Pod koniec jesieni

Pod koniec jesieni
Tuż przed końcem szkoły Weronika w końcu zdecydowała się na studia, choć długo wahała się, kim chce zostać w życiu. Nagle zrozumiała, że poświęci się medycynie. W szkole radziła sobie dobrze, a w domu żyła jak u Pana Boga za piecem. Miała wszystko: kochających rodziców, piękne ubrania, wyjazdy nad morze, prezenty.

Ojciec Weroniki pracował w urzędzie miasta i zajmował wysokie stanowisko. Ani żonie, ani córce niczego nie odmawiał, a Weronikę ubierał jak lalkę. Był pewien, że córkę czeka świetlana przyszłość. Matka nie pracowała, zajmowała się domem.

Ale życie potrafi być przewrotne

Mamo, już lecę! rzuciła Weronika, przeżuwając w biegu kanapkę, i wybiegła z mieszkania. Spóźniała się do szkoły, musiała pędzić jak szalona. Po co wczoraj siedziałam w telefonie do trzeciej w nocy? Ledwo zipię myślała, ale zdążyła wpaść do klasy tuż przed dzwonkiem, zdyszana.

Kto cię gonił? zapytała koleżanka, gdy Weronika opadła obok niej na krzesło.

Nikt, znowu się przeleżała odparła, gdy rozległ się dzwonek na lekcję. Dziewczyny wymieniły się niechętnymi spojrzeniami.

Po trzeciej lekcji wychowawczyni podeszła do Weroniki i powiedziała cicho, nie patrząc jej w oczy:

Musisz iść do domu coś się stało z twoim tatą.

Co? Co się stało? zapytała przerażona, chwytając swoje rzeczy i wybiegając ze szkoły.

Pod blokiem stała grupka sąsiadów, karetka, a właśnie podjeżdżała policja. Weronika weszła do mieszkania z dwoma policjantami Matka już nie płakała, siedziała, kołysząc się w przód i tył, czarna z rozpaczy. Na kanapie leżał ojciec.

Serce, Weroniko, serce mu nie wytrzymało szepnęła sąsiadka do jej ucha.

Córka podeszła do matki, przytuliły się i obie wybuchnęły płaczem. Pogrzeb i stypa przeszły jak we mgle. Sąsiedzi przychodzili, wspierali. Matka zobojętniała, nie rozmawiała z córką.

Mamo, powiedz coś prosiła Weronika, ale kobieta tylko patrzyła na nią pustym wzrokiem, jakby widziała coś daleko. Aż pewnego ranka, gdy Weronika sama zjadła śniadanie, matka wyszła nagle do kuchni i wyszeptała:

Woła mnie, córeczko nasz tata rozejrzała się i upadła.

Weronika podbiegła, potrząsała nią:

Mamo, mamo! ale od razu wybiegła po sąsiadkę.

Halina Stanisławówna natychmiast wezwała karetkę. Matka leżała nieruchomo, Weronika płakała, a sąsiadka, obejmując ją, mówiła:

Wszystko będzie dobrze, Weroniko, lekarz zaraz przyjedzie

Karetka dotarła szybko. Lekarz pochylił się nad matką:

Niestety, nic nie możemy zrobić spojrzał na Weronikę i sąsiadkę, rozłożył ręce. Już jej nie ma.

Weronika nie pamiętała, jak doszła do siebie. Halina Stanisławówna wzięła wszystko w swoje ręce rodziny Weronika nie miała. Matka pochodziła z domu dziecka, a ojciec też był jedynakiem. Pomagali nauczyciele i koledzy z klasy. Powoli Weronika wróciła do równowagi, a Halina otoczyła ją opieką. Rano gotowała jej śniadanie, odprowadzała do szkoły, a wieczorem Weronika jadła kolację u sąsiadki.

W końcu zdała maturę, był bal. Weronika musiała zmienić plany. O studiach nie było mowy teraz liczyło się tylko, jak zarobić na życie. Choć została jej część pieniędzy po rodzicach, wkrótce by się skończyły.

Ciociu Halinko, dziękuję, że załatwiłaś mi tę pracę w sklepie mówiła Weronika. Będę sprzedawczynią. Teraz choć trochę zarobię.

Słusznie, Weroniko, trzeba stanąć na nogi. Studia mogą poczekać. Ważne, żebyś miała głowę na karku.

Weronika pracowała, nie odmawiała dodatkowych zadań myła podłogi, pomagała rozładowywać cięższe paczki. Patrząc na tę drobną dziewczynę, trudno było uwierzyć, że kiedyś żyła zupełnie inaczej.

Pewnego dnia pod blokiem czekali na nią młody mężczyzna i kobieta.

Weronika? zapytała kobieta.

Tak ale skąd państwo mnie znają? odpowiedziała zmęczona po pracy.

Chcielibyśmy porozmawiać o twojej przyszłości. Możemy wejść?

Nie znam państwa, po co mielibyśmy rozmawiać?

Jestem Anna, a to Paweł przedstawiła się, wskazując na mężczyznę.

Nie bój się, Weroniko, nie chcemy nic złego. Po prostu lepiej porozmawiać w środku.

Weszli do mieszkania, usiedli w salonie.

Proponujemy ci sprzedaż mieszkania. Po co ci takie duże? Cztery pokoje dla jednej osoby to za dużo, a rachunki spore.

Tak, opłaty są wysokie przyznała Weronika. Ale nie sprzedam. To pamiątka po rodzicach. I gdzie bym potem mieszkała?

Znajdziemy ci dwupokojowe. Oddasz tylko część pieniędzy.

Weronika nawet nie chciała słuchać. Goście wymienili spojrzenia i pożegnali się grzecznie:

Zastanów się, Weroniko. Jesteś sama, po co ci taki duży dom?

Weronika opowiedziała o wszystkim Halinie.

Nawet nie myśl więcej z nimi rozmawiać! Oszukają cię. Jeśli przyjdą znowu, zawołaj mnie.

Anna dzwoniła jeszcze kilka razy, pytając, czy Weronika się nie namyśliła.

Skąd mają mój numer? zastanawiała się dziewczyna. Nigdy im go nie podałam.

Pewnego wieczoru Anna i inny mężczyzna znów czekali pod blokiem. Weronika stanęła jak wryta.

Musimy porozmawiać powiedziała Anna.

Już mówiłam, że nie sprzedam mieszkania odparła stanowczo.

Spojrzała w górę i zobaczyła w oknie Halinę. Sąsiadka szybko zeszła na dół.

Kim jesteście i czego chcecie? zapytała ostro. Weronika, chodź do domu. Wzięła ją za rękę. Nic tu po was.

Weszły do bloku.

Chodź do mnie, zaraz zadzwonię do Jacka.

Syn Haliny pracował w policji, więc opowiedziała mu o wszystkim.

Jacku, znowu nachodzą Weronikę. Serce mi się kraje.

Jacek przyjechał szybko, wypytał Weronikę i zostawił swój numer.

Rate article
Fajna Tajna
Pod koniec jesieni