Pojednanie nadeszło
Halina była osobą kreatywną, pełną pomysłowości i fantazji. Cokolwiek wzięła się do roboty, zawsze wychodziło z tego coś interesującego i pięknego. Do tego była dobrego serca, cicha, skromna, ale przede wszystkim niezastąpiona. Pracowała w wiejskiej szkole, ucząc w klasach początkowych.
Dzieci, rodzice, a nawet inni nauczyciele ją uwielbiali. Jeśli ktoś z kadry zachorował, zawsze była gotowa zastąpić, nawet na drugą zmianę.
Pani Halino, nie umiem rozwiązać tego zadania mówił jej uczeń Bartek.
A próbowałeś choć trochę pomyśleć? pytała, wiedząc, że chłopiec nie chce się wysilić, tylko przepisać od innych, a gdy koledzy nie dają ściągać, biegnie do niej.
Cierpliwie tłumaczyła, aż wreszcie Bartkowi się rozjaśniało.
O, teraz widzę, to proste!
Halina wychowała się w domu dziecka, później skończyła szkołę pedagogiczną. Jako niemowlę została podrzucona pod drzwi sierocińca, a imię nadała jej pielęgniarka, bo bardzo je lubiła. Ojcostwo wymyślono na poczekaniu, pierwsze, co przyszło do głowy. Jak wszyscy w placówce, nauczyła się znosić cierpienie i krzywdy w milczeniu. Komu miała się skarżyć?
Nie znała rodzicielskiej miłości, ale marzyła o własnej rodzinie, o dzieciach. Wiedziała, że będzie kochać swoich bliskich całym niewyrażonym dotąd uczuciem. Śniła, że spotka odpowiedniego mężczyznę i będą żyć dla siebie.
Jednak los sprawił, że wyszła za mąż za Grzegorza, miejscowego kierowcę ciężarówki. Zwrócił uwagę na młodą nauczycielkę, a jej zachciało się ułożyć sobie życie, choć odrobinę kobiecego szczęścia. Pewnego dnia zatrzymał ją i powiedział wprost:
Halina, patrzę na ciebie od jakiegoś czasu, porządna z ciebie dziewczyna. Wyjdź za mnie. Nie umiem romansować, kwiatów dawać, jestem prosty w obyciu. Starszy jestem, no ale co tam. Za to dom mam duży. Rodzice wcześnie odeszli, więc żyję sam. Chcę wprowadzić do niego gospodynię.
Oczywiście Halina, jak każda kobieta, marzyła o romantyzmie. Wyobrażała sobie, jak ukochany klęknie na jedno kolano i wręczy jej pierścionek. A tu takie proste wchodź i mieszkaj.
No dobrze, Grzesiu, przyjmuję twoją propozycję odpowiedziała. Wkrótce odbył się skromny ślub i zamieszkała w jego domu.
Przed ślubem niektórzy odradzali jej ten krok.
Halina, dobrze się zastanów, Grzesiek nie jest człowiekiem dla ciebie. Masz delikatną duszę, jesteś artystyczną naturą, a on zwykły chłop. Jesteście z różnych światów.
Grzegorz, jak pamiętali mieszkańcy wsi, zawsze był odludkiem. Pracował sumiennie, i przełożeni go chwalili. Ale żył w swoim świecie, nie towarzyski. Halina mu się spodobała, bo była ładna, postawna, z długimi włosami splecionymi w warkocz. Potrafiła ułożyć je w koronę na głowie, a on to lubił. Oczy miała zielonkawe, skromna i małomówna. Taką żonę sobie wymarzył.
Od pierwszych dni pokazała, że jest znakomitą gospodynią. Wszystko ogarniała, gotowała smacznie, a podwórko lśniło czystością. Mąż jednak zauważał, że żona jest trochę dziwaczna: czasem recytuje wiersze na głos, śpiewa przy sprzątaniu, i wszystko ją cieszy, ale on tych subtelności nie rozumiał nie jego klimat. Wieczorem oglądała seriale i jednocześnie coś dziergała, a potem rozdawała sąsiadom.
Zastanawiała się:
Dlaczego z Grzesiem nie możemy mieć dziecka? Żyjemy razem tyle czasu Najwyższa pora. Dzieci są potrzebne, to przecież spadkobiercy, powinno być jak u ludzi.
Grzegorz też myślał o potomstwie. Widział, że żona z dnia na dzień robi się smutniejsza, rzadziej się uśmiecha.
Halina pewnie martwi się, że nie zachodzi w ciążę. Powiesiła już ikony w kącie, słyszę, jak się modli myślał, gdy słyszał szept żony.
Sam nie wierzył w nic, ale nie przeszkadzał jej.
Niech wiesza, niech się modli. Mnie to nie szkodzi. Ona wierzy, ja nie, ale to jej sprawa. W każdym domu są ikony. Wiele kobiet chodzi do kościoła.
Jako w



