Córka z wnukiem wprowadzili się do mnie tymczasowo, ale podsłuchałam, jak dyskutują, do którego domu opieki lepiej mnie oddać.
Przyjazd Ewy z Mikołajem przypominał żywioł, który runął na moje ciche, wypracowane życie. Stali w progu z walizkami, pudłami i wymuszonym uśmiechem córki.
Mamusiu, to tylko na chwilę szczebiotała Ewa, podczas gdy Mikołaj, mój piętnastoletni wnuk, z hukiem wciągał do przedpokoju kolumnę wielkości szafki nocnej. Mamy remont, wiesz Robotnicy, bałagan. Miesiąc, może dwa.
Zrozumiałam. Milcząco odsunęłam się, robiąc miejsce. Moje dwupokojowe mieszkanie, które dotąd wydawało się przestronne, kurczyło się w oczach.
Najpierw padł salon. Zamienił się w filię pokoju nastolatka: ubrania na oparciach krzeseł, kable oplatające nogi stołu, wieczny pomruk komputera.
Moje fiołki, które latami rosły na parapecie, zostały wysiedlone do kuchni bo mamo, tu jest za ciemno, a Mikołaj potrzebuje miejsca na monitor.
Potem przyszła kolej na kuchnię. Ewa z zapałem zaczęła wprowadzać swoje porządki.
Po co ci tyle słoiczków? pytała, wyciągając z szafki moje zapasy ziół i przypraw. To już sto lat leży, wszystko wyrzucić! Kupię w tych ładnych, jednolitych pojemnikach.
Nie pytała. Stawiała przed faktem. Mój ulubiony miedziany czajniczek, prezent od nieżyjącego męża, zniknął na antresoli jako ten, który nie pasuje do wnętrza. Zastąpił go błyszczący f



