Zaraz wrócę…
Przy wyjściu z metra utworzył się zator. Na zewnątrz lało jak z cebra. Ci, którzy mieli parasole, zatrzymywali się w drzwiach, szukając ich w torbach. Pozostali, bez parasoli, nie spieszyli się, by wyjść na deszcz. Ale tłum z tyłu pchał się naprzód, wypychając zatrzymanych na zewnątrz, pod strugi wody.
Wyjmij parasol powiedział Łukasz tuż przy wyjściu.
Nie mam odparła Karolina, zagubiona, nie mogąc oprzeć się naciskającym ludziom.
Rano ci mówiłem, że będzie padać zirytował się Łukasz, stojąc już pod deszczem i z żalem spoglądając na drzwi metra.
Spóźniałam się, nie miałam czasu Mógłbyś wziąć swój. Zresztą, twój parasol jest większy, zmieścilibyśmy się pod nim we dwoje odcięła się Karolina.
No dobrze, nie jesteśmy z cukru, nie rozpuścimy się. Łukasz ruszył zdecydowanie naprzód, Karolina ledwo nadążała.
Właśnie, że duży. Wczoraj nosiłem go cały dzień, a deszczu nie było. Twój jest składany. Po co go w ogóle wyjęłaś z torebki? burczał po drodze Łukasz.
Suszyłam
Szli, kłócąc się, przekrzykując szum deszczu.
Zawsze sobie znajdujesz wymówki, a mnie od razu obwiniasz zirytowała się Karolina, zmęczona już tą wymianą zdań.
Nie obwiniam cię, tylko mówię
Powiedziałeś to tak, że znowu poczułam się winna. Nie można było inaczej? Bez pretensji? Albo po prostu milczeć? Mam już dość twojego czepiania się. Potrafisz z każdej drobiazgu zrobić problem na skalę wszechświata powiedziała urażona.
Deszcz to dla ciebie drobiazg? spytał mąż, nie odwracając się. Po prostu powiedziałem
Och, nie zaczynaj znowu. Dość! Mam dość przerwała mu Karolina.
Dusiła się od szybkiego marszu, głos jej drżał.
Łukasz jeszcze pomrukiwał, ale ona już nie odpowiadała, i wkrótce on też zamilkł. Karolina wiedziała, że nie miała racji, a ten deszcz Ubranie szybko nasiąkło, przylepiając się do skóry. Woda spływała jej z włosów.
Kiedy to się zaczęło? Te drobne kłótnie, przytyki. A może zawsze tak było? Pewnie tak. Tylko wcześniej starała się ustępować, gasić iskrę zarzewia, zanim wybuchła prawdziwa awantura.
Naprzeciw szedł mężczyzna. On też nie miał parasola, ale szedł tak, jakby czerpał przyjemność z deszczu. Powoli, z rękami w kieszeniach jeansów. Serce Karoliny zaczęło bić szybciej, wyprzedzając wzrok i rozum. Bartek!
Nie mogła oderwać od niego wzroku. On też na nią patrzył, ale mijając ją, nagle odwrócił głowę. Jak to rozumieć? Przecież to on! Nie mogła się pomylić. A jednak przeszedł obok, nawet nie skinął głową. A może jednak się pomyliła? Tyle jest podobnych ludzi. Karolina wciągnęła gwałtownie powietrze. Okazało się, że cały ten czas wstrzymywała oddech. Łzy zakręciły się w jej oczach, ale na szczęście twarz miała mokrą od deszczu.
Znasz go? Czemu się tak na ciebie gapił? mąż pochylił się nieco, próbując zajrzeć żonie w twarzą.
Nie. Chyba mnie pomylił z kimś odparła po chwili.
*Ale dlaczego udawał, że mnie nie poznaje?* to pytanie rozrywało jej serce.
Kłamiesz. Tak na siebie patrzyliście Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
*Bo właśnie tak było* pomyślała, ale powiedziała tylko:
Wygląda jak mój kolega z roku. Pomyliłam się. Sam widziałeś, nawet się nie przywitał starała się mówić spokojnie, choć w środku wszystko w niej wrzało. Zazdrościsz mi? Próbowała z tego zrobić żart.
Jesteś zdenerwowana nie ustępował Łukasz.
Przestań mnie przesłuchiwać. Nie. Znam. Go! krzyknęła, nie mogąc się powstrzymać.
*Ma rację, zobaczyłam ducha. Tak bardzo starałam się go zapomnieć! Ale skoro on udawał, że mnie nie poznaje, to ja też nie chcę go znać. Zdradził mnie*
Przyznaj się, że coś między wami było, skoro tak reagujesz powiedział Łukasz, udając obojętność.
Czego ty ode mnie chcesz? Zostaw mnie błagała Karolina.
W końcu dotarli do domu.
Pierwsza do łazienki rzuciła, wchodząc do mieszkania, i wślizgnęła się do łazienki.
Mąż coś mruknął, ale Karolina odkręciła wodę, by go nie słyszeć. *I tak wyglądam A on mnie tak zobaczył. Nic dziwnego, że przeszedł obok. Wszystko przez ten deszcz* myślała, patrząc w lustro.
Zrzuciła mokre ubranie, wrzuciła je do pralki i znów spojrzała na swoje odbicie. Figura smukła jak dawniej, biust niewielki, ale jędrny, na twarzy ani jednej zmarszczki. Cieszyła się, że natura obdarzyła ją gęstymi, ciemnymi rzęsami. Rzadko używała makijażu. *Przynajmniej nie mam rozmazanej tuszu jak pancernik. Ale w sumie wcale nie wyglądam źle* pomyślała z zadowoleniem. *A on się zmienił, dojrzał, rysy twarzy stały się ostrzejsze*
Weszła pod prysznic. Gorące strumienie wody rozgrzewały, zmywając zmęczenie i napięcie. Stała tak, nie mogąc uwolnić się od wspomnień
***
Karolina podeszła do tablicy. Przed listami przyjętych stał tłum abiturientów. Wysocy chłopcy zasłaniali jej widok.
Przepuśćcie! nie wytrzymała, przepychając się do przodu.
Proszę bardzo ustąpił jej miejsca jakiś chłopak.
Znalazła swoje nazwisko, ale ciągle ją popychano, więc kilkakrotnie traciła je z oczu. *Nie, to na pewno ja*. W końcu wydostała się z tłumu.
Gratulacje usłyszała obok.
Odwróciła się i zobaczyła nieznajomego.
Dzięki. Też się dostałeś? zapytała radośnie.
Tak. Więc będziemy razem studiować.
Super uśmiechnęła się.
We wrześniu spotkali się jak starzy znajomi. Byli w różnych grupach, widywali się na wykładach i w stołówce. Bartek zerkał na nią, uśmiechał się, ale nie próbował



