**Dawna Tajemnica**
W domu Arkadiusza i Anny panowała radość. Dziś ślub ich jedynego syna Krzysztofa, który brał ślub z ukochaną dziewczyną Martą. Krzysztof od dawna nie mógł spać, co chwilę spoglądał na zegarek, bojąc się spóźnić lub coś przeoczyć. Był bardzo zdenerwowany w końcu to jego pierwszy ślub.
Czekałem na ten dzień tak długo. W końcu nazwę moją ukochaną Martę żoną. Moją ukochaną żoną. Będziemy szczęśliwi, ona też mnie kocha takie myśli krążyły w głowie pana młodego.
Marta również obudziła się w doskonałym nastroju. Dziś był najważniejszy dzień w jej życiu ślub z Krzysztofem.
Pewnie też już nie śpi i się denerwuje myślała z uśmiechem o swoim przyszłym mężu. Dziś się pobierzemy, a to oznacza, że każdego dnia będziemy zasypiać i budzić się razem. Nasza miłość zwyciężyła. Przed nami tylko szczęście.
Marta cieszyła się, że przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Jednak życie to nie bułka z masłem na jego drodze spotykają się zarówno radosne, jak i trudne chwile, a czasem problemy, które wydają się nie do rozwiązania. Prawdziwym wyzwaniem jest przejść przez wszystkie próby, nie tracąc bliskich.
Rodzice obojga początkowo nie byli zachwyceni wyborem swoich dzieci. Każdy rodzic uważa, że jego córce należy się wyjątkowy mąż, a synowi wyjątkowa żona. Młodzi jednak nie słuchali nikogo byli szczęśliwi razem i nic nie mogło tego zmienić.
Ślub odbył się idealnie. Wszyscy byli zadowoleni. Panna młoda błyszczała szczęściem, a pan młody dorównywał jej urodą. Rozpoczęło się ich wspólne życie. Krzysztof i Marta snuli plany na przyszłość, marzyli o dzieciach i własnym domu.
Pierwszy będzie syn mówił pewnie Krzysztof. Dziedzic rodu.
Krzysiu, ja chciałabym dziewczynkę. Będę kupować jej śliczne sukienki i ubierać jak laleczkę odpowiadała żona.
Oboje jednak zgadzali się, że niezależnie od tego, kto się urodzi, będzie ich szczęściem i będą go kochać.
Mijał czas. Minął już rok od ślubu, a Marta wciąż nie zachodziła w ciążę. Coś nie wychodziło. Oboje bardzo czekali, a Marta nawet po kryjomu płakała, bojąc się, że nigdy nie będą mieli dzieci.
W końcu, po półtora roku, nadeszła długo wyczekiwana radosna wiadomość.
Krzysztofie, będziemy mieli dziecko! oznajmiła uradowana żona, wracając z przychodni.
Cieszyli się wszyscy przyszli rodzice, przyszli dziadkowie. W wyznaczonym czasie urodził się synek, Wojtuś.
Mówiłem, że pierwszy będzie syn oznajmił Krzysztof rodzicom.
Ze szpitala zabierali Martę z Wojtusiem niemal całą rodziną. Przywieźli mnóstwo prezentów, gratulowali młodym rodzicom i rozczulali się nad ich pierworodnym. Wszyscy byli szczęśliwi. Młodzi mieszkali u rodziców Marty mieli duże, trzypokojowe mieszkanie, więc miejsca starczało.
Z czasem jednak Anna, matka Marty, zaczęła zauważać, że z Arkadiuszem dzieje się coś niepokojącego. Chodził ciągle ponury, szczególnie gdy patrzył na śpiącego spokojnie wnuka. W końcu nie wytrzymał i wyznał żonie:
Aniu, przyjrzyj się wnukowi. Nie wydaje ci się dziwne, że u jasnowłosych i jasnoskórych rodziców urodził się chłopiec z ciemnymi włosami i śniadą cerą?
Żona machnęła ręką.
Co ty, Arkadku, dzieci się zmieniają. Wypadną mu te ciemne włosy i wyrosną jasne, jak u rodziców.
Mijał czas. Wojtuś rósł, ale wciąż miał ciemne włosy i śniadą cerę. Zaczął już samodzielnie chodzić i bawić się. Rodzice uwielbiali swojego synka, babcia też. Tylko dziadek Arkadiusz nie mógł się z tym pogodzić. Czasem przychodzili krewni i rozczulali się nad ślicznym malcem. Żartowali bez złośliwości, wspominając, że w rodzinie zdarzali się ludzie o takim kolorze włosów.
W końcu Arkadiusz nie wytrzymał nie mógł dłużej nosić w sobie podejrzeń. Zaczął się nakręcać i postanowił porozmawiać z synem.
Krzysztofie, naprawdę nie widzisz, że twój syn wcale nie jest do was podobny? Jak możesz być spokojny, patrząc na niego? Ja widzę, że nie jest nasz.
Krzysztof poczuł się urażony.
Czyżbyś sugerował, że moja Marta mnie zdradziła? Co ty właściwie chcesz powiedzieć?
A ty sam jak myślisz, synu? Wojtek w ogóle nie przypomina naszej rodziny. U nas nigdy nie było śniadych i ciemnowłosych, wszyscy byli jasnowłosi nie ustępował ojciec.
Nie waż się tak mówić o mojej żonie przerwał mu syn. Ona kocha tylko mnie i na tym koniec.
Słowa syna rozwścieczyły Arkadiusza. Wciąż myślał o swoim i tak udowodni, że wnuk nie jest z ich krwi. Nie zamierzał się poddawać. Postanowił sprawę doprowadzić do końca i otworzyć synowi oczy na prawdę. Po cichu, gdy bawił się z wnukiem, zebrał jego ślinę przy pomocy wacika.
Minęło trochę czasu. Arkadiusz wracał właśnie do domu, gdy Krzysztof wyszedł ze sklepu, niosąc żonie tort z okazji rocznicy ich poznania.
Gdy był już blisko domu, zadzwonił telefon to był ojciec.
Synu, gdzie jesteś? Musimy porozmawiać
Jestem koło domu, zaraz wchodzę.
Gdy Krzysztof wszedł do mieszkania, Marty nie było wyszła z synkiem na spacer. Ojciec niecierpliwie na niego czekał.
No to popatrz powiedział triumfalnie i położył przed nim kartkę papieru.
Krzysztof patrzył, ale nic nie rozumiał.
Co to jest, tato?
Wyjaśniam. Zrobiłem test DNA Wojtka i mój. Wynik jest negatywny. Nie jesteśmy spokrewnieni, więc on nie jest moim wnukiem.
Krzysztof był wstrząśnięty. Przez głowę przelatywały mu najczarniejsze myśli. Gdy pierwszy szok minął, zaczął czekać na żonę. W końcu Marta z Wojtusiem wrócili. Ujrzawszy męża, ucieszyła się, ale gdy przyjrzała się jego twarzy, przeraziła. Nigdy jeszcze go takim nie widziała.
Ok



