Nikomu nie jesteś potrzebna?

Dzisiaj miałam trudny dzień. Wszystko zaczęło się od tej głupiej fotografii.

Magda, nie rób mi zdjęć z profilu. Nie musisz rzuciłam gniewne spojrzenie na fotografkę z naszej agencji PR. Po co w ogóle stamtąd fotografujesz?

Pani Joanno, ja wszystkich fotografuję zdenerwowała się Magda, która krążyła wokół okrągłego stołu z honorowymi gośćmi, klikając aparatem. Chcę, żeby wszyscy byli na zdjęciach.

Mnie fotografuj tylko prosto i stamtąd. Rozumiesz? Proszę. Tylko prosto, z tej strony. Dziękuję powiedziałam ostro. Koledzy, wróćmy do dyskusji o kontrakcie.

Goście patrzyli na mnie ze zdziwieniem, ale nikt nic nie powiedział. Byłam szefową, więc mogłam sobie pozwolić na wszystko nawet na pouczanie fotografa podczas podpisywania wielomilionowej umowy.

Magda teraz celowała bardziej ostrożnie, pilnując, żebym zawsze patrzyła w obiektyw i nigdy nie trafiła na zdjęcie z boku. Koledzy dawno ją ostrzegali, ale zapomniała, więc dostała reprymendę. Choć szczerze nie rozumiała, co złego jest w zdjęciach z profilu. Przecież wszystko wyglądało dobrze.

Ale dla mnie dobrze nigdy nie było wystarczające. Wszystko musiało być idealne. Tak zawsze mówiła moja mama:

Joasiu, musisz być idealna. Idealna dla męża, dzieci, kolegów i dla tego świata. Ludzie mają na ciebie patrzeć i mówić: ona jest doskonała.

Mamo, bardzo się staram.

Wiem, córeczko. Starasz się, ale za mało. Poszłaś do szkoły w źle wyprasowanej bluzce. Jak można? Dlaczego nie wyprasowałaś jej, jak kazałam?

Prasowałam, ale i tak zostały fałdy. Myślałam, że to niewidoczne spuściłam głowę.

Jeśli coś jest dobrze wyprasowane nikt nie zauważy. Jeśli źle zobaczą wszyscy. Zapamiętaj to.

Dobrze, mamo powiedziałam, ocierając nos. Strasznie było mi przykro i bałam się zawieść mamę.

I nie trzyj nosa, Joasiu. I tak masz ogromny. A jak płaczesz, to zajmuje pół twarzy. Jak można było urodzić się z takim I jeszcze ta garbata krzywa. Kiedy robicie zdjęcia do szkolnego albumu?

We wtorek.

No to proszę cię, poćwicz przed lustrem, jak usiąść i patrzeć w obiektyw, żeby nos nie wyglądał na taki duży.

Dobrze, zrobię to.

Patrz prosto i lekko przechyl głowę. Tak będzie lepiej. Spróbuj teraz. Tak, właśnie.

Stałam przed lustrem z zalewającymi oczy łzami, przekręcając głowę, ale garbaty nos w każdym ujęciu wydawał mi się ogromny. Gdyby mama nie mówiła o nim tak często, może nawet bym go nie zauważała.

Podczas takich rozmów mama często powtarzała: Jeśli nie będziesz idealna nikt cię nie weźmie za żonę. Zostaniesz sama do końca życia.

Tego bałam się najbardziej. I pracowałam nad sobą, żeby stać się tą idealną kobietą. Ciało, które miało tendencję do tycia, męczyłam dietami i bieganiem. Żadnych pączków, lodów ani pizzy. Tylko znienawidzona kasza gryczana, pierś z kurczaka, sałatka z zielonych warzyw i herbata. Byłam idealna w nauce, wkuwałam wszystko od deski do deski. Bo porządnemu mężczyźnie nie potrzebna jest gruba i głupia. Musiałam być piękna, mądra, wykształcona i dobrze zarabiająca. Komu potrzebna utrzymanka?

Skończyłam ekonomię, potem kursy marketingu, ciągle się dokształcałam. Znałam dwa języki, orientowałam się nie tylko w zdrowym żywieniu, ale też w sztuce, literaturze, malarstwie. Dążyłam do bycia idealną profesjonalistką i idealną żoną.

Z Tomkiem poznaliśmy się już po studiach. Był przystojny, a ja idealna: wysoka, szczupła, zadbana, perfekcyjny manicure, włosy ułożone pasmo po paśmie, wyprasowana koszula, eleganckie spodnie, stylowa biżuteria. Gotowałam świetnie, bo wiedziałam: droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek.

Tomek pochodził z przeciętnej rodziny, bez szczególnych perspektyw. Pracował jako prawnik, zajmował się nudnymi dokumentami i nie sięgał gwiazd. Ale był przystojny wysoki blondyn z niebieskimi oczami i delikatnymi, muzykalnymi palcami. Przy idealnej kobiecie powinien być idealny mężczyzna, prawda? Zwrócił na mnie uwagę, a ja, bojąc się samotności, od razu wzięłam go w karby. A Tomek nie protestował: żona pracowała, utrzymywała dom w czystości, dobrze gotowała i dbała o męża. Zawsze był najedzony, nosił wyprasowane ubrania i wypastowane buty. Razem wyglądaliśmy jak z okładki magazynu o szczęśliwych rodzinach.

Dwa lata po ślubie urodził się nasz syn. Tu też wszystko wzięłam w swoje ręce. Kupiłam nawet książkę: Jak wychować idealne dziecko i postępowałam ściśle według niej. Układałam jadłospis, kupowałam edukacyjne zabawki, dobierałam modne ubrania i najdroższe akcesoria żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że nie stać nas na dziecko!

Dla mnie niezwykle ważne było, co pomyślą koledzy, przyjaciele, sąsiedzi, a nawet obcy ludzie. Jakbym potrzebowała potwierdzenia, że jestem idealna Taka, jaką kazała mi być mama. Kupiłam dobry telefon i zaczęłam prowadzić media społecznościowe. Nie było tam przypadkowych zdjęć ani porannych filmików bez makijażu. Żeby opublikować jedno zdjęcie, robiłam milion ujęć, a potem jeszcze retuszowałam je w programie. Często organizowałam profesjonalne sesje dla całej rodziny. W moich social mediach pojawiały się zdjęcia szczęśliwej rodziny: ja, ukochany mąż i mądry syn.

Tomek nienawidził tych sesji, bo tego dnia stawałam się nerwowa i nie do zniesienia.

Tylko nie fotografujcie mnie z profilu powtarzałam fotografowi. I z tego kąta też nie. Nie trzeba.

Pozwól, że ustawię kadr, jak uważam za stosowne. Jeśli spojrzycie na siebie, będzie bardzo urokliwie.

Nie, rób tak, jak mówię. Nie fotografuj mnie z profilu, już mówiłam. Płacę ci, więc wykonuj, co każę gdy chodziło o moje zdjęcia, byłam ostra i nieugięta.

Po sesjach zmęczony Tomek mówił:

No po co tak, Joanno? Dlaczego tak traktujesz fotografa? Jakbyś go z ławki szkolnej wyciągała.

Bo nie potrzebuję zdjęć, których potem nie pokażę. Jak nafotografuje byle jak, to wszystko wyląduje w koszu.

No co on może źle zrobić? Wszyscy jest

Rate article
Fajna Tajna
Nikomu nie jesteś potrzebna?