**Dzisiaj postanowiliśmy się pobrać**
Zbyszek to chłopak cichy i skromny. Mieszka z rodzicami na wsi może tak go wychowano, a może taki już się urodził. Krystyna i Stanisław nigdy nie mieli z nim problemów. Zawsze posłuszny, zawsze spokojny.
W sąsiednim podwórku codziennie słychać było krzyki i kłótnie. Wiesława, sąsiadka Krystyny i Stanisława, sama wychowuje dwóch synów Darka i Janka, chłopaków w podobnym wieku. Ale to urwisy, zwłaszcza starszy Darek, że Wiesława już nie wiadomo, jak go okiełznać.
Darek, znowu bijesz brata! Zaraz ci pokażę! tylko to słychać z podwórka.
On pierwszy się czepia! Niech nie zaczyna, a ty zawsze po jego stronie! odgryzał się Darek podniesionym głosem.
Ach ty jak ty się odzywasz do matki?! niosło się echem po całej wsi.
I tak codziennie. Wiesława narzekała Krystynie:
Nie mam z tymi urwisami spokoju. U was zawsze cicho i spokój. Zbyszek taki grzeczny chłopak, zazdroszczę ci, Krysiu. No ale co tu mówić, twój Stanisław też spokojny, pewnie Zbyszek po nim. A mój chłop był żywiołowy, awanturny, no i przedwcześnie pożegnał się z tym światem przez ten swój charakter. Gdyby nie pił, to by nie utonął Darek to żywy obraz ojca, a Janek trochę spokojniejszy, ale też bratu nigdy nie ustąpi. O, moja święta dolo
No tak, Wiesiu, twoi chłopcy to istne żywe srebro. Na ostatnim zebraniu wychowawczyni twojego Darka opieprzała na czym świat stoi. Ty przecież na zebrania nie chodzisz.
Ich synowie, Zbyszek i Darek, chodzili do tej samej klasy, przyjaźnili się, razem wracali ze szkoły. Zbyszek uczył się przyzwoicie, a Darek ledwo ciągnął.
Nie chodzę do szkoły. Wstyd słuchać narzekań na moich łobuzów, zwłaszcza na Darka, a i w pracy Nie uwierzysz, Krysia, jak idę ulicą i widzę nauczycieli moich chłopaków, to omijam ich szerokim łukiem. Bo zaraz zaczną narzekać, a ja się czerwienię i pocę ze wstydu zwierzała się Wiesława. Zazdroszczę ci, Wiesiu, zazdroszczę w dobrym znaczeniu. Twój Zbyszek to chłopak jak chłopak, a moje Machnęła ręką i poszła do domu.
Chłopcy podrośli. Darek pozostał taki sam, żywiołowy po skończeniu podstawówki rzucił szkołę, Janek jeszcze się uczył.
Wyuczę się na kierowcę, odsłużę wojsko, a potem się ożenię takie plany snuł Darek.
Ze Zbyszkiem rozmawiali już jak dorośli. Obaj dojrzeli. Zbyszek taki sam cichy, spokojny, łagodny. Lubił samotnie wędrować latem po lesie i zbierać grzyby. Wieczorami siadywał na schodkach przed domem i popijał herbatę. Kochał czytać książki.
Po szkole skończył kurs elektryki w pobliskim miasteczku, nie zamierzał nigdzie wyjeżdżać. I rodzice by nie puścili. Jedynak.
Tu twoje korzenie, synu, tu będziesz żył tak postanowił Stanisław dawno temu, a Zbyszek się nie sprzeciwiał.
Na kurs jeździł codziennie autobusem zaledwie pół godziny do miasta. Nie lubił miasta, za dużo ludzi. Z dziewczynami się nie zadawał, choć nieraz na niego zerkały. A niektóre śmielsze same proponowały wyjście do kina te, które nie wiedziały, jaki jest nieśmiały. Odmawiał, tłumacząc, że musi zdążyć na autobus. A autobus jeździł rzadko.
Zbyszek, tylko się nie wiąż z tymi miejskimi laleczkami strofowała go matka. Wszystkie przebiegłe, nawet się nie zorientujesz, jak cię omotają, uważaj
Daj spokój, mamo, no naprawdę bronił się.
Bywał w wiejskim klubie, spotykał się z miejscowymi chłopakami, często w towarzystwie Darka. Ale na dziewczyny specjalnie nie zwracał uwagi, więc i one traktowały go obojętnie. Nikt nie wiedział, ale w ostatnich klasach podkochiwał się w Ewce, młodszej o rok. Nigdy się tym z nikim nie dzielił, bał się nawet do niej zagadać.
Sam przed sobą się wymądrzał:
Dlaczego nie jestem taki przebojowy jak Darek? Przy nim dziewczyny się ustawiają, a ja Ja się ich boję, czerwienię, wstydzę Podoba mi się Ewka, ale nigdy się do tego nie przyznam, a już na pewno nie jej. A nuż się ze mnie wyśmieje? Gdzie tam mi się oświadczać Jak tylko Ewka się zbliża, kolana mi się trzęją. Pewnie na starość zostanę kawalerem. A Darek już się żeni
Zbyszek, szykuj się na moje wesele. Będzie w klubie. Dziewczyny z sąsiedniej wsi przyjadą. Nie przegap okazji, bo tak i zostaniesz starym kawalerem śmiał się Darek swoim szerokim uśmiechem.
Marysia, narzeczona Darka, była z sąsiedniej wsi, oddalonej o cztery kilometry. Tam właśnie znalazł miłość. Nikt nie rozumiał, dlaczego nie wybrał którejś z miejscowych, choć wiele za nim wzdychało.
Dobra, Darku, na pewno przyjdę obiecał.
Wesele Darka było huczne, wesołe. Świadkową Marysi była jej przyj



