No i proszę, masz tę historię przerobioną na naszą polską nutę:
Życie potrafi być przewrotne nie tylko kobietom czasem nie wychodzi z rodziną, ale i mężczyznom. Wojtek jest tego przykładem. Stoi przed pytaniem: co z nim nie tak?
“Trzydzieści osiem lat na karku, a szczęścia w życiu osobistym jak nie było, tak nie ma. Dwa razy próbowałem raz na papierze, drugi raz bez ślubu. I co? Nic z tego. Gdzie moje szczęście? Dlaczego omija mnie szerokim łukiem? Albo trafiam na nie te kobiety, albo szukam nie tam, gdzie trzeba.”
Wojtek to chodząca dobroć. Zawsze pierwszy do pomocy, wszystkim chce oszczędzić kłopotów. Nawet znajomi mu mówią:
“Wojtuś, ty powinieneś wróżem być! Nie starczy ci tej dobroci na wszystkich, nie da rady każdego ogarnąć.”
Ale taka już jego natura. Mieszka z rodzicami na wsi, mają duży dom i gospodarstwo. Złota rączka spawacz, kierowca, stolarz, elektryk, hydraulik wszystko potrafi. Na wsi bez niego jak bez ręki. A do tego pracuje na zmiany w Norwegii, zarabia przyzwoicie. Tylko że jak wraca do domu “odpocząć”, to zaraz sąsiedzi się zlecą u jednego coś się zepsuło, u drugiego inna awaria.
“Synku, ale z ciebie chodzący postument ‘pomogę’!” martwi się matka. “Przyjeżdżasz z roboty zmęczony i od razu w kolejną harówę. Tam się napracujesz, tu nawet odsapnąć nie dasz.”
“Mamo, no ludziom też trzeba pomóc.”
“Ludzie, synku, są sprytni. Robisz wszystko za darmo, a oni to wykorzystują. Innych by wynajęli, ale po co, skoro ty się palisz.”
“E, mamo, co mi tam.” zawsze tak odpowiadał.
Gdy miał dwadzieścia dwa lata, ożenił się z Kasią. Była dwa lata młodsza, ładna i żywa jak iskra. Matce Wojtka nie przypadła do gustu.
“Na żonę trzeba brać stateczną i cichą, a nie taką… jak ta twoja Kasia. W swoim wieku już niejedno widziała, a ty się z nią miesiąc poznałeś i od razu do ołtarza. Kto cię tak poganiał?” gderała.
“Mamo, dla ciebie zawsze coś nie tak. Cokolwiek zrobię, źle. No co jest nie tak z Kasią? Żywa, owszem. Ale właśnie taką potrzebuję, bo sam jestem flegmatyczny. Są chłopy zaradne, a ja jaki jestem?” bronił się.
“Dobrze, już milczę” odparła matka. “Ale potem nie mów, że cię nie ostrzegałam. Mógłbyś spojrzeć na naszą sąsiadkę, Ewę. Skromna, gospodarna, wieczorami w domu siedzi, nikt złego słowa o niej nie powie.”
Mieszkali u rodziców, choć Wojtek miał osobne wejście, więc teściowa nie zawsze widywała synową. Gospodarstwo i zwierzęta były głównie na głowie Wojtka i ojca. Matka tylko krowy doiła.
Ale gdy tylko wyjeżdżał do pracy, u Kasi zaczynało się “życie towarzyskie”. Wypatrywała, kiedy światło u teściów zgaśnie znaczy, poszli spać. Wtedy cicho się ubierała i wymykała tylną furtką przez ogród, bo od frontu mogli ją zobaczyć. Szła do klubu na zabawę, a czasem po tańcach odprowadzał ją jakiś miejscowy chłopak albo i z sąsiedniej wsi.
Pewnej nocy teściowej zasłabo i ojciec Wojtka poszedł do części syna akurat Wojtka nie było. Drzwi otwarte, na dworze noc, a Kasi w domu nie ma. Zaniepokoił się.
“Gdzie ta Kasia się podziewa, męża nie ma i jej nie ma” pomyślał i poszedł do sąsiadki.
Jadwiga, matka Ewy, przybiegła pomóc. Teściowa miała migrenę taką, że oczy otworzyć nie mogła. Na szczęście Jadwiga wzięła ciśnieniomierz ciśnienie skoczyło. Dała tabletki i pilnowała, by je połknęła.
Rano teść poszedł do Kasi, a ta jak gdyby nigdy nic, ledwo wstała.
“Gdzie ty w nocy latasz? Jak tylko mąż wyjedzie, zaraz trzeba się włóczyć?”
“W domu spałam” skłamała, nie wiedząc, że teść był u nich o pierwszej w nocy, a jej nie było.
“Nie kłam. Byłem o pierwszej…”
“A co ty, stary, chciałeś ode mnie o pierwszej w nocy? Jak Wojtek wróci, mu wszystko powiem!” odgryzała się.
“Bo matce zasłabo, myślałem, że pomożesz. Może po felczera byś skoczyła. Musiałem do Jadzi iść.”
“Spokojnie, nie krzycz. Byłam u mamy, też jej było słabo. Siedziałam u niej do trzeciej” zmyśliła, a teść się zastanowił może i racja.
Wojtkowi nic nie powiedzieli, ale pewnego razu wrócił z pracy tydzień wcześniej. I to późnym wieczorem. Na stacji spotkał sąsiada, Darka, też wracał skądś. Żadnego transportu nie było, więc szli piechotą ze trzy kilometry leśną drogą. Samemu trochę straszno, ale Darek miał latarkę, a we dwóch raźniej. I tak lepiej niż na stacji do rana czekać.
Wojtek zapukał w okno zawsze tak robił, gdy wracał. To była ich sypialnia. Ale Kasia jakoś długo nie otwierała, słyszał jakieś szuranie, a potem wydało mu się, że w kuchni okno się otworzyło. Podszedł i zobaczył, jak jakiś facet wylazł na dwór.
Zaniemówił, a Kasia zrozumiała, że mąż ją przyłapał. Otworzyła drzwi, wypuściła tamtego, a ten, ze spuszczoną głową, prześlizgnął się obok Wojtka i zniknął.
“Kto to był?” spytał ostro.
“Nikogo. Co ci do tego? Facet i tyle.”
“A nie wiedziałem, że taka z ciebie… lekkich obyczajów. Mąż z domu, żona w cudzym łóżku.”
Nazajutrz Kasia spakowała rzeczy i poszła do matki. Wojtek po jakimś czasie wniósł o rozwód.
“No i co, synku, teraz rozumiesz, czemu ci wtedy mówiłam o tej twojej Kasi? A ty nie wierzyłeś proszę bardzo.”
“E, mamo, już przeszło” tylko tyle odpowiedział.
A po jakimś czasie Kasia przyszła do niego:
“Mam usunąć dziecko czy urodzić? Twoje jest.”
“Skoro moje, to rodź. Będę pomagał.”
I tak już dziewięć lat płaci alimenty, kupuje Jackowi ubrania. Jak tylko coś trzeba, Kasia od razu do niego:
“Jacek kurtkę podarł, nowa potrzebna. Buty się rozkleiły, trzeba nowe.” i tak w kółko.
Wojtek zawsze daje pieniądze. Matka wściek



