Kobieca opowieść

Historia kobiety

Ewę i Wojciecha uważano za idealną parę. Oboje przystojni, zaradni, z pieniędzmi, tylko dzieci nie mieli. Lekarze rozkładali ręce, stawiając niepocieszające diagnozy.

Ale oni nie tracili nadziei. Chodzili do kościoła, modlili się, jak mogli, jeździli po świętych miejscach. Gdzie tylko słyszeli o starej znachorce w jakiejś wsi, od razu jechali. Jedna z nich powiedziała, że dziecko będzie, nawet nie jedno, ale przez ból i straty. Dużo wtedy mówiła. Ewa tak się ucieszyła, że słuchała jednym uchem, niczego nie zapamiętała, oprócz tego, że trzeba wierzyć.

Żyliby dla siebie, podróżowali, pieniędzy mają przecież pełno, a oni tragedię sobie robią. Dzieci niewdzięczne będą, dorosną, szklanki wody na starość nie podadzą plotkowali za jej plecami.

Stara już, sama pewnie z chorobami, a tu jeszcze dzieci chce. O wnukach czas myśleć Ale skąd wnuki, skoro dzieci nie ma?

Ewa kiedyś powiedziała Wojciechowi, że go nie trzyma, żeby znalazł sobie młodszą, która urodzi mu dziecko, a nawet więcej. Spojrzał na nią w taki sposób, że pożałowała swoich słów i nigdy więcej tego tematu nie poruszała.

Tak żyli. Wszystko mieli pracę, mieszkanie, pieniądze, ale okazało się, że to za mało, by być szczęśliwymi. Ewa wiedziała, że byłaby najlepszą matką na świecie. Wyobrażała sobie, jak kołysze na rękach malutką istotkę, podobną do nich obojga, jak stawia pierwsze kroki, idzie do szkoły Czasem sama się przekonywała: Ludzie żyją bez dzieci. Taki los. Bóg nie daje dziecka, to znaczy, że nie zasłużyłam. I szukała w sobie wad, za które mogła być ukarana.

Może modlitwy pomogły, może Bóg ulitował się nad ich cierpliwością i wiarą. Pewnego dnia stał się cud, w który tak mocno wierzyli.

Ewa już nie śledziła cyklu. Gdy poczuła nudność rano, pomyślała, że coś nieświeżego zjadła dzień wcześniej. Ale nudności powtórzyły się następnego ranka. Potem gotowała zupę i od zapachu mięsa zrobiło jej się niedobrze. Czyżby? Nie, to niemożliwe! Mimo wszystko kupiła dwa testy.

Jak często czekamy na cud, a gdy już go widzimy, nie wierzymy własnym oczom. Ewa też nie od razu uwierzyła, gdy zobaczyła dwie upragnione kreski. Ledwo doczekała się powrotu Wojciecha z pracy, by podzielić się radością.

Jestem w ciąży wykrztusiła, ledwo wszedł do mieszkania, i podała mu test.

Przytulili się mocno i stali tak długo, aż łzy radości wyschły.

Wojciech nie pozwalał jej dźwigać, nawet na zakupy chodził z nią, by nie nosiła ciężkich siatek. Ciągle pytał, jak się czuje.

Przestań się tak mną przejmować. Kobiety starsze ode mnie rodzą drażniła się Ewa.

Nie obchodzą mnie inne kobiety, mam tylko ciebie. Nie chcę, by coś się stało tobie i naszemu dziecku mówił, całując żonę. Poza tym, lubię się wami opiekować.

Gdy brzuch stał się widoczny, sąsiedzi i współpracownicy nie pozostali obojętni. Jedni szczerze się cieszyli, inni nie kryli negatywnych komentarzy.

Co, w końcu zrobili in vitro?..

Albo nie urodzi, albo urodzi kalekę szepnęła jedna sąsiadka drugiej na ławce przed blokiem.
Ewa usłyszała, odeszła szybko od życzliwych. Głaskała brzuch i szeptała:

Nie słuchaj nikogo. Będziesz najpiękniejsza i najmądrzejsza. Wiedziała już, że to dziewczynka.

Wcześniej omijała dziecięce działy w sklepach, teraz śmiało wchodziła i wybierała najładniejsze ubranka. W domu rozpakowywała je i w wyobraźni widziała w nich swoją córeczkę. Przytulała malutką bluzeczkę do twarzy. Pachniała nowością, ale to przecież ubranko jej dziecka.

Gdy nadszedł czas porodu, umówili się w najlepszej klinice na cesarkę, bojąc się niespodzianek. Zbyt długo czekali, by ryzykować. Dziewczynka urodziła się zdrowa. Nie było dnia, by nie dziękowali Bogu za to szczęście.

Ewa nie miała pokarmu, kupowali najdroższe mleko modyfikowane. Obydwoje mogli godzinami patrzeć, jak śpi. Potem były pierwsze ząbki, słowa, kroki. Wojciech zaproponował, by Ewa nie wracała do pracy po urlopie macierzyńskim. Zarabiał dobrze, niech zostanie w domu.

Żadnych przedszkoli, tylko choroby od innych dzieci.

Córka stała się sensem życia Ewy, z radością zajmowała się nią w domu. Zosia rosła w miłości, piękna i grzeczna, nie sprawiała problemów.

Do szczęścia szybko się przyzwyczajasz, przestajesz je dostrzegać.
Zosia już chodziła do szkoły. Pewnego wieczoru odrabiała lekcje, Wojciech czytał gazetę, a Ewa gotowała kolację. Zostało pokrojenie warzyw do sałatki, gdy przypomniała sobie, że zapomniała kupić majonez.

Wojtek, skoczę do sklepu powiedziała.

Mhm mruknął, nie odrywając oczu od gazety.

Gdy wróciła, zabrała się za sałatkę. Dopiero gdy poszła wołać Zosię na kolację, zobaczyła, że jej nie ma.

Wojtek, gdzie Zosia?

Pobiegła do Natalii na chwilę.

Dawno?

Jak tylko wyszłaś.

Ewa spojrzała na zegarek wpół do siódmej. Mówią, że w takich chwilach matka czuje niepokój, przeczucie nieszczęścia. Ale Ewa nic nie poczuła, była spokojna. Natalia mieszkała w sąsiednim bloku. Po co się martwić? W każdej chwili mogła pójść po córkę.

Nie czekali na Zosię, zjedli kolację. Potem Ewa zadzwoniła do domu Natalii. Odebrała jej mama.

Dzień dobry, mówi mama Zosi. Czas już do domu powiedziała Ewa.

Ale jej tu nie ma. Myślałyśmy, że nie puściliście jej do nas. Co się stało?

Jak to nie ma? krzyknęła Ewa, telefon wypadł jej z ręki.
Wojciech natychmiast odrzucił gazetę i podbiegł.

Co?

Zosia nie przyszła do Natalii wyszeptała sztywnymi wargami.

Szybko się ubrali i wybiegli na ulicę. Jesienią szybko robi się ciemno, latarnie już się paliły. Biegali po podwórkach, krzyczeli, wypytywali sąsiadów Zosia zapadła się pod ziemię. Nikt jej nie

Rate article
Fajna Tajna
Kobieca opowieść