Ostatni wagon

Krystyna powoli szła do supermarketu, obserwując zamieszanie wokół, zwłaszcza wśród mężczyzn w końcu jutro Dzień Kobiet. Zawsze lubiła to święto, kiedy mąż przynosił jej bukiet kwiatów i razem starali się je jakoś uczcić. Minęło jednak już kilka lat, odkąd została wdową i przyzwyczaiła się do samotnego życia.

W wieku pięćdziesięciu ośmiu lat, patrząc na nieudane związki swoich znajomych, nawet nie myślała o szukaniu kogokolwiek.

Wszyscy porządni mężczyźni dawno są żonaci, a z byle kim nie chcę mieszkać. Nie potrzebuję dodatkowych problemów. No tak, czasem nudno, samotnie, ale dzieci i wnuki mnie odwiedzają mówiła swojej przyjaciółce, siedząc w kawiarni. Wiesz, Kasia, przyzwyczaiłam się już do życia bez męża i nie chcę niczego zmieniać.

Przyjaciółka była szczęśliwie zamężna, miała oparcie w mężu, dlatego żal jej było Krystyny dobra kobieta, a tak wcześnie owdowiała.

Może jeszcze kogoś spotkasz pocieszała ją Kasia.

Oj, daj spokój, skąd wziąć dobrego faceta? Nawet nie chcę o tym rozmawiać. Lepiej pogadajmy o czymś innym i tak godzinami rozprawiały o dzieciach, wnukach i różnych babskich sprawach.

Krystyna naprawdę przywykła do samotności i nie pragnęła zmian. Zmęczył ją już ten przedświąteczny zgiełk, ale do sklepu iść musiała. Wieczór się zbliżał, wczesna wiosna sypała mokrym śniegiem. Wcześniej wpadł do niej syn, żeby złożyć życzenia.

Mamo, masz kwiaty, jutro nie zdążę, jedziemy z ekipą na działkę Może do nas dołączysz?

Dzięki, synku, ale wolę zostać w domu, głowa mnie trochę boli, ta wiosna grzecznie odmówiła.

Zamyślona weszła do supermarketu, zrobiła zakupy i stanęła w długiej kolejce do kasy, obojętnie przyglądając się przedświątecznej krzątaninie. Bawiło ją, jak mężczyźni nagle stawali się troskliwi:

Wszyscy naraz przypomnieli sobie, że mają ukochane kobiety, i pędzą po tulipany albo mimozę. Facetom dobrze, mają tylko jeden taki dzień w roku. A my, kobiety, ciągle w biegu: co kupić, co ugotować, w co się ubrać

Jej uwagę przykuł przyjemny zapach wody kolońskiej, który wydzielał mężczyzna stojący przed nią z wózkiem pełnym zakupów. Wysoki, posiwiały próbowała sobie go wyobrazić:

Skoro tak pachnie, pewnie i wygląda niczym przystojniak z reklamy myślała, powoli przesuwając się w kolejce.

Rozejrzała się przy każdej kasie tłumy, ale jej myśli wciąż wracały do nieznajomego.

Ubrany porządnie oceniła, zerkając na jego plecy, potem nieśmiało z boku. Pewnie czyjś mąż, tyle nazbierał.

Mężczyzna jedną ręką trzymał wózek, w drugiej telefon, na który odpowiadał krótko:

Tak, kupiłem. Tak, to też. Tak, zaraz będę.

Z żoną pewnie rozmawia domyśliła się.

Gdy chciał schować telefon, ten wyślizgnął mu się z dłoni. Krystyna błyskawicznie zareagowała, łapiąc go w ostatniej chwili, zanim uderzył o płytki. Mężczyzna gwałtownie się odwrócił i spojrzał na nią w taki sposób, że poczuła iskrę.

No proszę, czego mi jeszcze brakowało pod sześćdziesiątkę? przemknęło jej przez głowę, gdy stała oszołomiona.

Dziękuję odezwał się, odbierając telefon i uśmiechając się. Teraz jestem u pani dłużnikiem.

Proszę bardzo odparła.

Właśnie jego kolej stanęła przy kasie, szybko zapłacił i wyszedł, pewnie do samochodu.

No i tyle, niepotrzebnie się ekscytowałam pomyślała Krystyna, pakując zakupy.

Gdy wyszła ze sklepu, nagle natknęła się na niego. Miał założony kaptur i najwyraźniej na nią czekał.

Marek przedstawił się.

Krystyna odpowiedziała, znów czując dziwne poddenerwowanie.

Jestem bardzo wdzięczny, że pani złapała mój telefon uśmiechnął się. Mam pytanie: czy mogłabyś podać swój numer?

Jak zahipnotyzowana, wyrecytowała cyfry. Marek podziękował, pożegnał się i odszedł w kierunku samochodu, który wkrótce zniknął w śnieżnej zawierusze.

Co to było?! dziwiła się w drodze do domu. Tak nagle i numer mu dałam, nawet nie myśląc!

W domu, rozpakowując zakupy, przebrała się w wygodny dres. Wieczór zapadał, postanowiła zrobić sobie prostą kolację i włączyć telewizor. Trafiła na swój ulubiony program lubiła te wzruszające historie zwykłych ludzi, którzy mimo wszystko znajdowali swoje szczęście.

Właśnie podczas reklamy usłyszała dzwonek telefonu.

Dobry wieczór, to Marek. Mogę do ciebie wpaść? spytał swoim głębokim głosem, aż mało nie upuściła słuchawki.

Tak, oczywiście odpowiedziała bez namysłu, a potem przeraziła się własną spontanicznością.

Dziękuję, ale nie będę sam.

Dobrze odrzekła, a on się rozłączył.

Ojej! Nie będzie sam To znaczy, przyjedzie z żoną, żeby podziękować za telefon?!

Wyobraziła sobie jego żonę piękną, zadbaną, pewnie młodszą. Takie eleganckie mężczyzny zwykle mają młodsze partnerki.

Powinnam się przebrać Ale po co? I tak przy niej będę wyglądać jak szara mysz.

Nie zdążyła nawet zdjąć wełnianych skarpet, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Gdy otworzyła, nagle na nią skoczył kudłaty pies, obijając ją mokrą mordą.

O rany, mało nie upadłam! wykrztusiła, patrząc na psa.

Niech się pani nie boi, to Burek. Mówiłem, że nie będę sam.

Przed nią stali obaj przyprószeni śniegiem Marek z pękiem czerwonych róż i merdający ogonem kudłacz.

Myślałam, że przyjedziesz z żoną przyznała.

Żony nie mam odpowiedział, uśmiechając się. Była, ale uciekła z jakimś młodzikiem na Karaiby.

A komu tyle kupiłeś?

Matce. Zawsze robię jej zakupy i przywożę. Mieszka sama. Mam też siostrę opowiadał z radością. Czasem i jej pomagam, bo zajmuje się wnuk

Rate article
Fajna Tajna
Ostatni wagon