Cicha kobieta przemówiła głośno

Cicha kobieta powiedziała głośno

Zenon Marecki! Ile można wytrzymać?! Drugi raz w tym tygodniu zalewasz mi mieszkanie! krzyczała sąsiadka z dołu, wymachując mokrą szmatą tuż przed nosem Elżbiety Nowak.

Przeprosiłem już! Grzejnik mi przecieka, hydraulika wezwałem! tłumaczył się mężczyzna, stojąc w drzwiach w samych bokserkach i podkoszulku.

Przeprosiłeś! A co ja mam zrobić z sufitem? Tapety nowe właśnie nakleiłam! Wy tam w ogóle niczym się nie interesujecie?

Elżbieta stała za plecami męża, zaciskając pięści. Sąsiadka Danuta Kowalska miała rację, ale Zenon, jak zwykle, nie chciał słuchać. Grzejnik faktycznie przeciekał od miesiąca, a on ciągle odkładał naprawę.

No co pani drzesz się jak przekupka na targowisku! nie wytrzymał Zenon. Naprawię, mówiłem przecież!

Kiedy naprawisz? Jak mi całe mieszkanie zaleje? Danuta Kowalska była wściekła, jej siwe włosy rozczochrały się, a policzki płonęły.

Elżbieta cicho podeszła do męża, dotknęła jego ramienia.

Zenek, może ja jutro rano znajdę hydraulika, dobrego. Mam numer do jednego fachowca szepnęła.

Daj! Sam się tym zajmę! machnął ręką mąż, nawet się nie odwracając.

Danuta Kowalska spojrzała na Elżbietę ze współczuciem. Kobiety znały się od ośmiu lat, od kiedy Nowakowie wprowadzili się do tego mieszkania, ale przez cały ten czas sąsiadka nigdy nie słyszała, żeby Elżbieta Nowak podniosła głos. Zawsze cicha, zawsze uległa, zawsze przepraszająca za męża.

Dobrze, Elżbieto, wiem, że to nie twoja wina. Ale zróbcie coś w końcu! Danuta odwróciła się i poszła w stronę klatki schodowej.

Zenon trzasnął drzwiami i poszedł do kuchni, gdzie na kuchence stał rosół. Elżbieta szła za nim, jak zwykle, w milczeniu.

Czego taka nadąsana? burknął mąż, siadając do stołu. Nalej mi zupy.

Elżbieta wzięła chochlę, ale ręce jej drżały. Krople żółtego rosołu spadły na czysty obrus, który rano dopiero co wyprasowała.

Niezdara! warknął Zenon. Normalnie nalać nie potrafisz!

Przepraszam szepnęła Elżbieta i szybko wytrzeła plamę serwetką.

Przy obiedzie mąż opowiadał o pracy, narzekał na szefa, na kolegów, na wszystkich po kolei. Elżbieta kiwała głową, od czasu do czasu wtrącając: Tak, oczywiście albo Masz rację. Tak było od zawsze, przez dwadzieścia trzy lata ich małżeństwa.

Po obiedzie Zenon położył się na kanapie oglądać mecz. Elżbieta poszła zmywać naczynia. Przez kuchenne okno widać było, jak sąsiadka wiesza pranie na balkonie. Danuta Kowalska zauważyła jej spojrzenie i pomachała ręką. Elżbieta nieśmiało odwzajemniła gest.

Wieczorem, gdy mąż zasnął przed telewizorem, Elżbieta cicho się ubrała i zeszła do sąsiadki. Danuta Kowalska otworzyła drzwi w szlafroku, z kubkiem herbaty w ręce.

Elżbieto! Wejdź, wejdź! Herbaty się napijesz?

Dziękuję, nie trzeba. Jestem tylko na chwilę. Chciałam zobaczyć, jak u was z sufitem.

W łazience sytuacja wyglądała naprawdę kiepsko. Na suficie rozlewała się duża żółta plama, a w rogu już odklejała się taśma z tapety.

Ojej! westchnęła Elżbieta. Danuto, wybaczcie nam, proszę! Jutro sama znajdę hydraulika, sama zapłacę!

Ależ, Elżbieto! Nie o pieniądze chodzi. Po prostu mam już dość. Widzisz przecież, jaki twój mąż ma charakter Zawsze wszystkich obwinia, a sam nic nie chce załatwić.

Elżbieta spuściła wzrok. Sąsiadka miała rację, ale nie potrafiła się do tego głośno przyznać.

On się męczy w pracy, denerowany jest cicho tłumaczyła.

Elżbieto, a ty sama jak żyjesz? niespodziewanie zapytała Danuta. Znam cię tyle lat i nigdy nie widziałam, żebyś się uśmiechnęła. Zawsze taka smutna chodzisz.

Normalnie żyję. Co wy Elżbieta zmieszała się od tego bezpośredniego pytania.

Dzieci macie?

Nie. Jakoś nie wyszło.

A chcieliście?

Elżbieta długo milczała, w końcu skinęła głową.

Chciałam. Bardzo chciałam. Ale Zenon mówił, że jeszcze za wcześnie, potem że pieniędzy brak, potem że nie jest gotowy. A teraz już za późno.

Danuta odstawiła kubek na stół, podeszła do Elżbiety.

A czego ty chcesz? Nie Zenon, tylko ty?

Nie wiem szczerze odpowiedziała Elżbieta. Już nawet nie pamiętam, czego chcę. Tak długo myślałam tylko o tym, czego on potrzebuje

Elżbieto, przecież jesteś piękną kobietą. I wcale nie starą czterdzieści pięć lat to nie wiek! Dlaczego się tak umniejszasz?

Elżbieta spojrzała na swoje odbicie w lustrze w korytarzu. Rzeczywiście, twarz jeszcze nie stara, oczy pełne życia, figura szczupła. Ale wyraz twarzy zmęczony, jakby wygaszony.

Nie umniejszam. Po prostu tak wyszło. Nie umiem głośno mówić, kłócić się. Mama mówiła, że dobra żona powinna mężowi ustępować.

A twoja mama była szczęśliwa?

Elżbieta zamyśliła się. Mama zawsze cicha, zawsze w cieniu ojca. Tata decydował, a mama kiwała głową. Ale szczęśliwej jej nie pamiętała.

Chyba nie cicho przyznała.

No widzisz. A ty powtarzasz jej drogę.

Gdy Elżbieta wróciła do domu, w mieszkaniu było cicho. Zenon chrapał na kanapie, w pokoju śmierdziało alkoholem widocznie po jej wyjściu sięgnął po wódkę. W kuchni w zlewie stał brudny talerz, na stole leżały okruchy.

Zaczęła sprzątać automatycznie, ale nagle się zatrzymała. Spojrzała na śpiącego męża, na bałagan, który zrobił w pół godziny jej nieobecności. Coś w niej zadrżało, jak napięta struna.

Rano Zenon obudzi

Rate article
Fajna Tajna
Cicha kobieta przemówiła głośno