Staraj się, dziewczyno

Wiesz, kochanie, będziesz musiała bardzo się postarać, żeby wpasować się do naszej rodziny oznajmiła Lidia z miną surowej nauczycielki.

Martyna ledwo powstrzymała śmiech. To było przewidywalne. Teściowa-dyrektorka już na wstępie uderzała nową uczennicę linijką, choć lekcja nawet się nie zaczęła.

Kuba, siedzący obok, odwrócił wzrok. Widać było, że miał ochotę powiedzieć coś w stylu no i zaczęło się. Ale się nie wtrącił. I słusznie. To nie była jego walka.

Postarać? powtórzyła Martyna z pobłażliwym uśmiechem. Proszę uściślić, w jakim kierunku. Na kurs kroju i szycia się zapisać? A może na taniec?

Rozmowa toczyła się w kuchni Lidii. Wszystko tu było drogie i eleganckie: firany z lambrekinami, cukierki w kryształowych wazonach, duży drewniany stół i krzesła w kolorze szampana. Ładnie, ale Martyna nie mogłaby tu mieszkać. Wszystko zbyt idealne, jakby to nie był dom, a plan filmowy.

Martynko, u nas to rodzina inteligencka wyjaśniła Lidia, udając, że nie słyszy ironii w głosie synowej. Jesteśmy ludźmi wychowanymi, u nas przypadkowe osoby się nie zadomowią.

Martyna skinęła głową, ale już nie słuchała. Ta rola była jej aż za dobrze znana. Już w tym pływała, tylko wtedy nie miała ani doświadczenia, ani zdrowej samooceny.

…Piętnaście lat temu Martyna była zupełnie inna: młoda, posłuszna, z ufnymi oczami i wiarą, że trzeba być dobrą żoną. Męża, Pawła, bardzo kochała.

Ale Paweł kochał tylko swoją matkę.

Pierwsza teściowa, Grażyna, wyraźnie uważała się za gwiazdę lokalnego formatu. Miała aktywną postawę życiową, bardzo donośny głos i zdanie na każdy temat. Już podczas drugiej rodzinnej kolacji oświadczyła:

Kurczak suchy jak szmatka. No nic, pokażę ci, jak się piecze, skoro twoja matka cię nie nauczyła.

Martyna wtedy tylko się uśmiechnęła. Uważała, że jeśli będzie cierpliwa i grzeczna, to ktoś to doceni. Dlatego nazywała teściową mamą, gotowała jej sałatkę z mięsem zamiast kiełbasy (jak ta prosiła) i pozwalała krytykować wszystko: od koloru szminki po czystość podłóg.

Gdy urodziła się córeczka, stało się gorzej. Teściowa bez przerwy wygłaszała wykłady na temat jak wychować porządną kobietę. Wszystko z pobłażliwymi uśmiechami i aluzjami, że Martyna to kiepska nauczycielka. Szewc bez butów.

Pampersy to znęcanie się nad dzieckiem! oznajmiła Grażyna pewnego dnia, wręczając synowej pieluszki tetrowe. To dla leniwych wymyślili. A ty będziesz dobrą mamą, prawda?

Paweł nigdy się nie wtrącał. Nawet gdy córeczka, która jeszcze nie wymawiała r, zapytała:

Mamo, a dlaczego jesteś głupia?

Martyna aż oniemiała.

Co? Kto ci to powiedział?
Babcia Grażka.

Gdy Martyna poprosiła męża, żeby interweniował, ten tylko wzruszył ramionami.

No co ty. Powiedziała i powiedziała. Może w emocjach była. Znasz ją.

Martyna znała. Wcześniej się starała. Siedziała przy świątecznym stole i wysłuchiwała publicznie, że zaoszczędziła na serze i zepsuła danie. Kupowała drogie prezenty, bo chciała choć raz usłyszeć pochwałę. Zachowywała się idealnie, aż zrozumiała, że w oczach Grażyny ideałem zawsze będzie ktoś inny.

Po tym incydencie Martyna poważnie pomyślała o rozwodzie i wkrótce złożyła papiery. Trudny charakter? Dla niej to brzmiało jak przyznanie się do paskudnego zachowania i braku chęci, by to zmienić.

Na dworcu zdechniesz! Teraz tylko z kotami będziesz żyła! prorokowała teściowa.

Ale kotów nie miała, za to mieszkanie, pracę i zdrowy rozsądek tak.

A potem do tego zestawu dołączył Kuba. Poznali się przez wspólnych znajomych, wymienili numery i zaczęli rozmawiać. Kuba może nie był zakochany po uszy i nie obiecywał złotych gór, ale szanował jej uczucia. Wiedział o jej przeszłości i spokojnie zaakceptował jej córkę.

No i chciał się ożenić. Martyna nie odmawiała, ale zwlekała i obserwowała. Kochała Kubę, ale nie chciała znowu wpaść w sidła cudzej rodziny, w której nigdy nie będzie swo

Rate article
Fajna Tajna
Staraj się, dziewczyno