Urodziłem się w dużym mieście. Pewnego dnia moi rodzice jechali na wesele do przyjaciół naszej rodziny. Dobrze pamiętam ten dzień. Mama i tata pięknie się ubrali, kupili wielki bukiet kwiatów i udali się do nowożeńców. Moja siostra i ja też byliśmy z nimi. Wychodząc z domu mama i tata patrzyli na mnie bardzo dziwnie i rozmawiali ze mną jakoś tak dziwnie. Tata przytulił mnie tak, jak nigdy dotąd. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Ze strachem przypominam sobie, jak mama krzyczała „Panie ratuj moje dzieci”. Mieliśmy straszny wypadek. Niestety moja mama, tata i siostra zginęli. Ja przeżyłem ten wypadek. Miałem wtedy dziesięć lat.
Zostałem sam. Nie miałem żadnej dalszej rodziny. Moi rodzice byli sierotami. Mama wychowywała się w domu dziecka, a tata został adoptowany. Ludzie, którzy go adoptowali, okazali się źli i oddali go z powrotem. Byłem przerażony, nie chciałem mieć takiego dzieciństwa jak moi rodzice, ale zdawałem sobie sprawę, że nie mam dokąd pójść. Dlatego służby społeczne zabrały mnie do domu dziecka. Każdej nocy płakałem. Nie podobało mi się tam. Dzieci były bezczelne, okrutne, o okropnych charakterach. Nigdy nie znalazłem tam przyjaciół.
Wyśmiewali się ze mnie , dokuczali, wycisneli mi pastę do zębów do talerza z barszczem. To było naprawdę okropne. Myślałem, że to śmietana. Jedyną osobą, która mnie chroniła, była nasza nauczycielka Olga. Bardzo mnie kochała i traktowała mnie jak moja matka. Miała nawet głos podobny do głosu mojej mamy. Bardzo ją polubiłem. Zawsze mnie chroniła. W dniu, w którym byłem tak okrutnie wyśmiewany, ona też tego nie przegapiła. Podeszła do dzieci i zapytała:
– Kto to zrobił?
Nikt nie udzielił odpowiedzi.
Wszyscy, którzy siedzieli ze mną przy stole, zostali wezwani do dyrektora domu dziecka, ale nikt się nie przyznał, dlatego dyrektor ukarał wszystkich.
Znęcanie się nade mną nie ustało.
Nadszedł dzień, kiedy trzeba było opuścić dom dziecka. Szczerze mówiąc, z radością to zrobiłem. Jedyną osobą, za którą tęskniłem przez cały czas, była Olga. Bardzo mi jej brakowało.
Wyszedłem z domu dziecka i pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, było pójście na groby mojej rodziny. Długo siedziałem przy grobach, płakałem, przypomniałem sobie, jak pięknie żyliśmy, ale zdałem sobie sprawę, że już ich nie odzyskam i muszę zacząć żyć dalej, już w dorosłym świecie. Na grobie spotkałem przyjaciela taty. Miał na imię Irek. Przyszedł odwiedzić swoją mamę, która niedawno zmarła. Irek był zachwycony, kiedy mnie zobaczył. Zaczęliśmy rozmawiać, opowiadał mi o swoim życiu, ja mu o sobie. Rozmawialiśmy tak długo, że zaczęło się ściemniać. Ja siedziałem i myślałem, że naprawdę nie mam dokąd pójść. Wujek Irek wydawał się czytać w moich myślach i zaproponował, że przenocuję w jego domu. Miał piękny trzypiętrowy dom ze wszystkimi udogodnieniami. Mieszkał z żoną i synem. Zostałem umieszczony w oddzielnym pokoju i byłem z tego bardzo zadowolony. Następnego ranka usłyszałem, jak wujek Irek rozmawia z żoną. Mówił jej:
– Irena, nie masz nic przeciwko temu, żeby Maks został u nas przez jakiś czas? Teraz nie ma mieszkania ani pracy. Zaproponuję mu pracę. Pójdzie do naszego serwisu, aby naprawiać maszyny. Właśnie szukałem kogoś wiarygodnego i mądrego. On od małego kochał samochody.
