Warto wierzyć tylko matce
Agnieszka pamięta swoje szczęśliwe dzieciństwo, choć dziś ma już dwadzieścia pięć lat i zdążyła w życiu poznać zarówno radości, jak i smutki, a także oszustwa.
Kiedy młody i dzielny porucznik Marek, świeżo po ukończeniu akademii wojskowej, oświadczył się swojej dziewczynie Katarzynie, ta nie mogła w to uwierzyć. Spotykali się ponad dwa lata, podczas gdy Marek się uczył, a ich spotkania były rzadkie. Kursantów nieczęsto wypuszczano na przepustki.
Kasia, chodźmy szybko złożyć papiery, pobierzemy się, a potem wyjadę do nowego miejsca służby, urządzę się. Ty dołączysz później, ja cię przywitam mówił Marek, zadowolony, że skończył naukę, dostał szlify i stopień, a przy okazji wkrótce zostanie poważnym, żonatym mężczyzną.
Zgadzam się odpowiedziała uradowana Katarzyna. Od dawna chciała uciec z domu od pijącego i wiecznie awanturującego się ojca, a matka też nie była jej szczególnie bliska.
Matka Katarzyny zawsze broniła ojca, gdy był trzeźwy, nosiła przed nim talerze, a potem wszystko zaczynało się od nowa. Na córkę nikt szczególnie nie zwracał uwagi. Byle było co jeść i w co się ubrać. Pensję ojca matka wyciągała z niego kłótnią, aż do ostatniego grosza, który i tak przepijał.
W życiu nie widziała niczego dobrego.
Gdy będę miała córkę marzyła Katarzyna pokocham ją i wychowam inaczej. I nie będzie u mnie żadnych awantur, bo za takiego jak nasz ojciec nigdy nie wyjdę. Znajdę sobie porządnego chłopaka.
Katarzyna przyjechała do Marka do odległej wsi na Podlasiu, gdzie stacjonował jej mąż. Wieś była niewielka, ale od razu dostali jednopokojowe mieszkanie. Na przyjazd młodej żony Marek się postarał meble były po części wojskowe, część kupił sam.
Marku, jak ja się cieszę, że jesteśmy razem i nikogo więcej nie potrzebujemy. Tutaj ja jestem panią domu radowała się Katarzyna, a mąż z zadowoleniem ją przytulał.
Półtora roku później urodziła im się córeczka Agnieszka. Wtedy Katarzyna krzątała się już prawie sama mąż był na ćwiczeniach albo w służbie, rzadko kiedy wieczorem kąpali córeczkę razem. Marek wracał, gdy córka spała, i wychodził, gdy jeszcze spała. Tęsknił, oczywiście.
Mijały lata. Córka rosła, Marka przeniesiono do innego miasta wprawdzie niewielkiego, powiatowego, ale jednak nie małej wsi. Potem kolejne przeniesienia, i tak Agnieszka chodziła do różnych szkół. Jeździli po kraju, aż pewnego dnia ojciec wrócił ze służby i oznajmił:
No to jedziemy do nowego miejsca do dużego miasta, pewnie tam zostaniemy na zawsze.
Nareszcie, zasłużyłeś powiedziała Katarzyna. Męczyło mnie już to ciągłe przenoszenie się. Inni żyją w jednym miejscu i nigdzie się nie ruszają.
Kasia, masz męża wojskowego, powinnaś wyjść za cywila. Nie rozumiem, na co narzekasz? Masz wszystko. Mieszkanie, samochód, pieniądze.
Ale Katarzyna widocznie odziedziczyła charakter po matce z czasem przestała poświęcać uwagę córce, a Agnieszka, im starsza się stawała, tym bardziej lgnęła do ojca. Między nimi panowało pełne porozumienie. Katarzynie było to obojętne.
Dostali trzypokojowe mieszkanie w centrum miasta. Wcześniej żyli w małych lokalach, a gdy weszli do tego, wszyscy oniemieli. Agnieszce szczególnie spodobał się balkon z dziesiątego piętra rozciągał się przepiękny widok.
Agnieszka chodziła do dobrej szkoły. Ojciec nadal służył, matka też pracowała. Agnieszka często widziała i słyszała, jak matka kłóci się z ojcem. Ten zwykle milczał, a Katarzyna zawsze czegoś od niego wymagała. Zaczynała awanturę bez powodu. Córce żal było ojca, który wychodził na balkon, siadał w fotelu i czytał gazetę, czekając, aż żona wyładuje złość. Na balkon nie odważała się wyjść z krzykiem przecież potem rozeszłyby się o niej nieprzyjemne plotki.
Dwa lata później rodzice w końcu się rozwiedli. Agnieszka została z matką, ojciec wyprowadził się do innej dzielnicy. Mieszkanie Marek zostawił żonie i córce.
Agnieszko, przyjeżdżaj do mnie w weekendy albo na wakacje, oto adres powiedział ojciec i odszedł, a ona ścisnęła w dłoni bezcenny skrawek papieru z adresem i schowała go jak najdalej od matki.
Agnieszka przyjeżdżała do ojca na wakacje, razem spacerowali po parku, chodzili do kina, jedli lody. Matka, widocznie, miała do męża silną urazę i wyładowywała ją na córce. Córka, już w liceum, nauczyła się stawiać opór. Zapanował między nimi chłodny rozejm, ale żyli jak obcy.
Gdy Agnieszka stanęła przed wyborem studiować w domu czy w innym mieście oczywiście wybrała to drugie. Chciała jak najszybciej uciec od matki. Dostała się na uczelnię, zamieszkała w akademiku i była szczęśliwa. Szczęśliwa, że nie widzi matki.
Na wakacje wrócę do matki, odwiedzę ojca myślała.
Nadeszły wakacje, Agnieszka wróciła do domu i spotkało ją rozczarowanie. Matka nie mieszkała sama, ale z Jackiem, który był tylko siedem lat starszy od córki. Agnieszka po raz pierwszy zobaczyła pijanego mężczyznę w mieszkaniu. Ojciec nie pił, no może symbolicznie przy świętach, więc było to dla niej szokujące. Jacek był ciągle podchmielony. Agnieszka nigdy nie zrozumiała, czy pracował, czy nie. Czasem gdzieś wychodził, wracał w tym samym stanie.
Mamo, podoba ci się, że Jacek ciągle pijany? spytała pewnego dnia, nie wytrzymując. Do tego jeszcze awanturuje się.
Nie twoja sprawa, nie wtrącaj się. Jacek miał ciężkie życie. Nie podoba ci się, jedź do swojego ojca, nikt cię tu nie trzyma.
Agnieszka wyjechała do ojca, bo poprzedniego dnia, gdy matki nie było, Jacek wtargnął do jej pokoju. Na szczęście wróciła matka. Wczesnym rankiem spakowała torbę i pojechała do ojca, a po dwóch dniach na uczelnię. Nie rozumiała, dlaczego matka litowała się nad tym Jackiem, znosiła jego awantury, a on nawet mógł podnieść na nią rękę.
Dopóki ten Jace



