Życie idzie dalej

Minęły dwa lata samotności Kingi. Tak już się potoczyło jej życie została wdową w wieku dwudziestu ośmiu lat. Z mężem byli razem krótko, ledwie rok, właśnie planowali dzieci, gdy nagle wszystko się zawaliło.

Kuba wrócił z pracy wcześniej, skarżąc się na ból głowy.

“Szef mnie puścił, głowa mi pęka” powiedział żonie, gdy wróciła i zastała go bladym, leżącym na łóżku w sypialni.

“Kubuś, może wezwę pogotowie? To już kolejny raz masz takie ataki” nalegała Kinga.

“Nie trzeba, prześpię się, nie pierwszy raz” odparł Kuba i odwrócił się do ściany.

“Zrobię ci herbatę z miętą” powiedziała i wyszła do kuchni.

Gdy zaparzała herbatę, w głowie kołatały jej myśli:

“To nie pierwszy raz, gdy Kuba ma takie bóle, ale nie chce iść do lekarza. Muszę go jakoś przekonać. Co to za życie, żeby w trzydzieści dwa lata tak się męczyć? To nie może być bez powodu.”

Kinga przyniosła mężowi herbatę, postawiła kubek na nocnej szafce i delikatnie zawołała:

“Kubuś, Kuba” Nie reagował. Dotknęła jego ramienia nic. Potem mocniej potrząsnęła wciąż żadnej reakcji. Przestraszyła się, szybko zadzwoniła na pogotowie, a potem, ze łzami w oczach, do teściowej.

“Helena, Kuba leży i się nie rusza, wezwałam karetkę.”

“Już jadę” odparła.

Teściowa dotarła tuż przed karetką mieszkała w sąsiednim bloku. Gdy przyjechało pogotowie, młody lekarz odwrócił Kubę na plecy, zbadał go, sprawdził puls:

“Niestety, nic już nie mogę zrobić. Pański mąż nie żyje, współczuję.”

To, co działo się później, Kinga pamiętała jak przez mgłę. Pomagali sąsiedzi. Bo te dwie kobiety, przygniecione żałobą, nie miały bliskiej rodziny. Po pogrzebie obie z trudem wracały do siebie. Wspierały się, odwiedzały. Dobrze, że obie pracowały w pracy choć na chwilę zapominały.

Kinga została sama w nowym mieszkaniu pół roku wcześniej razem z Kubą się tam wprowadzili. Ciągle patrzyła na ich ślubne zdjęcia na ścianach. Choć Helena mówiła, że powinna je schować do szuflady, Kinga nie mogła się na to zdecydować. Nie potrafiła pogodzić się ze śmiercią męża. Odszedł tak młodo lekarze odkryli u niego podstępną chorobę mózgu. Dlatego odszedł tak szybko.

Poznali się półtora roku przed ślubem, od razu zamieszkali razem, ale z małżeństwem zwlekali. Zbierali pieniądze na wkład własny do mieszkania, potem pomagali w leczeniu chorej nogi mamy Kuby musiała wymienić kolano. W końcu wszystko się ułożyło. Pobrali się i zamieszkali w nowym mieszkaniu z nowymi meblami.

Pewnego dnia przyszła Helena. Kim teraz była? Byłą teściową czy wciąż nią pozostawała? Żyły w zgodzie. Na jej pochwałę, Helena zrzekła się spadku po synu na rzecz Kingi. Tak więc widywały się raz w tygodniu, często dzwoniły.

Minął rok, a Kinga wciąż nie mogła zapomnieć męża. Jak tu zapomnieć? Ale Helena zaczęła delikatnie sugerować:

“Kinguś, jesteś młoda, nie powinnaś siedzieć w domu. Wyjdź z koleżankami na kawę, na jakieś wydarzenia. Nie możesz tak wegetować. Czas się otrząsnąć, odpocząć, może kogoś poznać. Nie sądzę, żeby Kubie podobało się, że tak marniejesz w tych czterech ścianach. Bardzo się kochaliście, rozumiem, ale godnie przeszłaś żałobę. Jesteś młoda, czas wrócić do życia. Masz dopiero trzydzieści lat to wciąż początek.”

“Nie wiem, Helu Czuję, jakbym umarła razem z nim. Wszystko jest takie szare, nic mi się nie chce” odparła Kinga.

“Właśnie dlatego mówię musisz się otrząsnąć. W twoim wieku nie można tak żyć. Będziesz jeszcze szczęśliwa, i dzieci powinnaś urodzić. Może nie będą moimi wnukami z krwi, ale i tak będę je kochała” uśmiechnęła się teściowa. “Zawsze ci pomogę. Wiesz, że już nikogo nie mam.”

Wtedy Helena się rozpłakała. Choć starała się być silna i dawać przykład Kingi, wiedziała, że ze śmiercią syna straciła wszystko. Czekała ją samotna starość.

Powoli Kinga zaczęła odmarzać. Z koleżankami z pracy wyszła kilka razy na kawę, a swoje pierwsze urodziny bez męża spędziła z Heleną. Nie chciała hucznej imprezy, choć dziewczyny z pracy ją namawiały. Zamiast tego siedziały we dwójkę, pijąc herbatę z ciastem i cukierkami, a na środku stołu stał wazon z różami takimi samymi, jakie Kinga dostawała od Kuby. Helena znała jej upodobania.

Teściowa podarowała jej haft w ramce dwa urocze kotki wygrzewające się przy kominku. Powiedziała, że to symbol szczęścia i pomyślności.

Nadeszła zima. Śniegu jeszcze nie było dużo, za miesiąc Nowy Rok.

“Kuba, pierwszy Nowy Rok bez ciebie” szeptała Kinga, patrząc na jego zdjęcie. “Jest mi tak smutno.”

Helena ciągle mówiła:

“Kinga, zdejmij te zdjęcia ze ściany. Po co tyle? Zostaw jedno w ramce i tyle.”

“Jakoś nie mam serca” odpowiadała, ale pewnego dnia teściowa sama pozdejmowała zdjęcia, zostawiając tylko jedno małe, w ramce na komodzie.

Pewnego dnia Helena zapytała:

“A jak Nowy Rok spędzisz?”

“W domu, pewnie. W pracy jest wigilia, może pójdę, ale to trzy dni przed świętami. A potem wolne.”

Teściowa zamilkła na chwilę, potem rzekła tajemniczo:

“A może pojedziemy do sanatorium? W pracy dali mi voucher, ale mogę wziąć dwa. Co ty na to?”

“Oj, nawet nie wiem” Kinga była zaskoczona.

“Bo co? Będziesz całe święta siedzieć w domu? Wiem, że może raz wyjdziesz, znam cię. Zgadzaj się. No dobra, w sanatorium głównie starsi ludzie, ale przynajmniej odpoczniesz na świeżym powietrzu. O ile nie masz innych planów.”

Kinga pomyślała i niechętnie się zgodziła.

“Jaka różnica siedzieć w domu czy z emerytami w sanatorium.”

W sanatorium nie działo się nic ekscytującego. Starsze pary, emeryci z laskami. Helena też chodziła na zabiegi leczyła kolana. Kinga spacerowała po sosnowym lesie, ciesząc się świeżym powietrzem, karmiła wiewiórki i ptakiPewnego dnia, gdy Kinga wróciła z kolejnego spaceru, zastała Arkadiusza stojącego przed sanatoryjnym domem z bukietem kwiatów i uśmiechem, który w końcu przekonał ją, że szczęście jest jeszcze możliwe, a życie zawsze znajdzie sposób, by zaskoczyć nas czymś pięknym.

Rate article
Fajna Tajna
Życie idzie dalej