Życie na krawędzi

Na łasce

Pani Janino, dzisiaj o szóstej jest zebranie rodziców w szkole Kuby. Proszę tam pójść, bo my z Arturem nie zdążymy. Żeby pani nie zapomniała, zadzwonię koło piątej i przypomnę oznajmiła synowa Agata z przedpokoju, jednocześnie poprawiając szminkę.

Agatko, może jednak lepiej, żebyście poszli sami. Słuch mam już nie ten. Tyle tam rodziców, wszyscy coś proponują, a ja tylko się denerwuję odpowiedziała Janina, wychodząc ze swojego pokoju.

Pani Janino, no przecież Artur pracuje do późna, a ja mam raporty. Siedzi pani w domu i tak! Zawsze to samo Agata prychnęła z irytacją.

Agatko, ja nie siedzę tu bez powodu. Sprzątam, chodzę na zakupy, gotuję obiad dla Kuby A mam już przecież sześćdziesiąt siedem lat upierała się Janina.

Widzę, że pani dziś ma ochotę na kłótnię. Będzie mi pani wypominać, że gotuję zupę wnukowi? To pani jedyny wnuk, niech pani pamięta! Artur, dlaczego stoisz jak słup? Powiedz coś! Agata była już wściekła, zwracając się do męża.

Mamo, no serio. Idź i tyle. Posiedzisz, posłuchasz. Jeśli będą zbierać pieniądze, od razu napisz, przeleję. O co tyle krzyku? Artur, jak zwykle spokojnym głosem, odpowiedział swojej matce.

Nie ważne. I tak nie mogę dzisiaj. Miałam swoje plany cicho powiedziała Janina.

No to zajmij się pani swoimi planami! Wszyscy przyjdą na zebranie, a nasz Kuba będzie jak sierota! Dziękuję za zepsuty nastrój! krzyknęła Agata i wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami.

Właśnie, że wszyscy przyjdą odparła Janina i wróciła do swojego pokoju.

Artur przez chwilę stał w przedpokoju, poprawił krawat przed lustrem, wziął laptopa i również wyszedł.

Wychodzę. Kuba, nie spóźnij się do szkoły na pierwszą lekcję. Po tych słowach drzwi znów się zatrzasnęły.

W mieszkaniu zapanowała cisza

Dwunastoletni Kuba był już ubrany, gotowy do wyjścia. Ostatnie minuty przed lekcjami postanowił spędzić na graniu w konsolę. Miał słuchawki na uszach i nawet nie słyszał, co działo się wokół. A właściwie nic nie słyszał

Janina siedziała w swoim pokoju na małej kanapie i patrzyła przez okno. Przez pięć lat, które spędziła w tej ciasnej klitce, zdążyła poznać na pamięć widok za szybą. Róg sąsiedniego bloku, brzoza, krzaki dzikiej róży i kawałek placu zabaw wszystko to znała aż za dobrze. Bo większość wolnego czasu, wieczorami i w weekendy, spędzała właśnie tak siedząc i wpatrując się w okno. Od dawna towarzyszyło jej wrażenie, że w mieszkaniu syna pełni rolę niańki i służącej. I tak właśnie było. A przecież kiedyś żyła zupełnie inaczej

Janina urodziła się w zwykłej rodzinie. Od dziecka była skromną i grzeczną dziewczynką. Wszystko miała jak inni: szkoła, studia, pierwsza praca po rozdysponowaniu. Nie została w obcym mieście. Wróciła w rodzinne strony.

Zatrudniła się w miejscowej fabryce. Tam poznała przyszłego męża. Młody kierownik działu, Tadeusz, od razu jej się spodobał. On też ją polubił. Po kilku miesiącach wzięli ślub. Potem urodził się synek Arturek.

Janina marzyła jeszcze o córce. Ale plany się nie spełniły. Pewnego dnia do fabryki przyjechała młoda technologa z miasta. Mówili, że na dłuższą delegację, żeby wdrożyć nowe maszyny. Ewa, bo tak miała na imię, rzeczywiście wdrożyła nowy sprzęt. A przy okazji zabrała Janinie męża.

Na początku kobieta wierzyła, że Tadeusz wróci. Ale on sam wystąpił o rozwód, mówiąc, że zawsze marzył o życiu w dużym mieście. A tu taka okazja Ewa kobieta z klasą, z mieszkaniem i miejską pracą. Jednym słowem, Tadeusz wyjechał, zostawiając Janinę z małym synkiem. Prawda, alimenty płacił regularnie ale nigdy specjalnie nie interesował się życiem Artura.

Janina nigdy nie narzekała na los. Ciężko pracowała, starała się dać synowi wszystko, co najlepsze, i wychować go na porządnego człowieka. Jedyną rzeczą, która jej się nie podobała, było to, że Artur odziedziczył po niej charakter zbyt uległy, cichy i dobroduszny.

Artur dorósł, poszedł na studia. Pewnego dnia oznajmił matce, że w weekend przyprowadzi do domu swoją dziewczynę przyszłą żonę. Nie można powiedzieć, żeby Janina się ucieszyła. Przywykła już do życia z synem, a teraz miała zostać sama w małym dwupokojowym mieszkaniu. Modliła się, żeby Arturowi trafiła się dobra kobieta, żeby od razu zapanowała między nimi zgoda.

W weekend, jak obiecał, przyprowadził do domu ukochaną Agatę. Janinie synowa od razu nie przypadła do gustu. Owszem, ładna i zadbana, ale zbyt żywiołowa i pewna siebie. Wyobrażała sobie syna z kimś skromniejszym. Ale nie wtrącała się. W końcu Artur był dorosłym mężczyzną sam powinien zdecydować, z kim mu będzie lepiej.

Wkrótce wzięli ślub. Na początku mieszkali na wynajmowanym. Potem uzbierali na własne kawalerkę. Kilka lat później urodził się Kuba. Gdy chłopiec miał iść do szkoły, Agata zaczęła myśleć o większym mieszkaniu i o kimś, kto będzie pilnował syna.

Artur, może przekonasz swoją matkę? spytała któregoś dnia męża.
Do czego?
No, żeby sprzedała swoje stare mieszkanie, a my swoje. Kupimy trzypokojowe. Każdy będzie miał swój kąt, a ona zajmie się Kubą. Przecież trzeba go będzie odprowadzać do szkoły, zapisywać na zajęcia, pilnować lekcji. Mnie właśnie awansowali na kierowniczkę działu. Nie mogę teraz ryzykować kariery. A ona i tak jest na emeryturze. Siedzi w domu i nic nie robi.
No można spróbować niepewnie odpowiedział Artur.
Propozycja dzieci nie spodobała się Janinie.

Agatko, rozumiesz, nie chcę wam przeszkadzać. Tu, w swoim kącie, jestem gospodynią, a tam będę na łasce Macie swoje życie, swoje sprawy. Próbowała tłumaczyć.
Pani Janino, no co pani plecie! Na jakiej łasce Po prostu będzie pani bliżej, żeby pom

Rate article
Fajna Tajna
Życie na krawędzi