– Mamo, cześć. Słuchaj, masz chwilę? Muszę pilnie pogadać.
– Jasne, że mam. Spotkajmy się w kawiarni za godzinę. Pasuje?
– Pasuje. Gdzie?
– W U Romka pod domem. Jestem niedaleko. Sama też mam z tobą do pogadania.
Jadzia skręciła w boczną uliczkę, przeszła kilka przecznic i po dwudziestu minutach była na miejscu. Syn dojechał po dziesięciu.
– Cześć, mamo.
– Cześć, synku. Zamówiłam tylko kawę, jeść mi się nie chce.
– Słusznie. Mam tylko dwadzieścia minut.
– O czym chciałeś pogadać?
– Słuchaj, mamo… no tak w ogóle… W sumie to Milena powiedziała, że jest w ciąży…
Jadzia na moment straciła kontakt z rzeczywistością. Kilka tygodni temu Krzyś wprowadził się do ukochanej. Nie była przeciwna ich wspólnemu życiu, ale zostanie babcią w wieku czterdziestu pięciu lat jakoś jej nie uśmiechało się.
– Mamo, czemu milczysz?
– A… ja… no po prostu to takie niespodziewane, Krzysiu. Dasz radę?
– No jasne, w razie czego ty pomożesz? A ty co chciałaś powiedzieć?
– Ja… Synku, a jakbyś zareagował, gdybym z tatą się rozwieźli?
– A wy co, rozwód bierzecie? Co się stało?
– No wiesz, jesteśmy jacyś obcy, zupełnie inni. Dziś rocznica ślubu dwadzieścia pięć lat, a on nawet nie pamiętał.
– Rozumiem. No to się rozwiedźcie, ja już duży. To lecę.
– Pa, synku…
Jadzia zapłaciła za kawę i poszła do domu, choć wcale nie miała na to ochoty. Po drodze wstąpiła do sklepu, a w domu przygotowała kolację.
Mąż, jak zwykle, wrócił późnym wieczorem. Marek zjadł, opowiadał coś o szefie i nowym aucie Zbyszka. Jadzia słuchała, kiwała głową, przytakiwała.
Następnego ranka mąż znów wyjechał do pracy. Jadzia pozmywała po śniadaniu. Wciąż była rozchwiana emocjonalnie. Z jednej strony bolało ją zachowanie męża. Z drugiej dwadzieścia pięć lat razem to właściwie całe życie. Czy warto to burzyć przez zapomnianą rocznicę? Nagle pomyślała, że może mama ma rację, a ona przesadza. Zadzwonił telefon znów Krzyś