Irena odpowiedziała, że nie ma nic przeciwko. Poszedłem do kuchni, wujek Irek zaproponował mi, abym został z nimi i opowiedział mi o pracy. Długo się nie zastanawiałem. I tak nie miałem dokąd pójść. Trafiło mi się mieszkanie i praca. Minął miesiąc, przyzwyczaiłem się do pracy w serwisie. Poznałem ludzi, którzy tam pracują. Nawiasem mówiąc, okazali się całkiem mili.
Niestety nie mogłem znaleźć wspólnego języka z synem wujka Irka. Ciągle się mnie czepiał, nazywał mnie bachorem. Mówił, że jeszcze trochę i nie będę tu mieszkać. Nie wiem, co mu zrobiłem. Pewnego dnia miałem dzień wolny i postanowiłem się wyspać, aby nabrać sił. W czasie snu, jak na złość, usłyszałem okropny krzyk. To był krzyk Ireny, żony wujka.
Zaginęła, zaginęła!- krzyczała.
Wszyscy wbiegli do salonu. Okazało się, że zginęła złota broszka, którą Irena dostała od swojej prababki. Potem pojawił się Michał, syn Ireny i Irka. Powiedział, że to ja ją ukradłem i zaproponował przeszukanie mojego pokoju. Stało się to dla mnie bardzo nieprzyjemne, ponieważ byłem pewien, że niczego nie ukradłem. Michał wiedział lepiej ode mnie. Wszyscy poszli przeszukać mój pokój, a potem usłyszałem, jak wujek Irek głośno mówi:
– Oto twoja broszka Irenko.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że Michał mnie wrobił. Usprawiedliwienie nie miało sensu. Wujek Irek wyszedł z mojego pokoju i krzyknął, że nie chce mnie więcej widzieć w swoim domu. „Przyjołem włóczęgę z domu dziecka, a on odważył się okraść moją żonę”.
Spakowałem się i opuściłem ich dom, podziękowałem im za pomoc.
Dobrze, że umiałem naprawiać samochody. Nauczyłem się tak dobrze to robić, że nie musiałem długo szukać pracy. Znowu zacząłem pracę w serwisie. Dyrektor przyjął mnie od zaraz. Dobrze zarabiałem, więc udało mi się wynająć kawalerkę. Minęło trochę czasu. Każdy dzień był taki sam. Pewnego dnia zobaczyłem babcię siedzącą na ławce, która miała problem z zaczerpnięciem powietrza. Podszedłem bez zastanowienia i wezwałem karetkę. Okazało się, że to była Olga. Natychmiast ją rozpoznałem. Ona czuła się źle i mnie nie rozpoznała. Szybko została zabrana przez karetkę, a ja pobiegłem do pracy. Minął tydzień, znów szedłem do serwisu, kiedy zauważyłem, że Olga znów siedzi na tej samej ławce. Podszedłem do niej, żeby się przywitać. Powiedziała mi, że rozpoznała mnie, kiedy wezwałem karetkę, ale po prostu miała trudności z mową.
Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziała, że jest na emeryturze i siedzi w domu. Opiekuje się nią wnuczka. Powiedziałem, że spieszę się do pracy.
Olga zaproponowała mi, żebym przyszedł do niej na herbatę. Poprosiła, abym opowiedział jej wszystko o sobie, a ja chętnie się zgodziłem.
Miałem dzień wolny. Kupiłem pyszne ciasto i udałem się do mojej ukochanej nauczycielki. Kiedy zapukałem do drzwi, otworzyła mi jej wnuczka.
Bardzo mi się spodobała. Siedzieliśmy razem przez długi czas, śmiejąc się i opowiadając sobie różne historie. Nadszedł wieczór, zdecydowałem, że wrócę do domu, ponieważ Olga jest już starszą kobietą i prawdopodobnie jest zmęczona. Kiedy wstałem od stołu, Olga powiedziała:
– Marta, odprowadź gościa.
Marta odprowadziła mnie na ulicę. Nie tracąc chwili, zaproponowałem jej spacer po mieście i pójście do kawiarni. Marta się zgodziła. Poszliśmy na pierwszą randkę. Zaproponowałem jej kolejne spotkanie. Marta długo dręczyła mnie odpowiedzią, ale się zgodziła. Teraz jestem odnoszącym sukcesy mężem, mam piękną żonę i córkę.
Miałem szczęście, że los pozwolił mi poznać takich ludzi.



