W całej wsi znali i nie lubili Krzysztofa za jego nieznośny charakter. Był żonaty z Zofią, spokojną kobietą, ale mającą pewne problemy. Nie mogła urodzić mężowi dzieci. Żyli razem dwanaście lat, a dzieci wciąż nie było.
I nagle, jak grom z jasnego nieba Zofia umarła. Jej matka wiedziała, że córkę coś trapiło, ale ta się nie skarżyła.
Córuś, wyglądasz jakoś nie najlepiej ostatnio pytała matka, gdy Zofia rzadko odwiedzała rodziców.
Nic, mamo, nic. Czasem słabo mi się robi, kręci się w głowie, ale poleżę i pójdę dalej. Nie martw się, mamo uspokajała córka.
Zofia nie przywykła narzekać, zwłaszcza przed mężem, który nie cierpiał, gdy żona skarżyła się na ból głowy czy inne dolegliwości.
Nie ma co udawać, znam was, baby, wciąż coś wam dolega. Pracować się nie chce, więc narzekacie, żeby się wymigać od obowiązków. Nie jęcz, nikt cię tu nie będzie żałował słyszała w odpowiedzi żona.
Po pogrzebie minął rok. Krzysztof żył sam, ale myśli o ponownym małżeństwie nie opuszczały go. Samemu jest ciężko, choć przywykł żyć jak wilk-samotnik. Rozglądał się za kobietami.
Trzeba wziąć żonę bez dzieci rozmyślał. Nie potrzebuję cudzych dzieci. Prawda, że moje rówieśniczki są już same, ale wszystkie z dziećmi. Trzeba młodszą, ale która zechce wyjść za mnie?
Krzysztof zdawał sobie sprawę, że jego charakter nie podoba się sąsiadom. Przyjaciół nie miał, niewiele kobiet zgodziłoby się zostać jego żoną. Wybór padł na Agnieszkę. Z wyglądu była szarą myszką, niepozorną, ale pracowitą i skromną.
Pewnego dnia spotkał dziewczynę a właściwie na nią czekał.
Agnieszka, chodź no tu zawołał, gdy przechodziła koło jego domu.
Podniosła głowę, zobaczyła go w furtce i podeszła.
Dzień dobry powiedziała cicho.
No cześć odparł szorstko. Słuchaj, przyglądam ci się i myślę a może byś za mnie wyszła? Sam jestem, gospodarstwo mam porządne. Żyć będziemy wygodnie, dzieci sobie urodzimy. Nie mam następcy.
Oj, nie wiem zarumieniła się ze zdziwienia Agnieszka. Muszę porozmawiać z mamą.
No to pogadaj, a ja wieczorem do was zajrzę.
Agnieszka wróciła do domu i oznajmiła matce:
Mamo, chyba wychodzę za mąż.
Jak to? Za kogo? Przecież nie masz żadnego chłopaka.
Krzysztof dziś przyjdzie się oświadczyć
Oj, córuś, on jest od ciebie znacznie starszy. Zastanów się, zanim zdecydujesz. Ma trudny charakter, zrzędliwy. Nie bez powodu mówią, że żonę do grobu zapędził harówką zamęczył, a może i co gorszego. Kto tam wie, cudza rodzina to ciemności.
Mamo, co mam rozważać? Żadni kawalerowie się o mnie nie biją, a lata lecą. Może na Krzysztofa tylko plotki rzucają
Agnieszka wyszła za Krzysztofa. Przez pierwsze dni we wsi wiele o tym mówiono. Jedni żałowali dziewczyny:
Na darmo za niego poszła, okrutny jest, odludek.
Inni uważali:
Krzysztof miał szczęście z żoną. Nie bez powodu skromną wziął będzie go słuchać bez sprzeciwu i harować.
I tak było. Krzysztof z sąsiadami żył w niezgodzie, a teściowej nie cierpiał i Agnieszkę rzadko puszczał do matki.
Despota i tyran, prawdziwy tyran mówiła matka, gdy córka przychodziła do niej, czasem nawet ukradkiem, gdy mąż był w pracy.
Mamo, wszystko w porządku, nie martw się. Nic, mamo, ja i tak znajdę do niego klucz. On zrzędzi, a ja milczę. Niech sobie zrzędzi, tylko w duchu modlę się do Boga i proszę o cierpliwość uspokajała matkę.
Och, córuś, z takim zrzędliwym mężem całe życie będziesz się modlić mówiła matka, ocierając łzy.
Lecz Agnieszka urodziła dwóch synów w ciągu pięciu lat. Nie żeby Krzysztof ich nie kochał może i kochał, ale po swojemu. Zrzędził na nich, że aż ciarki przechodziły. A matka uczyła chłopców:
Trzymajcie się z dala od ojca, bo nie wiadomo, kiedy wpadniecie mu pod gorącą rękę.
Chłopcy uciekali z domu na podwórko, szybko zrozumieli, że lepiej trzymać się od niego z daleka. Rosli, ale Krzysztof wciąż był niezadowolony.
Gdzie się włóczą te lenie? W domu pomagać trzeba, a oni biegają Bóg wie gdzie To ty ich tak nauczyłaś, żeby od obowiązków uciekali krzyczał na całe podwórze.
Agnieszka przywykła już do tych krzyków i narzekań, tylko machała ręką i milczała. Choć była od niego znacznie młodsza, była cierpliwsza i mądrzejsza, a całe gospodarstwo trzymało się dzięki niej. A Krzysztof ostatnio coraz częściej sięgał po alkohol i wywoływał awantury. Obrażał wszystkich wokół.
Sąsiedzi widzieli i słyszeli, omijali go szerokim łukiem. Wiedzieli, że lepiej się z nim nie zadawać szkoda nerwów. Z jego podwórza co i rusz słychać było krzyki:
Jak wy wszyscy mnie wkurzacie Haruję od rana do nocy, was żywię, a w domu szacunku nie ma, same wydatki na was.
Chrapliwy, pijany głos roznosił się po całej okolicy. Czasem Agnieszka próbowała się odezwać:
Sam chciałeś się żenić, sam chciałeś dzieci, a teraz czego się czepiasz? A ile ty sam przepijasz pieniędzy, liczysz?
Ale lepiej by milczała, bo nie dało się go uciszyć.
Wszyscy mi obrzydli, spokoju nie mam, a ty jeszcze dzieci przeciwko mnie nastawiasz. I nie licz, ile wypiłem, swoje piję.
Agnieszko, jak ty go wytrzymujesz? płakała matka. Ja bym dawno uciekła, po co z nim żyć i się męczyć?
Trzeba dzieci wychować, mamo. Niech sobie krzyczy, już się przyzwyczaiłam, nie zwracam uwagi. Cierpię przez synów, oni też się przyzwyczaili.
Sąsiedzi też jej współczuli i dziwili się jej cierpliwości.
No i AgnieszkaMinęły lata, synowie założyli swoje rodziny, a Agnieszka w końcu odnalazła spokój w ciszy domowego ogniska, opiekując się wnukami i patrząc, jak życie, które kiedyś było tak ciężkie, teraz płynie łagodnie jak leniwie wijąca się rzeka.



