Bezduszna istota

Nie dusza, a suchar spieczony

Kasia skończyła czternaście lat, gdy rodzice oznajmili jej, że wkrótce w rodzinie pojawi się siostrzyczka lub braciszek. Tupała nogami, wrzeszczała wniebogłosy.

Mamo, po co nam kolejne dziecko? Starzejecie się i teraz wam się zachciało? Ja wam nie wystarczam? wściekała się, czując, że będzie miała rywalkę, że rodzice już nie tylko jej będą poświęcać uwagę i wydawać pieniądze.

Dotąd ojciec i matka spełniali każde jej kaprysy, a teraz nagle zaczęli mówić o przyszłym dziecku, o łóżeczku, wózku, wanience. Jakie wózki, skoro Kasia potrzebuje nowych butów!

Chciała się ładnie ubierać. Nie była urodziwą dziewczyną krępa, kanciasta, o szerokich rysach twarzy ale wierzyła, że modne ciuchy to naprawią. Stroiła się, by ukryć niedostatki, i szantażowała rodziców. A ci ulegali. A teraz ta siostra zrujnuje jej życie.

Urodziła się mała Zosia. Kasia nie pałała entuzjazmem, patrząc na nią. Dziewczynka była śliczną laleczką z błękitnymi oczami i jasnymi loczkami. Zosia dreptała już za starszą siostrą, ale ta odpędzała ją jak natrętną muchę.

Mamo, zabierz swoją Zosię, przeszkadza mi.

Minęły lata. Zosia wyrosła na piękną dziewczynę, a Kasia pozostała zwykłą wiejską panną, której nikt nie chciał za żonę. Po szkole nie poszła na studia, pracowała jako listonoszka, roznosząc pocztę po wsi.

Tymczasem Zosia, ledwie skończywszy dziewiętnaście lat, zakochała się w Tomku, który przyjechał na praktyki. Po romansie została sama w ciąży, a Tomek zniknął jak kamfora.

Ródź powiedziała matka. Co się stało, to się nie odstanie. My z ojcem pomożemy.

Zosia urodziła syna, Marcina. Ale od starszej siostry usłyszała niemało.

Zosiu, zawsze byłaś naiwna. Miłość? Głupoty opowiadasz. Spójrz na mnie nie wierzę w te bajki, więc i nie dałam się omamić. A ty? Myślisz tylko o romantycznych bzdurach. Teraz masz dziecko i męcz się sama nazwała nawet chłopca brzydkim słowem. Nikt ci rozumu nie naprostuje, rodzice tylko tobą i Marcinem się zajmują.

Kasi nikogo nie było żal. Codziennie wypominała Zosi, że urodziła dziecko bez męża. Ale robiła to tak, by rodzice nie słyszeli nie lubili takich rozmów. Pewnego razu rzuciła nawet:

Po co ci ten Marcin? Lepiej byłoby go w szpitalu zostawić, skoro nie miałaś rozumu w porę się go pozbyć. Zosia płakała po tych słowach.

Marzyła, by uciec z synem z domu, byle nie słyszeć tych słów. Ale dokąd? Bez grosza, bez męża. Aż pewnego dnia Kasia oświadczyła, że wyjeżdża do miasta.

Mam was dość. Wynoszę się i będę żyć po swojemu.

Wpadła na pomysł, by wreszcie się usamodzielnić. Choć nie miała żadnego zawodu, wkurzało ją, że cała uwaga skupia się na Zosi i Marcinie. Kasia przekroczyła trzydziestkę, a wciąż była sama. Może w mieście znajdzie męża? Nawet starszego.

Pojechała do Łodzi, przeglądała ogłoszenia. Dowiedziała się, że na budowie można dostać pracę, a nawet mieszkanie choćby pokój w hotelu robotniczym. Zgłosiła się. Miała siłę, nosiła wiadra z zaprawą, nauczyła się tynkować. Stała się chciwa, chodziła z kobietami na dorywcze roboty. Zapomniała o rodzicach teraz miała swoje życie. Gdy pytano, odpowiadała:

Zrobili mi krzywdę, więc uciekłam. Niech teraz żałują. Sam

Rate article
Fajna Tajna
Bezduszna istota