– Cześć, mamo. Kasia starała się mówić tak, jakby nic się nie stało, ale wyszło jakoś sztywno i nienaturalnie.
– Ojej, Kasiu! A ty co tu robisz? Nie spodziewałam się cię dzisiaj. odpowiedziała Alicja Szymańska.
Kasia uważnie spojrzała na matkę. Słowo nie spodziewałam wbiło się w jej serce jak szpila, a potem jeszcze kilka razy odbiło się głośnym echem w głowie. Nie spodziewałam. Kasia miała wrażenie, że ostatnio nikt nigdy na nią nie czekał.
– No co stoisz jak słup soli? Wchodź, bo ja tu akurat ogórki kiszę. Tak sobie przyszłaś, czy coś się stało? Z Tomkiem wszystko w porządku?
– Wszystko gra, mamo, z Tomkiem. Wynajęliśmy im na początek mieszkanie. Marek zapłacił z góry za trzy miesiące, a resztę niech już sami ogarniają
Kasia spojrzała na matkę. Była zajęta domowymi obowiązkami, jak zawsze. Tak było od zawsze. Od dzieciństwa Kasia przywykła, że mama ciągle gdzieś się spieszy i na wszystko spóźniona.
Trzeba szybciej, zaraz skoczę do sklepu, bo świeże dostali, ty zostań w domu, a ja pójdę, Kasia, nie przeszkadzaj, widzisz, że pracuję. Alicja zawsze interesowała się sprawami materialnymi, a córce najczęściej mówiła poczekaj.
– Kasiu, sama sobie nalej herbaty, bo nie mam czasu, jeszcze słoiki nie wysterylizowane. Dobrze?
– Dobrze, mamo. Kasia nalała herbatę, choć wcale nie miała na nią ochoty.
– No to po co przyszłaś?!
– Mamo, słuchaj a ty nigdy nie myślałaś o rozwodzie z tatą? zaczęła niepewnie Kasia.
– Eee no nie, a po co się rozwodzić? Z deszczu pod rynnę. Wszyscy faceci tacy sami! A co?
– Mamo, ja chcę się rozwieść
– Co?! A co się stało?! Znalazł sobie inną?!
Alicja wyraźnie nie spodziewała się takiego zwrotu akcji, więc nawet na chwilę przestała wycierać słoik.
– Mamo, czuję, że jesteśmy inni. Tomek już dorosły, sam z dziewczyną mieszka. Myślę, że z Markiem powinniśmy się rozstać
– No ale co się stało, na litość boską?!
– Dzisiaj dwudziesta piąta rocznica naszego ślubu. Rano nawet o tym nie wspomniał. Pytał tylko, gdzie są jego skarpety i za ile minut będzie śniadanie. I tyle Kasia gorzko westchnęła.
– I tyle?! Kasia, no ty chyba masz coś z głową! Rok temu była rocznica u teściowej, to Marek ci coś kupił? Oj, dziewczyno, nie ma co się rozdrabniać! Mój twój ojciec nigdy mi nic nie dawał, a ja jemu też nie. Po co wydawać pieniądze na głupoty?! Alicja rozpędziła się.
Kasia patrzyła na matkę i myślała, że źle zrobiła, przychodząc się wyżalić. Mama nigdy jej nie rozumiała. Po policzku spłynęła łza.
– No i jeszcze mi tu dramaty urządzasz! Wiesz, jakie to teraz będzie zamieszanie z tym rozwodem? Mieszkanie się dzieli, działkę, macie jeszcze samochód A te oszczędności na koncie? Ja trzymam gotówkę w domu, schowałam pod poduszką. To dopiero będzie zamiana! Taka dobra trzypokojówka, a ile w remont włożyliście
Kasia patrzyła na matkę. Alicja mówiła o mieszkaniu, o zamianie. Wydawało się, że z całych sił stara się przypomnieć sobie, co, ile i komu się należy. W sercu Kasi zrobiło się jeszcze ciężej niż przedtem
– Słuchaj, córko idź do domu i wyrzuć to z głowy. A jak chcesz kwiatów, to pójdziemy, narwę ci róż, i tak już przekwitają
– Dzięki, nie trzeba. Kasia wytarła nos.
– No jak chcesz. To idziesz już? W sklepie wczoraj piasek tani przywieźli, potrzebujesz?!
Kasia przecząco pokręciła głową i szybko wyszła. W rodzinnym domu było po prostu nie do wytrzymania.
Ruszyła w stronę przystanku, ale po chwili zmieniła zdanie i postanowiła się przejść: skręciła na chodnik, a potem wyszła na bulwar.
W torebce zadzwonił telefon. Kasia od razu pomyślała, że to Marek, bo przypomniał sobie o rocznicy. Na ekranie wyświetliło się imię jedynego syna, którego urodziła w związku z Markiem.
– Tak, Tomku.
– Mamo, cześć. Słuchaj, masz chwilę? Muszę z tobą pogadać, bardzo pilnie.
– Jasne, że mam. Możemy się spotkać w kawiarni za godzinę. Pasuje?
– Tak, super. Gdzie?
– W Nostalgii, jestem niedaleko. Sama też muszę z tobą porozmawiać.
Kasia skręciła w inną ulicę, przeszła kilka przecznic i po dwudziestu minutach była na miejscu. Syn dotarł po dziesięciu.
– Cześć, mamo.
– Cześć, Tomku. Zamówiłam tylko kawę, jeść mi się nie chce.
– No i dobrze. Mam tylko dwadzieścia minut.
– O co chodziło?
– Słuchaj, mamo jest sprawa No więc, Ola powiedziała mi, że jest w ciąży
Kasia na moment zamarła. Kilka tygodni temu Tomek wprowadził się do ukochanej dziewczyny. Ogólnie nie miała nic przeciwko ich związkowi, ale bycie babcią w wieku czterdziestu pięciu lat jakoś nie było w jej planach.
– Mamo, czemu milczysz?
– A no to takie zaskoczenie, Tomku. Poradzicie sobie?
– No jasne, w razie czego pomożesz, prawda? A ty co chciałaś powiedzieć?
– Ja synku, a jakbyś zareagował, gdybym się z tatą rozeszła?
– A wy co, rozwód bierzecie? Co się stało?
– No wiesz, jesteśmy już inni, obcy sobie. Dzisiaj dwudziesta piąta rocznica ślubu, a on nawet o tym nie pamiętał.
– Rozumiem. No to się rozwieźcie, ja już duży jestem. No to pa, lecę.
– Pa, synku
Kasia zapłaciła za kawę i poszła do domu, choć wcale nie chciała tam wracać. Po drodze wstąpiła do sklepu, a w domu przygotowała kolację.
Marek, jak zwykle, wrócił pod wieczór. Zjadł, opowiadał coś o szefie i o nowym aucie Jacka. Kasia słuchała, kiwała głową, przytakiwała.
Następnego ranka mąż znów pojechał do pracy. Kasia pozmywała po śniadaniu. Wciąż była rozdarta. Z jednej strony bolało ją zachowanie Marka. Z drugiej dwadzieścia pięć lat razem to prawie całe życie. Zniszczyć to przez zapomnian



