Święta Bożego Narodzenia dobiegały końca. Po kilku dniach świątecznego obżarstwa, gdy nawet zapach sałatki jarzynowej i serników przyprawiał o mdłości, Kasia postanowiła ugotować na śniadanie owsiankę. Czas wrócić do normalnego jedzenia.
Siedzieli we trójkę w kuchni, gdy z pokoju dobiegła melodia dzwonka telefonu męża. Wyszedł na korytarz. Kasia mimowolnie nadsłuchiwała, próbując po krótkich odpowiedziach domyślić się, kto dzwoni i o co chodzi.
Gdy Tomek wrócił, Kasia od razu zauważyła, że nie wyglądał na zdenerwowanego. Raczej zatroskanego, ale nie przybitego.
Hmm zaczął. Mama dzwoniła. Ma problemy z ciśnieniem i prosi, żebym przyjechał.
Oczywiście, jedź skinęła Kasia.
Gdy mąż poszedł się ubierać, przypomniała sobie jego słowa przez telefon: *Teraz? Może nie warto? No dobra, dobra.* Zwykle, gdy teściowa dzwoniła z nagłymi żądaniami, Tomek bez słowa pędził do niej jak na wezwanie. *Znowu się nakręcam* powstrzymała się Kasia.
Będę szybko! krzyknął z przedpokoju Tomek, a drzwi zatrzasnęły się za nim.
Jedz, no. Kasia przynagliła synka, który bardziej bawił się łyżką w misce niż jadł.
A pójdziemy na sanki? Obiecałaś. Bartek nabrał odrobinę owsianki i długo przyglądał się jej, zanim włożył do ust.
Jak tata wróci, idziemy. Dobrze? Kasia uśmiechnęła się do niego. Ale warunek: musisz zjeść owsiankę.
No dobra. Chłopiec bez entuzjazmu sięgnął po kolejną łyżkę.
Jeśli za pięć minut miska nie będzie pusta, nie idziemy nigdzie powiedziała stanowczo i podeszła do zlewu, by pozmywać naczynia.
Prasowała ubrania, a Bartek bawił się samochodzikami na podłodze, gdy rozległ się dźwięk otwieranych drzwi.
*W końcu.* Kasia odłożyła żelazko i nasłuchiwała szelestu kurtek w przedpokoju. *Czemu tak długo się przebiera?* Podeszła do drzwi.
W progu stanęła około dziesięcioletnia dziewczynka i spojrzała na Kasię z ciekawością. Za nią stał Tomek z miną winowajcy. Położył dziewczynce ręce na ramionach i wyprostował się, jakby szykował do obrony.
To moja córka, Ola powiedział, spuszczając wzrok. Mama poprosiła, żeby została u nas do jutra.
Aha. A jej mama? Z nowym facetem poleciała na Karaiby? Kasia nie mogła powstrzymać się od ironii.
Tomek wzruszył ramionami, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo Kasia wróciła do prasowania.
Wejdź. Usłyszała, jak mąż zaprasza dziewczynkę do środka, a kątem oka zauważyła, jak Ola podeszła do Bartka bawiącego się na podłodze.
Została nam owsianka? zapytał Tomek.
Ja nie będę owsianki oznajmiła Ola. Chcę makaron z parówką.
Tomek spojrzał najpierw na Olę, potem na Kasię. Ta wzruszyła ramionami i machnęła ręką w stronę kuchni. *Niech sobie sam gotuje.*
Po chwili Tomek zawołał z kuchni:
Mamy w ogóle makaron? Nie widzę.
Jest. W szafce. Jak skończę prasować, pójdę do sklepu. Kasia spojrzała na męża z wyrzutem.
Nie patrz tak. Sam nie wiedziałem, że
Serio? A twoja mama, gdy dzwoniła, nie powiedziała, po co cię wzywa? Widząc, jak mąż znów spuszcza wzrok, Kasia wiedziała, że trafiła w sedno. A mnie nie warto było zapytać? Dlaczego nic nie powiedziałeś? Bartka też trzeba było przygotować. Teraz będą się o ciebie bić.
Na potwierdzenie jej słów z pokoju dobiegł płacz Bartka. Kasia pobiegła, a za nią Tomek.
No proszę. Rozwiązuj. Kasia rozłożyła ręce.
Bartek przytulił się do mamy, a Ola stała, wbijając wzrok w podłogę.
Co się stało? Tomek podszedł do córki.
Kasię zabolało, że męża bardziej interesowała Ola niż ich syn.
Ona zabrała mi auto szlochał Bartek.
Z kuchni dobiegło bulgotanie wykipującego makaronu, i Tomek pobiegł go ratować. *I nawet nie mogę jej nic powiedzieć. Gość. Biedactwo, jak mówi teściowa. A co ja mam zrobić?*
Obejrzysz bajki? Kasia zmusiła się do spokoju i zwróciła się do dziewczynki.
Ola skinęła głową, więc Kasia z ulgą włączyła telewizor. Dzieci usiadły na kanapie.
Twoja mama znowu kombinuje? Chce rozwalić naszą rodzinę? Jak Bartek się urodził, wrzeszczała, że ma tylko jedną wnuczkę Olę. Teraz sprawdza, jak zareaguję na twoją córkę? syknęła Kasia w kuchni.
Naprawdę źle się czuje bronił matki Tomek.
A co, Ola by jej przeszkadzała? Mogłaby podać wodę, zadzwonić po pogotowie. Z nią bezpieczniej. W jej wieku sama smażyłam jajecznicę.
Dość! Tomek rzucił łyżką o blat. Ola, chodź jeść! krzyknął w stronę pokoju.
Tatusiu, przynieś mi tu odpowiedziała Ola beznamiętnie.
Tatusiu przedrzeźniała Kasia, przewracając oczami. No biegnij do niej. Wyszła z kuchni, ignorując Olę, i zaczęła składać deskę do prasowania, zostawiając męża sam na sam z problemem.
Tomek jednak zabrał Olę do kuchni. Kasia ledwo powstrzymywała złość. Usiadła obok Bartka przed telewizorem, ale nie widziała ekranu. Chłopiec przytulił się, szukając jej wzroku. *Trzeba wytrzymać. Bartek widzi, że dziewczyna mi się nie podoba. Nie mogę tak.* Wymuszonym uśmiechem uspokoiła syna.
Złość w niej narastała. Z kuchni słychać było rozmowę Tomka z Olą. A ona z Bartkiem byli samotni i zapomniani. *Muszę uważać. Ola wszystko powie teściowej, a ta znów będzie namawiać Tomka, że źle zrobił, rozwodząc się, że ja zniszczyłam ich szczęśliwą rodzinę*
Mamo, kiedy pójdziemy na sanki? Bartek przerwał jej myśli.
Nie wiem. Widzisz



