Dziś muszę opisać tę całą historię z wodą.
“No dobrze, oto mój numer telefonu, rozgośćcie się, a ja lecę, bo jutro w nocy mam samolot wyjeżdżam na wakacje” mówiła w biegu pani Katarzyna Nowak, właścicielka mieszkania, które właśnie wynajęła Magdzie. “W razie czego, dzwońcie. Do widzenia.”
“Dobrze, do widzenia” odpowiedziała trochę zdezorientowana Magda, wciąż trzymając w ręce umowę i pełnomocnictwo do obsługi administracji, tak na wszelki wypadek.
“Rzutka i spostrzegawcza gospodyni tego mieszkania, zresztą tacy powinni być wszyscy” pomyślała Magda.
Podobało jej się to wynajęte mieszkanie w nowym budynku, a widok z okna był po prostu przepiękny: las niedaleko i mała rzeczka, która nawet zimą nie zamarzała. Dlaczego? Nikt nie wiedział. Niektórzy żartowali, że płynie w niej płyn do spryskiwaczy.
Minął już tydzień, odkąd Magda się wprowadziła. Wracała z pracy po zmroku na dworze zima. Sąsiadka z naprzeciwka, pani Barbara Kowalska, najmilejsza i najżyczliwsza starsza pani, odwiedziła Magdę już trzeciego dnia.
“Dobry wieczór” powiedziała spokojnie. “Barbara Kowalska, sąsiadka z naprzeciwka” dodała cicho. “Poznajmy się, skoro już tu mieszkasz. Sąsiadów trzeba znać i z nimi żyć w zgodzie” mówiła, jakby tłumaczyła to Magdzie, albo sama sobie.
“Dzień dobry, proszę wejść, pani Barbaro. Nazywam się Magda, bardzo się cieszę, że pani wpadła. I słusznie mieszkam tu, a nikogo nie znam” odpowiedziała Magda serdecznie. “Napijmy się herbaty, choć nie mam nic specjalnie pysznego, tylko czekoladę.”
“Dziękuję, Magdusiu, dziękuję. Ale ja przyszłam cię zaprosić na herbatę do mnie. Mam świeże jabłeczniki prosto z piekarnika, chodź. A w ogóle, wybacz, będę mówić ci ‘ty’. Po pierwsze, jesteś młoda, po drugie, jesteśmy sąsiadkami, a po trzecie byłam nauczycielką, więc z uczniami zawsze byłam na ‘ty'” uśmiechnęła się ciepło.
“Na pewno była wspaniałą nauczycielką” przemknęło Magdzie przez myśl, a na głos dodała:
“Oj, dziękuję, pani Barbaro, niespodziewany deser!” zaśmiała się. “Jabłecznik to zawsze dobry pomysł.”
Posiedziała u sąsiadki dłużej niż planowała, ale wcale nie żałowała. Barbara okazała się fascynującą rozmówczynią. Opowiadała historie o szkole, o swoich uczniach, przyznała nawet, że tęskni za pracą, ale życie toczy się dalej, lata biorą swoje.
Magda nie była zamężna, miała dwadzieścia osiem lat. Trzy miesiące temu rozstała się z chłopakiem był zbyt delikatny i niezaradny, nie potrafił nawet umyć za sobą filiżanki, nie mówiąc już o czymś poważniejszym, jak naprawa czegokolwiek w domu. Pokłócili się właśnie o codzienne sprawy, po roku wspólnego życia.
Magda wróciła od sąsiadki późno, najadła się jabłecznika, napiła herbaty i położyła się spać. W pracy czekał ją raport, więc następnego dnia pewnie wróci późno. Z tymi myślami zasnęła. Faktycznie, w pracy spędziła cały dzień przed monitorem, tylko na szybko wybiegła na lunch.
W końcu wróciła do domu i odetchnęła.
“Uff, dzięki Bogu, raport gotowy” pomyślała. “Za kilka dni ferie, w końcu odpocznę, może w góry pojadę, pojeżdżę na nartach. Tylko muszę namówić Kasię, bo moja przyjaciółka jest leniwa i nie lubi sportów zimowych.”
Zjadła kolację i wcisnęła się w kanapę, przeglądając telefon. Nie wiadomo, jak długo tak siedziała, ale w końcu zachciało jej się pić. Wyszła do kuchni, postawiła kubek na stole i nagle drgnęła dziwny hałas. Odwróciła się i zobaczyła, jak woda tryska z kranu z ogromnym ciśnieniem, rozbryzgując się na wszystkie strony.
“O rany, zaraz będzie potop, co robić?!” nigdy nie była w takiej sytuacji.
Ale zebrała myśli i przypomniała sobie, że właścicielka pokazała jej, gdzie jest zawór. Wbiegła do łazienki, znalazła kurek z zimną wodą i próbowała go zakręcić, ale nie dawał rady. Najwyraźniej nikt od lat go nie używał. Woda wciąż lała się strumieniem, rzuciła szmatę na podłogę, ale to oczywiście nie pomogło. Najbardziej martwiła się o sąsiadów z dołu.
“Kto tam mieszka? Zaraz ich zaleję!”
Znów z całych sił nacisnęła na zawór ustąpił, ale nie do końca. Woda wciąż płynęła, choć już nie tak gwałtownie. Szybko złapała umowę, znalazła numer Katarzyny Nowak i zadzwoniła, ale nikt nie odebrał. Przypomniała sobie, że wyjechała.
Usiadła na kanapie i zadzwoniła do administratora, ale też nie odebrali. Zadzwoniła do mamy, a ta wpadła w panikę:
“Już jedziemy z Tadeuszem!”
“Mamo, przecież mieszkam sto pięćdziesiąt kilometrów stąd. I co wy zrobicie? Nawet o tym nie myśl, dzwonię do administracji, ale na razie cisza.”
Magda jakoś zebrała wodę z podłogi, ale wciąż sączyła się z kranu. Wyszła z mieszkania i zadzwoniła do drzwi Barbary Kowalskiej. Ta otworzyła w koszuli nocnej, ale szybko zrozumiała sytuację i zadzwoniła po straż pożarną. Magda aż się wzdrygnęła:
“Jak ja sama na to nie wpadłam? Przecież to właśnie nagły wypadek! Zagrożone jest mieszkanie na dole, a nie daj Boże i jeszcze niżej”
Barbara mówiła do telefonu z naciskiem, trochę strasząc dyspozytora. Przyjęli zgłoszenie.
“I co teraz?” zapytała przerażona Magda.
“Co? Napijemy się herbaty, za dziesięć minut przyjadą, skoro zgłoszenie jest” odpowiedziała spokojnie, bo w szkole widziała różne sytuacje i nauczyła się panować nad sobą.
Barbara była opanowana. W tym czasie zadzwonił jej telefon.
“Tak, Jakubie, tak” kiwała głową. “Po prostu już dzwoniła, ale nikt w administracji nie odbiera. Dlatego zadzwoniłam po strażaków. Ale rozumiesz, u niej woda leje się strumieniem, może zalać sąsiadów.”
Po dziesięciu minutach na klatce rozległy się kroki i głosy. Ktoś zadzwonił do drzwi Magdy. Gdy



